AFP odnotowuje, że mniejszość anglojęzyczna w Kamerunie od listopada protestuje przeciwko dyskryminacji, jakiej ma doświadczać od francuskojęzycznej większości.
W związku z działaniami separatystów władze Kamerunu skierowały do rejonów anglojęzycznych dodatkowe jednostki sił bezpieczeństwa. W mieście Bamenda policja miała otworzyć ogień do demonstrantów - zginęła tam co najmniej jedna osoba. Sytuacja w mieście ma być "bardzo napięta" - twierdzą informatorzy AFP.
Polityk opozycyjnego Frontu Socjaldemokratycznego (SDF) Joshua Osih potwierdza, że w mieście użyto ostrej amunicji.
Do demonstrantów strzelano też w mieście Ndop, w którym od kul miały zginąć co najmniej dwie osoby.
Młody mężczyzna został zastrzelony również w mieście Kumba, jednym z ośrodków separatystów. W efekcie doszło tam do zamieszek.
Prezydent Kamerunu, 84-letni Paul Biya, potępił wszystkie akty przemocy, niezależnie od tego kto był jej źródłem i kto ponosi za nią odpowiedzialność.
Niepodległość Ambazonii ogłosił w mediach społecznościowych Sisiku Ayuk, który określa się mianem prezydenta tego państwa. - Nie jesteśmy już niewolnikami Kamerunu - dodał.
Władze Kamerunu odpowiedziały na to wprowadzeniem godziny policyjnej w anglojęzycznych częściach kraju.
Spośród 22 milionów Kamerunu językiem angielskim posługuje się ok. 20 proc. To mieszkańcy byłej kolonii brytyjskiej, Kamerunu Południowego.