W izraelskich mediach pojawiły się doniesienia o bezprawnym użyciu Pegasusa przez policję w ostatnich kilku latach. Za jego pomocą inwigilowani mieli być uczestnicy protestów przeciwko rządowi Beniamina Netanjahu, aktywiści LGBT, współpracownicy niektórych polityków oraz dwaj burmistrzowie. Jak pisze dziennik ekonomiczny „Calcalist”, który wykrył aferę, wszystko bez wymaganych asygnat sądowych i z naruszeniem procedur. Jak na razie nie ma żadnych informacji, czy premier Netanjahu wiedział o nadużyciach policji.

– Dopóki rzecz dotyczyła używania Pegasusa za granicą, nikogo to w Izraelu nie obchodziło. Sytuacja zmieniła się jednak i pod presją może się znaleźć [izraelska] firma NSO. W jej posiadaniu mogą być materiały niekorzystne także dla Netanjahu – mówi „Rzeczpospolitej” Awi Scharf z dziennika „Haarec”.

Były premier jest obecnie szefem opozycji i przywódcą prawicowego bloku Likud. Jest formalnie oskarżony w trzech sprawach korupcyjnych. Chodzi o zarzuty dotyczące przyjmowania kosztownych podarunków przez premiera i jego żonę, próbę szantażu wydawcy dziennika „Jedijot Achronot” oraz korupcyjne propozycje składane izraelskiej firmie telekomunikacyjnej.

Czytaj więcej

Misja z Parlamentu Europejskiego zajmie się inwigilacją Pegasusem

Proces w tych sprawach może trwać kilka lat. Jest jednak inne wyjście w postaci zawarcia umowy między oskarżonym a prokuratorem generalnym. Podobno została już wynegocjowana i Netanjahu zastanawia się nad jej akceptacją. Decyzja niełatwa, gdyż zgodnie z warunkami Netanjahu musiałby przyznać się do działań sprzecznych z prawem w dwóch punktach oskarżenia. W rewanżu były premier miałby uniknąć odsiadki. Mógłby otrzymać kilkumiesięczny wyrok więzienia w zawieszeniu wraz z obowiązkiem określonych prac społecznych.

Brzmi to obiecująco, ale przyznanie się do naruszenia prawa oznaczałoby de facto zakaz działalności politycznej przez siedem lat.

To trudna decyzja dla byłego premiera stojącego najdłużej na czele rządu w historii państwa żydowskiego (w sumie 15 lat). Ma 72 lata i po upływie terminu politycznej karencji nie miałby żadnych szans na polityczny come back. Czas nagli, gdyż prokurator generalny Awichaj Mandelblit kończy kadencję pod koniec tego miesiąca i zdaniem izraelskich mediów jest mało prawdopodobne, aby jego następca był skłonny do złożenia bardziej korzystnej oferty oskarżonemu.

Czytaj więcej

Citizen Lab: Pegasus używany w Salwadorze przeciw dziennikarzom

Cała sprawa może mieć wpływ na losy rządu premiera Naftalego Bennetta. Rzecz w tym, że wraz z odejściem Netanjahu ze stanowiska szefa Likudu partia może ulec przeobrażeniom, co może skłonić niektórych deputowanych koalicji rządowej do przejścia do opozycji. Przy tym rząd dysponuje przewagą zaledwie jednego głosu w Knesecie. – Rząd nie jest zależny od Netanjahu. Jest efektem wspólnej pracy i ma wsparcie społeczeństwa – zapewnia Jair Lapid, szef izraelskiej dyplomacji, który zgodnie z porozumieniem koalicyjnym ma zastąpić premiera Bennetta za półtora roku na stanowisku szefa rządu.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Złożona z siedmiu ugrupowań koalicja, wspierana dodatkowo po raz pierwszy przez ugrupowanie Arabów izraelskich, jest jednak chwiejna. Tym bardziej że ostatnio doszło do zamieszek z udziałem izraelskich Beduinów będących najważniejszą bazą wyborczą partii izraelskich Arabów.