Po aferze Amber Gold wśród polityków Platformy zapanował prawdziwy popłoch. Im więcej niekorzystnych dla PO i rządu faktów wychodziło na jaw, tym większe było przekonanie, że sytuacja wymaga zwarcia szeregów i mobilizacji wszystkich posłów.
Kluczową rolę odgrywają w tym tzw. przekazy dnia, czyli oficjalne stanowiska Klubu Platformy, które są rozsyłane do wszystkich posłów.
Jednak politycy na samo pytanie o korzystanie z takich ściągawek reagują alergicznie. – Nie ma u nas czegoś takiego jak przekazy dnia – słyszymy w biurze prasowym Platformy. Na stwierdzenie, że przecież mamy je właśnie przed oczami, zostajemy odesłani do rzecznika klubu Pawła Olszewskiego.
– To nie jest tak, że piszemy posłom, co mają mówić. Przygotowujemy jedynie zestaw informacji z dnia i faktów, które mogą im się przydać – tłumaczy Olszewski.
– To są takie bardziej szczegółowe informacje dotyczące najważniejszych z punktu widzenia partii spraw. Chodzi np. o konkretne wyliczenia czy cytaty. Ale nie są to wytyczne, co należy mówić czy myśleć – dodaje Małgorzata Kidawa-Błońska, wiceszefowa Klubu PO.
Czytając dokumenty, do których dotarła „Rz", można jednak odnieść wrażenie, że ich celem jest głównie zrzucenie odpowiedzialności za ostatnie kłopoty rządu na opozycję i przekierowanie ciężaru debaty publicznej na całkiem inne tory.
W przypadku afery Amber Gold posłowie Platformy mieli przekonywać, że to PiS i SLD są głównymi winowajcami, bo pierwszy wyrok na Marcina P. zapadł w 2005 roku (czyli za rządów PiS), a pierwsze interesy Marcin P. prowadził w latach 2003 i 2004 (czyli za rządów SLD). Także kwestia sprzedaży siedziby IPN to zaniedbanie poprzedniej ekipy rządzącej. Z kolei głośne ostatnio propozycje gospodarcze Jarosława Kaczyńskiego posłowie Platformy mieli komentować jako „zagrażające polskiej gospodarce" i „najszybszą drogę do bankructwa".
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Kto za to odpowiada? W PO istnieje specjalny zespół szybkiego reagowania z rzecznikiem klubu Pawłem Olszewskim na czele. – Oficjalne stanowiska przygotowują posłowie, którzy zajmują się daną dziedziną, np. jeśli problem dotyczy służby zdrowia, będzie to osoba z Komisji Zdrowia – mówi Olszewski.
Nieoficjalnie wiadomo, że te dotyczące najważniejszych dla partii spraw zatwierdza przewodniczący Klubu PO Rafał Grupiński. Olszewski jednak temu zaprzecza. – Nie ma na to czasu – twierdzi.
Zapytaliśmy też rzecznika rządu Pawła Grasia, czy np. w sprawie Amber Gold przekazy były konsultowane z Kancelarią Premiera. Niestety, nie odpowiedział na nasze pytania.
Inne partie równie niechętnie przyznają się do korzystania z przekazów, choć wiadomo, że wykorzystują je również m. in. w PiS i SLD. – My rozsyłamy prasówkę, zgłaszane projekty czy tematy konferencji prasowych. To Platforma wyspecjalizowała się w kreowaniu wrzutek, o których potem jej posłowie opowiadają, aby przykryć aktualne kłopoty partii czy rządu – mówi rzecznik SLD Dariusz Joński.
Ekspertów dziwi ukrywanie przez polityków faktu, że korzystają z przekazów. – To chyba efekt dziedzictwa PRL. Wówczas propaganda partyjna i oficjalna linia partii kojarzyły się jak najgorzej – mówi „Rz" politolog Wojciech Jabłoński. Zwraca uwagę, że pilnowanie spójnego przekazu przez partie polityczne jest zjawiskiem, które ma miejsce w wielu demokracjach. – Problem w tym, że nasi politycy biorą przekazy często zbyt dosłownie i później kilku posłów w mediach recytuje dokładnie te same sformułowania – dodaje.
Zdaniem dr. Rafała Chwedoruka, choć mówienie przekazami powoduje wrażenie sztuczności, to ma też swoje dobre strony. – Przy poziomie wiedzy o świecie i edukacji naszych posłów to może i lepiej, że korzystają ze ściągawek, niż mieliby mówić, co im przychodzi do głowy – dodaje.
Tv.rp.pl: Michał Szułdrzyński: Instrukcje dla polityków PO: To wszystko wina PiS