– Ten chłopak świetnie pracuje. I nie wiem, jak to robi, bo wśród histerii, która go otacza, ja nie potrafiłbym chyba nawet oddychać. To niewyobrażalne. On na planie nie może wyjść z przyczepy, żeby natychmiast nie zebrał się wokół niego tłum piszczących nastolatek.

Tak o Robercie Pattinsonie mówi Pierce Brosnan. Przystojny gwiazdor, agent 007 i niedawny premier z „Autora widmo” Romana Polańskiego sam nie należy do osób nierozpoznawalnych. A jednak twierdzi, że to, czego był świadkiem podczas zdjęć do „Remember Me”, wydało mu się niemal wariactwem.

– Istny koszmar – potwierdza reżyser filmu Allen Coulter. – Nie wiem, jak Pattinson może sobie poradzić z hordami fotoreporterów i rozwrzeszczanych kobiet. Jest w „Remember Me” scena, w której bohater rozmawia ze swoją siostrą w parku. Kręciliśmy ją oczywiście w plenerze. Otoczyły nas setki fanek krzyczących „Robert! Robert!”. On zdawał się tego nie słyszeć, był skupiony na swojej roli. Ale my nie mogliśmy nagrać dźwięku. Chociaż plan otaczała ochrona, te szalone krzyki i tak do nas docierały. A mój asystent, który chciał wielbicielki Roberta uciszyć, zdrowo oberwał.

Pattinson pobudził wyobraźnię widzów dzięki roli zakochanego wampira ze „Zmierzchu”. Kilka lat temu nikt o nim nie słyszał, dziś otacza go, podobnie jak jego partnerkę z tego obrazu Kristen Stewart, kompletna histeria. Podtrzymywana premierami kolejnych części sagi.

– Nie widziałem czegoś takiego od czasów Beatlesów – mówi reżyser trzeciej części „Zmierzchu” David Slade.

– Nawet gdy kręciliśmy w lesie, o piątej nad ranem, to na Kristen i Roberta czekali przy drodze fani z kwiatami i bloczkami na autografy.

Gdy napisana przez Stephenie Meyer czterotomowa saga przez 91 tygodni okupowała pierwsze miejsca na liście bestsellerów „New York Timesa”, stało się oczywiste, że sięgnie po nią Hollywood. Pierwszy „Zmierzch” wszedł na ekrany w 2008 roku, „Zmierzch. Księżyc w nowiu” – w 2009.

Sukces, zarówno książek, jak i filmów – jest zawrotny. Od 2005 roku powieści Meyer osiągnęły na całym świecie nakłady ponad 100 mln egzemplarzy, sama pisarka zaś trafiła na listę najbardziej wpływowych osób magazynu „Time”. Nie gorzej było w kinie. Dwa pierwsze „wampirze” obrazy zarobiły łącznie 1,1 mld dolarów. I to nie koniec. Za kilka dni, 30 czerwca, jednocześnie na kilku kontynentach, pojawi się w kinach „Zmierzch. Zaćmienie”, a producenci pracują nad czwartą częścią swojego hitu – „Przed świtem”. Już ogłosili, że zostanie on podzielony na dwie części, biznes będzie się więc kręcił aż do roku 2012.

„Zmierzch” jest typowym produktem współczesnej kultury masowej. Idealnie wpisuje się w potrzeby młodej widowni. To bardziej przypominająca romans niż thriller historia Belli Swan, która przeprowadza się do małego miasteczka Forks w stanie Waszyngton i trafia do nowej szkoły. Tam zakochuje się w bladym, pięknym chłopcu. Ale Edward Cullen kryje mroczną tajemnicę. W 1918 roku, gdy miał 17 lat, stał się wampirem. I w takim wieku pozostał na zawsze. Nie pije ludzkiej krwi, stara się żywić tylko zwierzęcą. W „Zaćmieniu” Bella będzie chciała zamienić się w wampira i zostać jego żoną. Ale, jak zawsze, czyha na nią niejedno niebezpieczeństwo. Co w tej naiwnej opowieści tak bardzo młodych widzów zachwyca? Historia wielkiej miłości, która pokonuje wszystkie przeszkody? Dreszczyk emocji? Tajemnica? A może szczypta zwariowania, przypomnienie, że warto żyć na maksa? Jak mówi jeden z bohaterów: „No cóż, doszedłem do wniosku, że skoro i tak skończę w piekle, to mogę przynajmniej po drodze zaszaleć”.

W każdym razie na fali niebywałej popularności sagi, odtwórcy ról Edwarda i Belli – Robert Pattinson i Kristen Stewart – stali się w ostatnich latach ikonami popkultury. Oboje należą dziś do wąskiej grupy „najgorętszych” młodych aktorów Hollywoodu. Pattinson niedawno skończył 24 lata, Stewart – 20. Są celebrytami, mieszkańcami Olimpu z XXI stulecia. Niewiele mają wspólnego z hollywoodzkimi sławami, które zdobywały serca widzów w poprzednim wieku. Tamci byli piękni, ale dojrzali. Owiani nimbem tajemnicy jak Greta Garbo, ekstrawaganccy i wyzywający jak Marlena Dietrich, wabiący sexappealem jak Rita Hayworth, a potem Jane Fonda czy Brigitte Bardot. Mieli męskie rysy Clarke’a Gable, ale też czasem zmęczoną, naznaczoną doświadczeniem twarz Humphreya Bogarta czy zbuntowane spojrzenie Jamesa Deana. Byli zagubieni jak Dustin Hoffman w „Absolwencie” albo pędzili do wolności jak Jack Nicholson w „Swobodnym jeźdźcu”.

