Pięć lat liczone od końca roku, w którym nabyliśmy dom (mieszkanie) – tyle musimy zaczekać ze sprzedażą, aby się nie przejmować rozliczeniem podatkowym. Jeśli pozbędziemy się nieruchomości wcześniej, zyskiem trzeba będzie się podzielić z fiskusem.

Czasami więc warto wstrzymać transakcję o miesiąc i cały dochód zachować dla siebie.

Przykład:

Pan Jankowski w 2008 r. otrzymał dom w darowiźnie od rodziców. Chce go sprzedać i ma już chętnego do zakupu. Cena to 1 mln zł. Jeśli zawrze ostateczną umowę przeniesienia własności w grudniu, będzie musiał wykazać dochód z transakcji w zeznaniu rocznym i zapłacić podatek – 19 proc. z 1 mln zł, czyli 190 tys. zł (nie przysługuje mu bowiem ulga meldunkowa). Lepiej, by zaczekał z wizytą u notariusza do stycznia, wtedy nie musi rozliczać się z fiskusem.

Co zrobić, jeśli pięcioletni termin upływa nie 31 grudnia, ale w następnych latach? Wielu umawia się w takiej sytuacji z kupującym na zadatek albo zaliczkę, a ostateczny akt notarialny podpisują później.

Fiskus akceptuje takie operacje. Spójrzmy na niedawną interpretację Izby Skarbowej w Łodzi (nr IPTPB2/415-493/13-4/AK). Z pytaniem o wykładnię przepisów zwrócił się właściciel lokalu otrzymanego od babci w 2011 r.

Zamierza podpisać przedwstępną umowę sprzedaży i zainkasować 50 proc. ceny. Resztę ma dostać dopiero w 2017 r., wtedy też zostanie zawarty ostateczny akt notarialny. Nie zapłaci podatku, gdyż minie pięcioletni termin. Otrzymany wcześniej zadatek nie jest zaś przychodem, nie trzeba go więc wykazywać w zeznaniu.

Przypomnijmy, że o sposobie rozliczenia sprzedaży nieruchomości decyduje data jej nabycia. Jeśli kupiliśmy ją w 2008 r., musimy wyliczyć dochód i zapłacić od niego 19-proc. podatek (chyba że przysługuje nam tzw. ulga meldunkowa). Podobnie jest z nieruchomościami nabytymi od 1 stycznia 2009 r., z tym że PIT można uniknąć, przeznaczając pieniądze ze sprzedaży na cele mieszkaniowe.