Jutro zbierze się Państwowa Komisja Wyborcza, która rozstrzygnie, czy rządowy spot w ramach kampanii „10 lat w UE" jest elementem kampanii wyborczej PO.
Z wnioskiem w tej sprawie wystąpiło wczoraj PiS. Chodzi o klip, który premier Donald Tusk i wicepremier Elżbieta Bieńkowska zaprezentowali we wtorek w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Składający się w dużej mierze z materiałów archiwalnych 60-sekundowy film pokazuje, jak zmieniła się Polska od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej. W święta materiał był zapowiadany przez Kancelarię Premiera filmem, w którym Tusk śpiewał piosenkę The Beatles „Hey Jude". Materiał ten nie był sygnowany (w przeciwieństwie do spotu) oznaczeniami programów: Narodowa Strategia Spójności i Fundusz Rozwoju Regionalnego Unii Europejskiej oraz Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.
– Platforma w działaniach kampanijnych korzysta ze środków publicznych – mówił przed złożeniem skargi do PKW szef sztabu wyborczego PiS Andrzej Duda.
Ile za prawa autorskie?
– Rozumiem taką zdrową, naturalną zazdrość konkurentów, bo każdy miał w swoim czasie możliwość pokazania, że potrafi dobrze zaprojektować taką kampanię – mówił wczoraj premier. Zdaniem Donalda Tuska rozgłos służy tematowi kampanii.
– Przez te dziesięć lat, jak jesteśmy członkami UE, różne agendy, ministerstwa, urzędnicy wydawali porównywalną ilość pieniędzy i pies z kulawą nogą nie zauważył, że istniała jakakolwiek kampania promocyjno-informacyjna – przekonywał.
Jednak koszty kampanii również budzą polityczne emocje. Jak informowała „Rz", kampania kosztuje 7 mln zł, a sama produkcja spotu niemal 1 mln zł. 85 proc. tej kwoty wyłożyła UE, resztę – budżet państwa.
Rzecznik Twojego Ruchu Andrzej Rozenek przekonuje, że to cena zbyt wysoka.
– Możemy bazować na własnym doświadczeniu. Nasz spot z politycznymi knurami, kręcony cztery dni z aktorami, kosztował 50 tys. Nawet zakładając specjalne techniki komputerowe w postprodukcji, 200 tys. zł za rządowy spot wydawałoby się przesadzoną sumą – mówi.
Według szacunków „Rz" sama produkcja spotu mogła się zamknąć w kwocie 25 tys. zł. Ale koszt był wyższy ze względu na konieczność wykupienia na potrzeby reklamy praw do piosenki „Hey Jude" i fragmentów koncertu Paula McCartneya w Warszawie. Nie powinny one jednak kosztować więcej niż 500 tys. zł.
Czy tak było? Kancelaria Premiera, która poinformowała nas wcześniej o kosztach kampanii, odesłała „Rz" do resortu infrastruktury i rozwoju. Ten kwoty za wykup tych praw nam nie podał.
Kwiatkowski: suma oczywiście wysoka
Nasze wyliczenia potwierdza dwóch ekspertów z branży reklamowej. Proszą, by nie podawać ich nazwisk.
– Wyobrażam sobie spot za 1 mln zł – mówi jeden z nich. – Ale musiałby w nim wystąpić jeden z czołowych polskich celebrytów, a ekipa filmowa musiałaby go kręcić przez kilka dni np. w RPA.
Politycy PO nie chcą na ten temat rozmawiać. Szef sztabu Platformy Tadeusz Zwiefka mówi „Rz", że partia nie ma z nim nic wspólnego, a pieniądze, z których został sfinansowany, są przeznaczone wyłącznie na promocję unijnych funduszy, Polska zaś jest zobligowana do przeprowadzenia raz w roku takiej kampanii.
– To pieniądze tylko na ten cel i na temat kosztów nie powinny wypowiadać się osoby, które w produkcji nie uczestniczyły – wskazuje.
O sprawę pytany był wczoraj w radiowej Trójce były polityk PO Krzysztof Kwiatkowski, który teraz szefuje Najwyższej Izbie Kontroli. – Suma jest oczywiście wysoka – ocenił. Przypomniał, że co roku wydatkowanie środków unijnych jest kontrolowane, i zapowiedział, że „w stosownym momencie" NIK zbada prawidłowość tych wydatków. – I oczywiście to, czy te pieniądze przełożyły się na odpowiednią jakość tego materiału – dodał.
Co na to premier? Skomentował, że „NIK jest od tego, żeby kontrolować", i przypomniał, że był krytykowany za powołanie partyjnego kolegi na szefa tej instytucji.