Wiceadmirał Siergiej Jelisiejew był zastępcą dowódcy ukraińskiej marynarki wojennej. Wiosną 2014 roku wraz ze swoim przełożonym, dowódca ukraińskiej floty wojennej, admirałem Denisem Bierezowskim przeszedł na stronę rosyjskich oddziałów.
Obaj są poszukiwani przez ukraińską prokuraturę, która zarzuca im dezercję i „współdziałanie z agresorem". Ponadto od chwili, gdy Jelisiejew otrzymał stanowisko w rosyjskiej Flocie Bałtyckiej „sprzyjał dywersyjnej działalności przeciw Ukrainie", uważa prokuratura.
Po dezercji Bierezowskij został najpierw zastępcą dowódcy rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, a potem dowódcą bazy rosyjskiej marynarki wojennej w Tartus w Syrii. Jielisiejew zaś został zastępcą dowódcy rosyjskiej Floty właśnie na Bałtyku.
Teraz okazało się, że ukraiński dezerter jest jedynym wyższym oficerem Floty, który nie został zdymisjonowany i zwolniony z armii przez ministra Siergieja Szojgu. Według informacji petersburskiego portalu fontanka.ru, minister obrony jedną decyzją wyrzucił ponad 50 dowódców (w randze admirałów i kapitanów), dokonując ogromnej czystki z której ocalał tylko Jelisiejew.
Nie jest jasne dlaczego akurat on – jako jeden z zastępców dowódcy Floty - nie był odpowiedzialny za „poważne uchybienia w organizacji szkolenia bojowego i brak opieki nad podwładnymi" oraz „fałszowanie w raportach prawdziwego stanu rzeczy" – co pozostałym zarzucił Szojgu.
Można jedynie domyślać się, że bałtyckiej karierze wiceadmirała sprzyjają jego wcześniejsze działania na rzecz Rosji (i prawdopodobnie jej wojskowego wywiadu GRU) podczas agresji na Krymie.
Rosyjskie media uważają zaś, że pozostali – na czele z byłym dowódca Floty, wiceadmirałem Wiktorem Krawczukiem – nie zostali jednak wyrzuceni za trwające od kwietnia prowokacje wobec amerykańskich okrętów wojennych i samolotów ale za zwykłe złodziejstwo.
Jeszcze w zeszłym roku ministerstwo obrony postanowiło wzmocnić 30-tysięczną Flotę Bałtycką o 11 korpus. Dla jego oddziałów miały zostać zbudowane mieszkania, koszary i garaże dla pojazdów wojskowych. Dowództwo pieniądze wzięło ale budynki nie powstały.
W dodatku młodsi oficerowie marynarki zaczęli się skarżyć na warunki mieszkaniowe w internacie zwanym przez okolicznych mieszkańców „Pentagonem". Nie było w nim ciepłej wody, część szyb była wybita, a w końcu trzecie piętro osunęło się na drugie omal nie zabijając dwójki dzieci.
Mieszkańcy dostali rozkaz dowództwa Floty, by nikomu nie mówić o katastrofie budowlanej. Jednak po zawaleniu się koszar w Omsku w lipcu 2015 roku (gdzie zginęło 24 żołnierzy) ministerstwo nakazało kontrolę wszystkich koszar i internatów dla oficerów w całej Rosji. Kontrolerzy w Kaliningradzie natknęli się na niespodziewany problem – część budynków które mieli obejrzeć w ogóle nie istniała.