To pieniądze niewliczane do oficjalnego dochodu, który musi być ujawniony w oświadczeniach majątkowych.

– Daje to pole do ogromnych nadużyć – przyznaje jeden z pracowników Parlamentu Europejskiego.

Dzieje się tak dzięki rozporządzeniu ministra finansów z 20 grudnia 2007 r., które pozwala nie opodatkowywać tych dochodów.

Z 54 europosłów tylko kilku – w rubryce „inne dochody” – wpisało, że dochodem są dzienne diety z Parlamentu Europejskiego w wysokości 287 euro. To m.in. Adam Bielan z PiS, Bernard Wojciechowski czy Zdzisław Podkański z PSL. Żaden z nich nie wyliczył jednak, ile w 2007 r. otrzymał pieniędzy z tego tytułu i ile mu zostało w kieszeni. Podkański wpisał nawet zwrot kosztów podróży (ok. tysiąca euro tygodniowo), ale rocznej kwoty nie podał. Bernard Wojciechowski, były radny Warszawy i poseł LPR, w ciągu roku wzbogacił się o 90-metrowe mieszkanie warte ponad pół miliona (współwłasność z żoną), choć nie wykazał, aby brał na nie kredyt. Są nawet tacy, którzy, by dostać 287 euro, w piątek wpisują się na listę w biurze parlamentu, po czym wsiadają w taksówkę i jadą na lotnisko, by wylecieć do kraju.

Diety mają zabezpieczyć pobyt parlamentarzysty. To pieniądze na jedzenie, noclegi w hotelach. Ryszard Czarnecki, były poseł Samoobrony, diety wydaje na... własne 120-metrowe mieszkanie, które kupił w Brukseli za dziesięcioletni kredyt, bo, jak twierdzi, takie rozwiązanie jest „bardziej racjonalne”.

Polski europoseł dostaje ponad 9 tysięcy złotych poselskiej diety z Kancelarii Sejmu i to jedyny dochód, który musi wykazać i opodatkować. Poza dietami i ryczałtami za dojazdy Parlament Europejski płaci 17 tysięcy euro miesięcznie na pensje pracowników i biura zagraniczne europosłów, do tego jeszcze 4 tysiące euro na utrzymanie polskich biur.