Banaś rozpoczął wystąpienie przed komisją od wygłoszenia oświadczenia.

- W obecnym stanie prawnym to szefowie obecnych służb specjalnych decydują o przepływie informacji i zakresie faktycznego nadzoru nad służbami specjalnymi - mówił m.in. prezes NIK dodając, że jest to sytuacja nie do zaakceptowania z perspektywy demokratycznego państwa prawa. Banaś mówił potem, odpowiadając na pytania senatorów, że obecnie wystarczy postawić komuś zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej, by służby specjalne mogły prowadzić działania z zakresu inwigilacji "bez informowania kogokolwiek".

Prezes NIK mówił następnie, że w toku procedury kontrolnej "NIK ustaliła fakt nielegalnego dofinansowania CBA kwotą 25 mln zł, która została wykorzystana na zakup środków kontroli operacyjnej". - NIK nie udzielono jednak informacji jakie oprogramowanie zostało zakupione - dodał Banaś. 

- Obecna sytuacja prawna i faktyczna sprawia, że ofiarą inwigilacji może być każdy - obywatel i polityk - mówił też Banaś dodając, że dowodem na to jest wniosek o uchylenie mu immunitetu, który "zawiera fragmenty z jego skrzynki e-mailowej".

Banaś: Kamiński chciał mnie skompromitować

Następnie prezes NIK odpowiadał na pytania senatorów. Wicemarszałek Senatu Michał Kamiński pytał, czy Banaś uważa, że padł ofiarą nielegalnej inwigilacji.

- Tak, uważam, że padłem ofiarą nielegalnej inwigilacji. Po 1989 r. po raz pierwszy taka sytuacja miała miejsce w 2017 roku, kiedy podczas remontu mieszkania znaleziono kable, które mogą służyć do nielegalnej inwigilacji mojego mieszkania. W 2018 r. podjęto próbę, by włamać się do mojego telefonu, by przejąć z niego wszystkie treści. Najważniejszy przejaw nielegalnej inwigilacji jest jednak dostępny dla sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich. Wniosek o uchylenie mi immunitetu w uzasadnieniu wskazuje na fragmenty pociętych i zmanipulowanych informacji, które miałem wysyłać - mówił Banaś.

- Podejrzewam, że do dnia dzisiejszego służby pracują co do mojej osoby i mojej rodziny - kontynuował Banaś. Jak mówił maile, o których mówił wcześniej wysyłał w latach 2019-2020.

- Uważam, że cała akcja, która jest przeciw mnie prowadzona, to akcja zmierzająca do tego, by pozbawić mnie stanowiska prezesa, aby na moim miejscu pojawił się komisarz polityczny, który będzie korzystny dla władzy - przekonywał prezes NIK. - Cała akcja jest prowadzona po to, by ostatnią, niezależną instytucję, jaką jest NIK, podporządkować sobie - dodał.

Dopytywany poinformował, że o próbach inwigilowania go powiadomił prokuraturę, ale "podejrzewa, że śledztwo zostało umorzone".

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Banaś zarzucił też Mariuszowi Kamińskiemu, szefowi MSWiA, że ten inwigilował go, by mieć "pełną kontrolę nad NIK". - Cała ta operacja służyła temu, by mnie skompromitować i pokazać prezesowi Kaczyńskiemu, że "Banaś jest przestępcą". Chodziło o to, by zrobić operację, która pokazałaby opinii publicznej, że Banaś nie jest taki, jak się prezentuje. To bardzo łatwo zmontować.

- Kamiński chciał domknąć system kontroli nad służbami. Oczekiwano, że na fotelu prezesa NIK zasiądzie człowiek posłuszny. Ja na taki scenariusz się nie zgodziłem - dodał.

Kaczyński zostanie wezwany do NIK

Odpowiadając na pytania senatora Sławomira Rybickiego Banaś oświadczył, że "po głębokiej analizie dokumentów w NIK, podjąłem decyzję o niezwłocznym śledztwie ws. pilnej kontroli doraźnej w zakresie nadzoru państwa nad służbami specjalnymi".

- Osobiście uważam, że pan Jarosław Kaczyński, jako wicepremier ds. bezpieczeństwa, powinien stawić się w siedzibie NIK na wezwanie kontrolerów i odpowiedzieć na pytania pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Wicepremier Kaczyński powinien odpowiedzieć na pytania ws. nielegalnej inwigilacji Polek i Polaków - stwierdził Banaś.

