I tak Ewa Milewicz zauważa w „Gazecie Wyborczej”, że „nawet jeśli Wałęsa coś podpisał w latach 70., to co z tego?”. Nieważne, co podpisał Wałęsa, nieważne, czy miało to skutki, nieważne kiedy dokładnie. Coś i w latach 70. – oto wiedza, która powinna wystarczyć. A reszta? To nie są rzeczy interesujące. Po prostu prawdziwy intelektualista pewnymi pytaniami (przepraszam, insynuacjami) w stosunku do określonych osób się brzydzi. A jeśli już takowe zadaje, to z pewnością kieruje nim niewdzięczność, choroba i podejrzliwość – co, trzeba ze smutkiem skonstatować, przydarzyło się obecnemu prezydentowi.