Reklama

Demokracja á la Denver

Tysiące zwolenników, kolorowe balony, krzykliwe banery, pełne emocji przemówienia, pochwały na wyrost i deklaracje bez pokrycia – dla jednych demokratyczna konwencja w Denver może być przykładem postępującej degeneracji polityki demokratycznej, dla innych, wręcz przeciwnie, dowodem jej żywotności.

Rzeczywiście, jak zauważają niektórzy komentatorzy, amerykańskie konwencje coraz częściej przypominają zjazdy partii komunistycznych albo też zloty sprzedawców Amwaya. Ma być entuzjastycznie, głośno, dramatycznie.

Ważne nie to, co się mówi, ale jak. Jakich słów się używa, jak wielkie oczekiwania udaje się rozbudzić. A tego właśnie – nadziei i nowej wiary – Amerykanie udręczeni kryzysem gospodarczym i ciągnącą się wojną iracką potrzebują najbardziej. Stąd pewnie też tak wielka popularność Baracka Obamy, który jest żywą obietnicą nowości, przełomu, przyszłości, otwarcia na nowe szanse itd. Patrząc na kolejne występy jego przyjaciół, na to, co on sam ma do powiedzenia i jak wielką rolę w jego przekazie pełni choćby wideoklip Michelle, żony Obamy, łatwo dojść do przekonania, że współczesny polityk jest przede wszystkim produktem marketingowym, a demokracja sztuką tworzenia iluzji.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama