Dziemianowicz-Bąk gościła w programie „Gość Wiadomości” razem z Arturem Soboniem, wiceministrem rozwoju i technologii. W pewnym momencie, w czasie dyskusji na temat kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, prowadzący rozmowę Michał Adamczyk stwierdził, że „członkowie Lewicy bardzo często mówią o tym, że niepotrzebnie powstaje mur, że w zasadzie nie powinno być żadnego ogrodzenia”. - Ale przecież doskonale wiemy, że to również politycy Lewicy mieszkają w zamkniętych osiedlach z ochroną, że mają domy, które są ogrodzone. W pani oświadczeniu majątkowym, które jest oczywiście jawne, tak jak wszystkich parlamentarzystów, też można wyczytać, że ma pani dom. Czy ten teren jest ogrodzony czy nie? I dlaczego - zwrócił się do posłanki Lewicy.

- Zaskoczę pana. Teren działki, na której mieszkam, nie jest ogrodzony, co sprawia, że regularnie odwiedzają mnie sarny, jelenie i jest to oczywiście pewien problem, natomiast myślę, że to jest absurdalne porównywanie - zauważyła Dziemianowicz-Bąk. - Czy również byłaby pani przyjąć do swojego domu uchodźców, czy nie? I dlaczego? - dopytywał pracownik TVP. - Tak, ja byłabym skłonna przyjąć do swojego domu uchodźców, ale uczciwie powiem, że nie byłabym w stanie poddać ich procedurze weryfikacyjnej, ewentualnie procedurze deportacji, nie jestem w stanie poddać ich procedurze azylowej. Dlaczego nie jestem? Sprowadzanie tej sytuacji do odpowiedzialności czy działania indywidualnych osób jest absurdem. Bo to jest rolą państwa, żeby respektować Konwencję genewską, żeby nie zmuszać Straży Granicznej do wykonywana nieludzkich rozkazów - tłumaczyła posłanka.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Ktoś kiedyś znajdzie szczątki

W trakcie jej wypowiedzi Soboń przekonywał, że na granicy„nie ma żadnych uchodźców”. - Tam są ludzie. Nie ma ludzi nielegalnych. Są ludzie, którzy nielegalnie przekroczyli granicę, to jest różnica - ripostowała Dziemianowicz-Bąk.

- Ilu jest pani w stanie przyjąć do swojego domu uchodźców? No powiedzmy, bo to jest bardzo ważny temat i będziemy się temu przyglądać - nie ustępował prowadzący program w telewizji Jacka Kurskiego. - W momencie, w którym państwo polskie, moje państwo, z którego chcę być dumna, a nie którego chcę się wstydzić, zacznie respektować prawa człowieka, zacznie respektować prawo międzynarodowe, przestanie zmuszać służby... - zaczęła posłanka, ale przerwał jej zarówno Soboń, dopowiadając z uśmiechem, że „wtedy pani poseł przyjmie uchodźców”, jak i Adamczyk. - Ale ilu, ilu? - pytał. - Możemy na ten temat spokojnie porozmawiać. Na pewno mogą liczyć na moją pomoc, tak jak szczęśliwie mogą liczyć na pomoc dobrych ludzi, mieszkających w Krynkach, w Usnarzu Górnym, na całym tym terenie przygranicznym - odparła posłanka z Wrocławia.

Ta odpowiedź nie przekonała prowadzącego program. - Ale konkretnie nie może pani powiedzieć, ile by pani przyjęła uchodźców do swojego domu? - pytał. - Konkretnie chciałabym odpowiedzieć na zarzuty pana ministra, który zasugerował mi, że krytykuję Straż Graniczną. Otóż ja bronię Straży Granicznej przed zmuszaniem ich przez państwa, przez państwa władzę, do wykonywania nieludzkich rozkazów. To państwo stanowią prawo. To państwo przegłosowali ustawę o wywózkach - zwróciła się do Sobonia, ale przerwał jej Adamczyk. - Czy nieludzkim rozkazem jest ochrona granic, za którą jesteśmy chwaleni przez samego szefa Fronteksu, bardzo ważnej instytucji unijnej? - spytał. - Ale ochrona granic nie stoi w sprzeczności z udzieleniem pomocy humanitarnej - zwróciła mu uwagę Dziemianowicz-Bąk. - I tutaj pani poseł trochę się myli niestety - zawyrokował pracownik TVP.