Reklama

NIK i PKW zbadają spot rządu

Film na rocznicę unijnej akcesji jest za drogi i w rzeczywistości promuje Platformę – twierdzi opozycja.

Publikacja: 24.04.2014 02:00

Rząd nie ujawnia, ile zapłacił za prawa do wykorzystania w spocie nagrań z koncertu Paula McCartneya

Rząd nie ujawnia, ile zapłacił za prawa do wykorzystania w spocie nagrań z koncertu Paula McCartneya

Foto: materiały prasowe

Jutro zbierze się Państwowa Komisja Wyborcza, która rozstrzygnie, czy rządowy spot w ramach kampanii „10 lat w UE"  jest elementem kampanii wyborczej PO.

Z wnioskiem w tej sprawie wystąpiło wczoraj PiS. Chodzi o klip, który premier Donald Tusk i wicepremier Elżbieta Bieńkowska zaprezentowali we wtorek w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Składający się w dużej mierze z materiałów archiwalnych 60-sekundowy film pokazuje, jak zmieniła się Polska od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej.  W święta materiał był zapowiadany przez Kancelarię Premiera filmem, w którym Tusk śpiewał piosenkę The Beatles „Hey Jude".  Materiał ten nie był sygnowany (w przeciwieństwie do spotu) oznaczeniami programów: Narodowa Strategia Spójności i Fundusz Rozwoju Regionalnego Unii Europejskiej oraz Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

– Platforma w działaniach kampanijnych korzysta ze środków publicznych – mówił przed złożeniem skargi do PKW szef sztabu wyborczego PiS Andrzej Duda.

Ile za prawa autorskie?

– Rozumiem taką zdrową, naturalną zazdrość konkurentów, bo każdy miał w swoim czasie możliwość pokazania, że potrafi dobrze zaprojektować taką kampanię – mówił wczoraj premier. Zdaniem Donalda Tuska rozgłos służy tematowi kampanii.

Reklama
Reklama

– Przez te dziesięć lat, jak jesteśmy członkami UE, różne agendy, ministerstwa, urzędnicy wydawali porównywalną ilość pieniędzy i pies z kulawą nogą nie zauważył, że istniała jakakolwiek kampania promocyjno-informacyjna – przekonywał.

Jednak koszty kampanii również budzą polityczne emocje. Jak informowała „Rz", kampania kosztuje 7 mln zł, a sama produkcja spotu niemal 1 mln zł. 85 proc. tej kwoty wyłożyła UE, resztę – budżet państwa.

Rzecznik Twojego Ruchu Andrzej Rozenek przekonuje, że to cena zbyt wysoka.

– Możemy bazować na własnym doświadczeniu. Nasz spot z politycznymi knurami, kręcony cztery dni z aktorami, kosztował 50 tys. Nawet zakładając specjalne techniki komputerowe w postprodukcji, 200 tys. zł za rządowy spot wydawałoby się przesadzoną sumą – mówi.

Według szacunków „Rz" sama produkcja spotu mogła się zamknąć w kwocie 25 tys. zł.  Ale koszt był wyższy ze względu na konieczność wykupienia na potrzeby reklamy praw do piosenki „Hey Jude"  i fragmentów koncertu Paula McCartneya w Warszawie. Nie powinny one jednak kosztować więcej niż 500 tys. zł.

Czy tak było? Kancelaria Premiera, która poinformowała nas wcześniej o kosztach kampanii, odesłała „Rz" do resortu infrastruktury i rozwoju. Ten kwoty za wykup tych praw nam nie podał.

Reklama
Reklama

Kwiatkowski: suma oczywiście wysoka

Nasze wyliczenia potwierdza dwóch ekspertów z branży reklamowej. Proszą, by nie podawać ich nazwisk.

– Wyobrażam sobie spot za 1 mln zł – mówi jeden z nich. – Ale musiałby w nim wystąpić jeden z czołowych polskich celebrytów, a ekipa filmowa musiałaby go kręcić przez kilka dni np. w RPA.

Politycy PO nie chcą na ten temat rozmawiać. Szef sztabu Platformy Tadeusz Zwiefka mówi „Rz", że partia nie ma z nim nic wspólnego, a pieniądze, z których został sfinansowany, są przeznaczone wyłącznie na promocję unijnych funduszy, Polska zaś jest zobligowana do przeprowadzenia raz w roku takiej kampanii.

– To pieniądze tylko na ten cel i na temat kosztów nie powinny wypowiadać się osoby, które w produkcji nie uczestniczyły – wskazuje.

O sprawę pytany był  wczoraj w radiowej Trójce były polityk PO Krzysztof Kwiatkowski, który teraz szefuje Najwyższej Izbie Kontroli. – Suma jest oczywiście wysoka – ocenił. Przypomniał, że co roku wydatkowanie środków unijnych jest kontrolowane, i zapowiedział, że „w stosownym momencie" NIK zbada prawidłowość tych wydatków. – I oczywiście to, czy te pieniądze przełożyły się na odpowiednią jakość tego materiału – dodał.

Co na to premier? Skomentował, że „NIK jest od tego, żeby kontrolować", i przypomniał, że był krytykowany za powołanie partyjnego kolegi na  szefa tej instytucji.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Kto będzie kandydatem PiS na premiera? Jarosław Kaczyński dokonał wyboru
Polityka
Marcin Horała porównuje SAFE do kredytu w Korei Południowej: Byliśmy w specyficznym momencie
Polityka
Spotkanie w sprawie uzdrowienia finansów ochrony zdrowia zakończyło się impasem
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama