23 października, a więc dwa dni po przegranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach premier Jarosław Kaczyński wydał zarządzenie regulujące tryb i zasady niszczenia przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego określonych dokumentów tej służby. W tym dokumentów legalizacyjnych wykorzystywanych do ochrony tożsamości funkcjonariuszy.

Czy premier w ogóle ma prawo do wydawania zarządzeń? Tak. Co do tego nie może być najmniejszych wątpliwości. Są to akty wewnętrzne i na ich wydawanie pozwala premierowi tak jak i poszczególnym ministrom artykuł 93 konstytucji. Zarządzenia mogą być wydawane jedynie na podstawie ustawy i podobnie jak uchwały podlegają kontroli co do ich zgodności z powszechnie obowiązującym prawem. Nie mogą więc dotyczyć spraw, które nie leżąw kompetencjach autorów zarządzenia. Mogą być wydawane przez szefa rządu i resortów w granicach ich funkcjonowania i mają służyć porządkowaniu pracy tychże urzędów i podlegających im instytucji. Zarządzenia nie mogą nakładać żadnych obowiązków na obywateli i podmioty, które nie mają nic wspólnego ze strukturą, której dotyczą. Dalej już pojawiają się jednak wątpliwości, które zresztą eksperci mnożą. Jedni uważają, że premier, domagając się niszczenia dokumentów, przekroczył swoje uprawnienia. Drudzy zaś twierdzą,że w ustawie o ABW nie ma delegacji do takich działań. Jeszcze inni są zdania, że są one sprzeczne z prawem.

Kolejni utrzymują, że w ten sposób pod przykrywką zwykłego zarządzenia Kaczyński chce się pozbyć dowodów na nielegalne operacje służb specjalnych.

Problem w tym, że nikt dokładnie nie wie, jakich konkretnych spraw dotyczyły dokumenty, o których była mowa w zarządzeniu premiera. Jeśli były to na przykład listy płac funkcjonariuszy czy pracowników Agencji, to nie miałoby to większego znaczenia.

W każdym innym wypadku można się pokusić o podejrzenie, że chodzi o ukrywanie prawdy czy zacieranie śladów, które mogą mieć znaczenie nie tylko dla urzędu czy jego funkcjonariuszy, ale i dla całego państwa. Jeśli na przykład byłyby to dokumenty, na podstawie których obywatel mógłby dochodzić swoich roszczeń wobec Agencji czy jej funkcjonariuszy, to byłoby to niedopuszczalne. Państwo samo pozbawiałoby pokrzywdzonego obywatela możliwości dochodzenia jego praw, a jest ona przecież jedną z podstawowych zasad funkcjonowania państwa prawa. W całej sprawie jest jeszcze jeden problem. Nie sposób dotrzeć do uzasadnienia wydanego przez premiera Kaczyńskiego zarządzenia.

W tych sprawach obowiązuje bowiem reguła, że najpierw pojawia się powód – uzasadnienie do podjęcia decyzji – a potem powstaje zarządzenie. To ostatnie nie musi być nawet podawane do wiadomości publicznej. I tak właśnie najczęściej się dzieje. Zupełnie inaczej niżw wypadku rozporządzenia czy ustawy. Pikanterii całej sprawie dodaje jeszcze termin wejściaw życie zarządzenia– tuż po wyborach. Na korzyść premiera świadczyć może właściwie tylko to, że prace nad zarządzeniem rozpoczęto długo przed nimi.