Reklama

Uboczne skutki rezolucji PE przeciw Polsce

Rezolucja PE o sytuacji w Polsce nie zmieni polityki obozu władzy. Ale może posłużyć jako argument tym, którzy chcieliby przyciąć nam fundusze europejskie.

Aktualizacja: 14.09.2016 06:32 Publikacja: 13.09.2016 19:46

Wiceszef KE Frans Timmermans

Wiceszef KE Frans Timmermans

Foto: AFP

Korespondencja ze Strasburga

Będąc w Strasburgu, trudno oprzeć się wrażeniu, że sprawy polskie nie wywołują takich emocji jak jeszcze w kwietniu, gdy Parlament Europejski przyjmował pierwszą rezolucję na temat naszego kraju.

Tekst obecnej rezolucji przekonuje, że problemów tylko przybyło. Inaczej niż kilka miesięcy temu zawiera długą ich listę: od osłabionego TK, przez nowe uprawnienia specsłużb, zmiany w służbie cywilnej, po wycinkę drzew w Białowieży i zdrowie reprodukcyjne kobiet.

Mnogość zarzutów raczej jednak osłabiła, a nie wzmocniła przekaz rezolucji. Sama wtorkowa debata nad nią została zaś okrojona do pojedynczych wystąpień przedstawicieli frakcji.

– To pokazuje, że nie można używać broni atomowej zbyt często – komentuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą" wiceprzewodniczący europarlamentu Ryszard Czarnecki (PiS). Jego partii zależy oczywiście na pokazywaniu, jak spada ranga krytyki pod adresem Polski.

Reklama
Reklama

Europoseł SLD Bogusława Liberadzki w rozmowie z „Rzeczpospolitą" wyraża obawę, że antypisowskie przedsięwzięcia w PE przełożą się w złą opinię o Polsce. A to, gdy przyjdzie do szukania oszczędności w unijnym budżecie, może nas kosztować miliardy, bo zszargany wizerunek nie pomoże nam obronić się przed cięciem funduszy strukturalnych i spójnościowych.

W debacie przedstawiciele dwóch największych frakcji zapewne więc nie bez przyczyny podkreślali, że to nie jest dyskusja przeciw Polsce, lecz przeciw nadużyciom władzy (Janusz Lewandowski z PO w imieniu chadeków) czy też „walka dla narodu polskiego" (socjalista Gianni Pittella, którego do takiego ujęcia tej sprawy namawiał Liberadzki).

Czarnecki w rozmowie z "Rz" bagatelizuje zagrożenie („po Brexicie Europa wie, że wokół Polski trzeba chodzić na paluszkach"), a w ostateczności dopuszcza wariant węgierski, czyli sfinansowanie wielkich inwestycji w 100 proc. z budżetu krajowego. Dla PO z kolei jeśli Węgry są przykładem, to tego, że czasem warto ustąpić.

Bogdan Zdrojewski (PO)zapewnia „Rzeczpospolitą", że przy mnogości problemów, jakie nękają Europę, Bruksela tylko czeka na pretekst, by przestać się Polską zajmować. Tyle że PiS go nie daje. Ryszard Legutko we wtorkowej debacie nazwał ją teatrem absurdu, wyśmiał autorów rezolucji i zaatakował Komisję Europejską.

Ktokolwiek ma rację w tym sporze, jest on ryzykowny. W Strasburgu widać, jak obiegowa opinia o naszym kraju się pogarsza. Zagadnąłem o Polskę grupę zagranicznych dziennikarzy. Młody radiowiec z Włoch jednym tchem wymienił „autorytarny zwrot", jakiego dokonała partia Kaczyńskiego, wojnę z TK i „niedemokratyczną" wymianę szefów mediów publicznych. Inni mu potakiwali. Później łatwo wytłumaczą czytelnikom i słuchaczom, że tej „złej" Polsce słusznie zabiera się fundusze.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Kaczyński chce zablokować sukces Tuska. Ruch należy do Nawrockiego
Polityka
Jak rumuńscy eksperci wspierali Karola Nawrockiego. Dziennikarskie śledztwo odsłania kulisy
Polityka
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Dezerterzy nie zdali egzaminu z demokracji. Idziemy dalej
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama