– Poleciliśmy wszczęcie przez komendę policji w Oświęcimiu dochodzenia – poinformował w poniedziałek Mariusz Słomka z prokuratury w Oświęcimiu. – Po wstępnej analizie materiału stwierdziliśmy, że niektóre wypowiedzi uczestników tego zgromadzenia mogą wyczerpywać znamiona przestępstwa – dodał. To reakcja na demonstrację narodowców, która odbyła się w niedzielę w Oświęcimiu w 74. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz.

Jeszcze przed głównymi obchodami z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego około 200 osób przemaszerowało z dworca kolejowego do byłego obozu Auschwitz I. Był wśród nich znany działacz narodowy Piotr Rybak. – Czas walczyć z żydostwem i uwolnić od niego Polskę! – mówił, a o demonstracji, m.in. za sprawą tej wypowiedzi, doniosły światowe media.

Czytaj także: Antysemita testuje deklaracje o walce z hejtem

W niedzielę wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej z Nowoczesnej pytał na Twitterze: „czego jeszcze trzeba, żeby zareagować?”. Szef MSWiA Joachim Brudziński z PiS odpowiedział mu: „jeżeli próbuje Pan obarczać ten rząd za antysemityzm w głowach szurniętych zdrowo (moim zdaniem) głupków, to jest to po nieprzyzwoite i niemądre”.

I sprawa tego wpisu będzie miała finał w sądzie. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Piotr Rybak zapowiada, że złoży przeciw Brudzińskiemu prywatny akt oskarżenia. – Na drogę sądową wyjdziemy przeciw wszystkim tym, którzy oczerniają mnie, używając nieprzyzwoitych epitetów – dodaje Piotr Rybak.

Podkreśla, że niektóre jego niedzielne wypowiedzi były może niefortunne, jednak nie mogą być interpretowane jako wezwanie do czynów zabronionych. – Chodziło o to, żeby zacząć walczyć o Oświęcim, w którym w nieadekwatny sposób czci się pamięć pomordowanych Polaków – mówi.

Dodaje, że wbrew temu, co sugerują niektóre media, podczas demonstracji nie było żadnych przemówień pod bramą obozową. – Miały one miejsce około kilometra od obozu, po czym zgromadzenie zostało rozwiązane, a uczestnicy ruszyli do bloku śmierci w obozie Auschwitz I, gdzie mordowano Polaków, by złożyć tam kwiaty. Uczciliśmy pamięć pomordowanych w godny sposób i nie mamy sobie nic do zarzucenia – dodaje.

Problem w tym, że nie jest to pierwszy eksces z jego udziałem. Opinii publicznej dał się poznać w listopadzie 2015 r., gdy na wrocławskim rynku spalił kukłę Żyda, która zdaniem Rybaka przedstawiała finansistę George’a Sorosa. Został skazany na dziesięć miesięcy więzienia, a potem sąd zmniejszył karę do trzech miesięcy.

Przed wyrokiem w drugiej instancji prokuratura domagała się zmniejszenia kary dla Rybaka, a to nie pierwszy raz, gdy można było odnieść wrażenie, że nie traktuje go ona z pełną surowością. W 2017 r. Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita zawiadomiło prokuraturę w sprawie prowadzonego przez Rybaka hostelu Dom Polski w Cesarzowicach, przed którym umieścił banner „Zakaz wstępu Żydom, komuchom oraz wszystkim złodziejom i zdrajcom Polski”. – W lipcu 2018 r. prokuratura umorzyła dochodzenie. Złożyliśmy zażalenie, ale nie zostało jeszcze rozpoznane – mówi Damian Wutke, sekretarz zarządu Otwartej Rzeczypospolitej. Jego zdaniem to, co stało się w niedzielę, jest „efektem pobłażania dla sprawców przestępstw z nienawiści”.

Piotr Rybak twierdzi jednak, że nie ma nad nim żadnego parasola ochronnego. Jego zdaniem może świadczyć o tym przebieg jego drogi do Oświęcimia.

– Wyjechaliśmy o godz. 5 rano, a dojechaliśmy na 9.30. Mój samochód był kontrolowany dwa razy, a wóz techniczny z nagłośnieniem czterokrotnie. W końcu zatrzymali go na dobre pod pretekstem spalonej żarówki. Zdecydujemy z prawnikiem, czy coś zrobić z tą sprawą – dodaje.