Po rezygnacji posłanki Idit Silman izraelski rząd koalicyjny nie ma już większości w Knesecie. Dysponował zaledwie jednym głosem przewagi i właśnie ją stracił.

Oficjalnie poszło o rozporządzenie ministra zdrowia, który zezwolił na zaopatrzenie szpitali w zwykły chleb wytwarzany na zakwasie także w czasie świąt Paschy. W sprawie tej orzekł kilka miesięcy temu Sąd Najwyższy niewidzący przeszkód, aby ten chleb nie mógł był spożywany w szpitalach w czasie zbliżających się świąt. Ale jest to sprzeczne z tradycją religijnych Żydów nakazującą konsumpcję w tym czasie jedynie chleba przaśnego, takiego samego, którym żywili się Izraelici przed wyruszeniem z Egiptu.

Religijna Żydówka, jaką jest posłanka Idit Silman, uznała, że nie ma moralnego prawa wspierać rząd niszczący żydowską tradycję. Po jej odejściu premier Bennett ma w 120-osobowym Knesecie jedynie 60 głosów. Jego rząd to bezprecedensowa koalicja ośmiu partii, od lewicowych liberałów, labourzystów, żydowskich nacjonalistów (w tym religijnych jak Jamina, czyli ugrupowanie premiera), po arabskich konserwatystów, którzy weszli do koalicji po raz pierwszy w historii państwa żydowskiego.

Bennettowi grozi w każdej chwili utrata większości. Najprawdopodobniej oznaczałoby to nowe wybory parlamentarne lub powrót do władzy wieloletniego premiera Beniamina Netanjahu i jego Likudu po konstruktywnym wotum nieufności dla rządu. Wiele izraelskich mediów przepowiada taki właśnie koniec gabinetu Benneta, który może nie dotrwać do czerwca, czyli pierwszej rocznicy swego powstania.

Czytaj więcej

Izrael: Rząd traci większość w Knesecie. Posłanka odchodzi przez zakwas

Na tym nie koniec kłopotów premiera. W ostatnich tygodniach w Izraelu doszło do kilku zamachów terrorystycznych, w których zginęło 14 obywateli państwa żydowskiego. Ostatni był w ubiegłym tygodniu w Tel Awiwie, kiedy przybysz z okupowanego Zachodniego Brzegu zastrzelił w restauracji dwóch Izraelczyków i ranił kilka osób. Sprawcami dwóch ataków byli Arabowie izraelscy, a dwóch pozostałych Arabowie palestyńscy. Media piszą o fali aktów terrorystycznych, porównując ją do tej z lat 2015–2016, gdy zginęło pięćdziesięciu Izraelczyków. Istnieją obawy, że na niedawnych atakach się nie skończy.

Posypały się oskarżenia pod adresem służb specjalnych, które nie były w stanie wykryć zagrożenia, zwłaszcza ze strony Arabów izraelskich, stanowiących ponad jedną piątą ludności kraju. Z kolei sprawca ataku w Tel Awiwie miał przedostać się z bronią z Zachodniego Brzegu do Izraela, co wskazuje na luki w kontroli barier oddzielających państwo żydowskie od terenów okupowanych.

Napięcie wzmaga fakt, że z rąk izraelskich żołnierzy zginęło czterech mieszkańców Autonomii Palestyńskich w tym niepełnosprawna kobieta, która nie zatrzymała się na przejściu granicznym.

Równocześnie Sąd Najwyższy uznał właśnie, że na władzach Autonomii Palestyńskiej spoczywa obowiązek wypłaty odszkodowań rodzinom ofiar zamachów. Z tej przyczyny, że wypłaca zapomogi sprawcom aktów terrorystycznych odbywających karę w izraelskich więzieniach. Zdaniem sądu jest to element „walki z państwem Izrael ”.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

– Wszystko to stawia w trudnej sytuacji rząd Bennetta, gdyż w Knesecie wspiera go czterech posłów będących członkami islamskiej partii Ra’am – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Avi Scharf z liberalnego dziennika „Harec”. Przypomina, że Ra’am może w każdej chwili wyjść z koalicji rządowej, jeżeli uzna, że gabinet przekroczył czerwoną linię w podejściu do ludności arabskiej.