Trudno nie mówić o rewolucji. Rządząca konserwatywna Partia Ludowa (PP) straciła władzę w 127 spośród 154 największych metropolii, którą dzierżyła od 2011 r. Szok jest tak duży, że w Madrycie radni PP nawet nie wstali ze swoich miejsc, gdy w czasie ceremonii inauguracji pojawiła się nowa burmistrz miasta Manuela Carmena.
71-letnia prawniczka, która jeszcze za czasów dyktatury Franco działała w obronie praw człowieka, nie takie rzeczy jednak widziała.
– Jestem przejęta skalą zmian, jakie planujemy – zapowiedziała.
W marcu Carmena zgodziła się stanąć na czele koalicji Ahora Madrid (Teraz Madryt), której trzon stanowi populistyczna partia Podemos. I dzięki koalicji z socjalistyczną partią PSOE zdobyła większość w radzie miasta.
Carmena już zdążyła się spotkać z prezesem megabanku Bankia, aby omówić możliwości użyczenia bezdomnym mieszkań przejętych od osób niezdolnych do spłacenia kredytów hipotecznych. W kraju, gdzie pęknięcie ogromnej bańki nieruchomościowej spowodowało sześć lat temu kryzys, eksmisje są wciąż na porządku dziennym.
Nowa burmistrz stolicy zapowiedziała także dokładny audyt kontraktów podpisanych przez miasto z firmami komunalnymi, źródła stałych afer korupcyjnych. Blady strach padł na członków ekskluzywnego klubu golfowego Villa Madrid, gdy okazało się, że mógłby on zostać zamieniony na ogólnodostępny park. Boi się także policja, odkąd pojawiła się informacja, że Carmena może rozwiązać specjalne jednostki UCS (Unidades Centrales de Seguridad), które wsławiły się brutalnym rozpędzeniem manifestacji bezrobotnej młodzieży w ostatnich latach. Po raz pierwszy latem pozostaną otwarte szkolne stołówki, aby dzieci z najbiedniejszych rodzin chodziły syte.