Dopytywany czy może powiedzieć wprost, że zaprosi Kaczyńskiego na przesłuchanie do NIK-u, - Jest rzeczą oczywistą, że będzie musiał być wezwany i przesłuchany na tę okoliczność. Przewiduje, że kontrolerzy, którzy będą musieli przeprowadzić tę kontrolę, takie wezwanie wyślą - odpowiedział prezes NIK.

Banaś stwierdził też, że prawo nie przewiduje możliwości, by osoba wezwana przez NIK odmówiła stawiennictwa przed Izbą. 

W obecnym stanie prawnym to szefowie obecnych służb specjalnych decydują o przepływie informacji i zakresie faktycznego nadzoru nad służbami specjalnymi

Kwiatkowski przedstawia dokumenty

Wcześniej przed komisją zeznawał były szef NIK, obecnie senator Krzysztof Kwiatkowski. Kwiatkowski przedstawił na posiedzeniu komisji dokumenty, które - m.in. - poświadczają przelanie pieniędzy z Ministerstwa Sprawiedliwości do CBA na "realizację zakupu środków techniki specjalnej". W dokumencie tym nie pada nazwa Pegasus co - w ocenie Kwiatkowskiego - świadczy o tym, że "próbowano ją świadomie ukryć".

Kwiatkowski przedstawił też dokument świadczący o otrzymaniu środków w kwocie 25 mln zł przez CBA.

Kwiatkowski zaprezentował również pismo z 15 lutego podpisanego przez wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, w którym można przeczytać, że "dotacja celowa" została rozliczona.

Dzień pierwszy - Citizen Lab o kradzieży danych Brejzy

Przed komisją wystąpili 17 stycznia John Scott-Railton i Bill Marczak z Citizen Lab. Jak mówili z polskim tropem dotyczącym używania Pegasusa po raz pierwszy zetknęli się w 2018 roku, gdy opublikowali globalny raport mówiący o tym, gdzie na świecie znajdują się klienci używający systemu Pegasus. Z ówczesnych ustaleń miało wynikać, że "jeden klient był szczególnie aktywny w Polsce" - mówił Scott-Railton.

Czytaj więcej

40 licencji na Pegasusa. Wśród szpiegowanych ludzie z otoczenia PiS

Następnie uwagę badaczy z Citizen Lab zwrócił fakt, że jedną z osób, która otrzymała od firmy Apple informację, iż jej telefon był obiektem ataku z użyciem systemu Pegasus, była polska prokurator Ewa Wrzosek. Scott-Railton wyjaśnił, że było to zaskakujące ponieważ dotychczas doniesienia o użyciu Pegasusa przeciw obywatelom napływały głównie z krajów niedemokratycznych. Dlatego badacze z Citizen Lab zaczęli interesować się sygnałami o użyciu Pegasusa w Polsce.  

Badacze z Citizen Lab ujawnili jednocześnie - jak mówili, po raz pierwszy publicznie - że dysponują "danymi kryminalistycznymi wskazującymi, że dane z telefonu senatora Krzysztofa Brejzy zostały wykradzione".

Sprawa Pegasusa

Pod koniec ubiegłego roku agencja AP podała, powołując się na badaczy grupy Citizen Lab z Kanady, że telefon komórkowy obecnego senatora KO Krzysztofa Brejzy został zhakowany za pomocą oprogramowania Pegasus 33 razy w 2019 roku. Niezależnie doniesienia te potwierdziła organizacja Amnesty International. W 2019 r. Brejza kierował sztabem wyborczym Koalicji Obywatelskiej. Citizen Lab ustaliło też, że Pegasusa użyto przy próbach szpiegowania mecenasa Romana Giertycha oraz prokurator Ewa Wrzosek.

Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" stwierdził, że "źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia", jakim jest Pegasus. Jednocześnie prezes PiS zapewniał, że w czasie kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku "żaden Pegasus, żadne służby, żadne jakieś tajnie pozyskane informacje nie odgrywały jakiejkolwiek roli". Kaczyński powiedział też, że wydanie na zakup Pegasusa środków z Funduszu Sprawiedliwości to "sprawa o charakterze technicznym".