Reklama

Konwencja PO w Warszawie. Relacja z pożegnania Tuska

Platformy są dwie i widać to coraz wyraźniej. Bogata oprawa wczorajszej konwencji bardzo skutecznie to maskowała. Na jak długo starczy jednak pudru?

Aktualizacja: 09.11.2014 17:29 Publikacja: 09.11.2014 12:25

Donald Tusk na konwencji PO

Donald Tusk na konwencji PO

Foto: rp.pl, Paweł Majewski pmaj Paweł Majewski

Widzowie wczorajszych programów informacyjnych zobaczyli wczoraj dwa odległe od siebie obrazki.

Zjednoczona Platforma niesiona sukcesem swojego lidera, który nie poniósł wyborczej porażki i odchodzi w chwale. A także słowa o politycznej przyjaźni i kto wie czy nie autentyczne łzy wzruszenia po przejęciu przez Ewę Kopacz władzy w ugrupowaniu. Wszystko to w nowoczesnej oprawie na dobrze wyreżyserowanej konwencji.

Zdjęcia z konwencji

Impreza PiS w Szczecinie przynajmniej wizualnie nie przypominała zderzenia równorzędnych partnerów. Sala wyłożona boazerią i scena przyozdobiona jedynie ścianką z kampanijnym hasłem wyglądała w najlepszym razie jak tego typu partyjne zjazdy w 2001 r., gdy PiS powstawał i po raz pierwszy wchodził do Sejmu. Nie było na niej jednak tamtego entuzjazmu.

Niemrawa kampania PiS miała się w ten weekend ożywić. Cios zadany przez madrycką eskapadę rzecznika i jego kolegów, sprawił jednak, że partia musiała przejść do głębokiej defensywy. Mimo to wyprowadziła ciosy, które popsuły nieco nastrój na konwencji rywali.

Reklama
Reklama

W czasie imprezy PO entuzjazm szeregowych działaczy wywołany kłopotami Kaczyńskiego studzili bardziej doświadczeni kampanijni gracze. PiS przypomniał bowiem o standardach, które kilka lat temu przyświecały również Platformie. Na sali co prawda nie było zasiadającego na ławie oskarżonych Sławomira Nowaka, który formalnie nie należy do partii, a jedynie do klubu. Szef regionu dolnośląskiego Jacek Protasiewicz, znany z lotniskowej wpadki, nie dostał zaś miejsca w pierwszych rzędach, jak inni członkowie zarządu.

W tylnych rzędach snuł się jednak skarbnik Łukasz Pawełek, który po alkoholowej wpadce, sam zadeklarował, że odejdzie z zarządu Platformy. - Wycofuje pan rezygnację? - zagadnąłem. - Zobaczymy - odparł. - To była pochopna decyzja? - Jestem w dyspozycji władz PO - uciął.

Może dlatego premier Ewa Kopacz nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Otoczona wianuszkiem działaczy, pozowała do zdjęć. - Panowie, ale oni tu przyjechali z całej Polski - przekonywała. - My też reprezentujemy całą Polskę - żartowali dziennikarze. - Pogadamy później - uśmiechnęła się Kopacz. Ale sygnały wysłane od jej rzeczniczki do BOR-owców nie pozostawiały złudzeń. Premier, w tym trudnym dla konkurencji dniu, rozmowy nie chciała. Dlaczego? - Wszystko co miała przekazać, powiedziała z mównicy - przekonywała jej rzeczniczka Iwona Sulik.

Tyle, że tam Kopacz mogła mówić, że w PO wszyscy są równi bez względu na funkcje i pozycje, które zajmują. Nie musiała jednak odpowiadać na pytania, dlaczego tej zasady nie widać, gdy problemy mają jej czołowi działacze. Premier nie musi też mierzyć się jeszcze z problemami, które wybuchną ze zdwojoną siłą, gdy skończy się okres politycznej sielanki związanej z pokojowym przekazaniem przywództwa i chwilowym zaspokojeniem interesów głównych graczy.

Wczoraj Donald Tusk pożegnał się z partią, którą stworzył, a impreza była najlepszym odzwierciedleniem jego politycznego dzieła. Świetne marketingowe opakowanie z zachodnim sznytem, na sali wspierający ugrupowanie artyści (choć nie tak jak kiedyś z pierwszych stron kolorowych gazet, ale raczej z drugich planów tasiemcowatych seriali), słowa i symbole, z których żaden nie było przypadkowy. Po prostu precyzyjny polityczno-wizerunkowy przekaz.

Reklama
Reklama

Ale nowa premier przejmuje dwie partie. Wokół niej i Tuska siedzieli politycy bez politycznego zaplecza, którzy dołączyli, gdy ta była już u władzy lub wybili się, nie mając pozycji opartej na strukturach m.in.: Michał Boni, Lena Kolarska-Bobińska, Tomasz Siemoniak, Hanna Gronkiewicz-Waltz czy Małgorzata Kidawa-Błońska.

Ci jednak, którzy tworzyli Platformę, a dziś stoją na czele swoich frakcji, dostali miejsce z boku sceny, w innym sektorze. Wynikało to ze względów organizacyjnych, ale dobrze oddawało to, jak wygląda partia zostawiona przez Tuska.

- Dlaczego premier siedział w otoczeniu artystów i działaczy bez zaplecza, a nie Andrzeja Biernata, Cezarego Grabarczyka, czy Grzegorza Schetyny. Przecież to oni są współtwórcami, "patriotami Platformy", solą tej partii - próbowałem sprowokować jednego z bliskich współpracowników Tuska.

- Ci, którzy wokół niego byli, to też jest sól Platformy. Należało im się to - odparł.

Partyjni baroni też uważają, że im się więcej należy. Czy gdy główny architekt już wyjechał, będą chcieli oddać innym to co razem z nim tworzyli.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Spóźniony wpis marszałka do rejestru korzyści. Co grozi Włodzimierzowi Czarzastemu?
Polityka
Pełczyńska-Nałęcz nie zostanie wicepremierką, renegocjacji umowy koalicyjnej nie będzie - ustaliła „Rzeczpospolita”
Polityka
Kaczyński chce zablokować sukces Tuska. Ruch należy do Nawrockiego
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama