Przyznając, że Niemcy stały się zależne energetycznie od Rosji, kanclerz Scholz obiecał, że zakończy tę zależność tak szybko, jak to możliwe, ale zastrzegł: "Uczynienie tego z dnia na dzień oznaczałoby pogrążenie naszego kraju i całej Europy w recesji".
- Zagrożone byłyby setki tysięcy miejsc pracy - dodał, przemawiając w Bundestagu.
Stany Zjednoczone i niektóre wschodnie kraje Unii Europejskiej, w tym Polska i kraje bałtyckie, naciskają na wspólnotę, aby zbojkotował rosyjską energię.
Jednak inne kraje, w tym Węgry, które są w dużym stopniu uzależnione od rosyjskiej ropy, oraz Bułgaria, odmówiły przyłączenia się do tych starań.
Czytaj więcej
- Format normandzki nie przybliżył nas do pokoju, można wręcz powiedzieć, że umożliwił Rosji zbudowanie potencjału militarnego. Francja i Niemcy tr...
Niemcy, największa gospodarka Europy, są największym przeciwnikiem bojkotu. Niemcy sprowadzają z Rosji około 55 proc. gazu ziemnego, 35 proc. ropy naftowej i połowę węgla.
Robert Habeck, wicekanclerz i minister gospodarki Niemiec, pracuje nad alternatywnymi źródłami energii. Niedawno zapowiedział budowę dwóch terminali skroplonego gazu ziemnego, a w tym tygodniu odwiedził Katar, aby zawrzeć umowę dotyczącą gazu ziemnego.
W ubiegłym tygodniu w obszernym wpisie w mediach społecznościowych Habeck stwierdził, że nawet jeśli Niemcy znajdą alternatywne źródła energii, to przez wiele miesięcy, jeśli nie lat, pozostaną uzależnione od rosyjskiego gazu i ropy. Zauważając, że zwiększenie importu energii z Rosji było strategicznym celem poprzednich niemieckich rządów, ocenił: "Z perspektywy czasu widać, że był to poważny błąd strategiczny. Trzeba go szybko naprawić".
- Nie służy to niczyim interesom, jeśli świadomie narażamy na ryzyko naszą gospodarkę - powiedział Scholz.