We wtorek w rejonie zamkniętego przejścia granicznego w Kuźnicy koczujący po stronie białoruskiej migranci zaatakowali polskich żołnierzy i funkcjonariuszy kamieniami, butelkami i kłodami oraz próbowali zniszczyć ogrodzenie i dostać się na teren Polski. W odpowiedzi polskie służby użyły armatek wodnych i gazu łzawiącego. Rany odnieśli polscy policjanci, o poszkodowanych po polskiej stronie informowały też Straż Graniczna i MON.

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak był w radiowej Jedynce pytany, jak minęła noc. - Noc niestety też nie była spokojna. Natężenie oczywiście było mniejsze niż to, co mogliśmy zobaczyć w Kuźnicy, ale wciąż metoda ataku na polską granicę jest taka sama - odparł.

- Na tym co wydarzyło się w Kuźnicy skupiła się uwaga opinii publicznej, natomiast mniejsze grupki migrantów próbowały przedrzeć się przez polską granicę na innych odcinkach, również w nocy - poinformował.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński: Wierzę, że jednak wojny nie będzie

- Chcę tutaj zapewnić naszych słuchaczy, że Polska jest bezpieczna, dlatego że czuwają na granicy służby polskie, a więc Straż Graniczna, policja i Wojsko Polskie. To dzielni ludzie, którzy wykonują swoje obowiązki wspaniale - powinniśmy być im wdzięczni - oświadczył szef MON.

- Agresja jest duża ze strony migrantów, wspieranych przez reżim Łukaszenki, który istnieje tylko dlatego, że jest wspierany przez Kreml. Mamy do czynienia z trudną sytuacją - kontynuował.

Czytaj więcej

Müller: Polskie służby mają wytyczne, aby nie dopuścić do jakiegokolwiek przeforsowania granicy

- Musimy się przygotować na to, że ta sytuacja na granicy polsko-białoruskiej nie rozstrzygnie się szybko, a w więc musimy się przygotować na miesiące - mam nadzieję, że nie na lata - dodał minister obrony narodowej.

Autopromocja
Już w środę. Tylko w prenumeracie rocznej

Poradnik specjalny: Polski Ład - jak rozliczyć się z fiskusem

Zaprenumeruj

Kryzys migracyjny na granicy z Białorusią

Od początku roku Straż Graniczna odnotowała ponad 33 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Najwięcej tego typu zdarzeń miało miejsce w październiku. W związku ze zwiększoną presją migracyjną z terenów Białorusi na terenie 183 miejscowości w województwach podlaskim i lubelskim w pasie przygranicznym obowiązuje stan wyjątkowy. Do połowy przyszłego roku na odcinku granicy z Białorusią ma powstać stalowa zapora, wyposażona w urządzenia elektroniczne - czujniki ruchu i kamery.

Presja migracyjna ma być efektem wojny hybrydowej prowadzonej przez władze Białorusi, które sprowadzają na terytorium swojego kraju imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, a następnie ułatwiają im przedostanie się na granicę z Polską, a także granice z Litwą i Łotwą. Działania te są odpowiedzią reżimu w Mińsku na sankcje nałożone na Białoruś przez UE.

8 listopada od rana grupa kilku tysięcy migrantów próbowała przedostać się z Białorusi do Polski. Na południe od przejścia granicznego w Kuźnicy doszło do próby siłowego przedarcia się na polską stronę. Później migranci stworzyli koczowisko po stronie białoruskiej. W ciągu minionego tygodnia dochodziło do prób sforsowania granicy przez grupy liczące kilkadziesiąt lub więcej osób.

Czytaj więcej

Gen. Różański: Czy nie stać nas na pomoc tym, którzy tego potrzebują?

Polski rząd podjął działania dyplomatyczne w krajach, z których pochodzą imigranci docierający do Polski. W ich wyniku m.in. w Iraku zamknięto konsulaty Białorusi w Bagdadzie i Irbilu. Ponadto po rozmowach prowadzonych ze stroną turecką, wobec groźby unijnych sankcji, którymi mogłyby zostać objęte linie lotnicze Turkish Airlines, biletów na samoloty latające z tureckich lotnisk do Mińska, nie tylko linii Turkish Airlines, ale i białoruskiej Belavii, nie mogą już kupować obywatele Iraku, Syrii i Jemenu.