[wyimek]Pattinson twierdzi, że dostawał po „Zmierzchu” mnóstwo scenariuszy i odrzucał wszystkie, w których młodzi chłopcy i piękne dziewice szukali swojego miejsca w świecie[/wyimek]

Pattinson i Stewart nie przypominają nawet młodych gwiazd lat 70. Jodie Foster zyskała sławę jako trzynastoletnia prostytutka z „Taksówkarza”, dwunastoletnia Brooke Shields wabiła swoimi wdziękami w „Pretty Baby” Malle’a. Dzisiejsi idole rodzą się nie w wielkich dramatach, lecz w naiwnych blockbusterach i filmach młodzieżowych. Tańczą jak Zac Efron i Vanessa Hudgens w „High School Musical”, podbijają widzów w komiksowych hitach o transformersach jak Megan Fox lub disneyowskich serialach, jak Miley Cirus w „Hannah Montana”.

[srodtytul]Kawa z krzykiem[/srodtytul]

Pattinson i Stewart pochodzą z rodzin, którym nieobcy jest show-biznes. Robert urodził się w Londynie, jego ojciec jest dilerem samochodowym, ale matka Claire pracowała w agencji modelek. Dzieci poszły śladami rodzicielki i wybrały zawody związane z rozrywką. Jedna siostra, dziś 26-letnia Elizabeth, została muzykiem, druga – 31-letnia Victora, trafiła do reklamy. On sam chciał być, jak Elizabeth, muzykiem. Opowiada, że pojechał na wakacje na południe Francji i tam zauroczył go taki obrazek: nastrojowy klub, pianista w smokingu gra na fortepianie, obok stoi szklaneczka z whisky. To podziałało na jego wyobraźnię.

Stewart jest dziewczyną z Kalifornii. Wychowała się w San Fernando Valley, jej ojciec John pracuje jako producent dla telewizji Fox, matka Jules Mann jest scenarzystką.

Zarówno Pattinson, jak i Stewart zaczęli bardzo wcześnie pracować. On jako dwunastolatek zaczął zarabiać jako model. Traktował to zajęcie jak sposób na kieszonkowe. Potem grał w zespole muzycznym i zaczął chodzić na zajęcia grupy teatralnej. Będąc jeszcze w szkole średniej występował w Barnes Theatre Company, m.in. w „Moim mieście” Thorntona Wildera. Czasem udawało mu się stanąć przed kamerą. Bardziej jednak statystował, niż grał, a jego pierwsza poważniejsza rólka w montażowni wylądowała w koszu: nie zmieścił się w „Vanity Fair” Miry Nair.

– Oglądałem wtedy mnóstwo filmów, byłem zakochany w obrazach Jacka Nicholsona, bardzo wysoko ceniłem kino Godarda, ale tak naprawdę nigdy nie myślałem poważnie, że mógłbym zostać aktorem – mówi.

Aż do czasu, gdy dostał rolę w „Harrym Potterze i Czarze Ognia”, gdzie wcielił się w postać Cedrika Diggory’ego – ofiary Lorda Voldemorta.

Po „Potterze” zaangażował się do teatru „Royal Court”. Miał zagrać główną rolę w sztuce „The Woman Before”. Nie sprostał wymaganiom reżysera, został zwolniony krótko przed premierą. W filmie „Little Ashes” stworzył postać młodego Salvatora Dali, ale generalnie czuł, że mu nie idzie. Zaczął popijać, miotał się, próbował sił jako muzyk. Gdy w 2007 roku szedł na przesłuchanie do filmu „Zmierzch”, był bliski rezygnacji z aktorstwa.

Stephenie Meyer określiła bohatera swojej książki jako „najpiękniejszą istotę, jaka kiedykolwiek się urodziła”. Dzisiaj Pattinson uznawany jest za „najseksowniejszego mężczyznę świata”, ale cztery lata temu przeżył trudne chwile. Żeby nie denerwować się podczas zdjęć próbnych do „Zmierzchu” wziął valium. Dostał rolę, ale zaczęła się burza w szklance wody. Podobna do tej, jaka przytrafiła się Danielowi Olbrychskiemu, gdy miał zagrać Kmicica. W Internecie fani kultowej powieści pisali, że Pattinson jest za stary (!), za brzydki i zbyt nieciekawy, aby zagrać Edwarda Cullena. Ale za Pattinsonem ujęła się wówczas Stephenie Meyer.

Pojechał do Stanów, zamieszkał w apartamencie w Los Angeles.

– Każdego dnia chodziłem rano do pobliskiego barku, kupowałem sobie bajgla i kawę, czytałem prasę – opowiada. – Aż pewnego dnia patrzę: jestem na okładce „Entertainment Weekly”. I tyle. Następnego dnia zachodzę na śniadanie, a różni ludzie się na mnie gapią. Miesiąc później zacząłem słyszeć wokół siebie krzyki fanek.

[srodtytul]Życie oszalało[/srodtytul]

Droga Kristen do „Zmierzchu” była inna. Młoda aktorka, kończąc w kwietniu tego roku 20 lat, obchodziła dziesięciolecie poważniej pracy zawodowej.

– Zaczęłam występować bardzo wcześnie – wspomina. – Nie wiem nawet, jak to się stało. Na początku gra w filmach bawiła mnie. Rodzice często byli członkami ekipy, mieli na mnie oko.

Miała osiem lat, gdy zauważył ją na szkolnym przedstawieniu agent. Z ogromną powagą śpiewała piosenkę “The Dreidel Song”. Ta powaga jej została: w większości swoich ról jest chmurna, rzadko się uśmiecha. Jako młodziutka dziewczynka grała bardzo trudne role. W „Witamy w naszej dzielnicy” wystąpiła u boku Patricii Clarkson, w „Azylu” była na ekranie córką Jodie Foster. Diabetyczką, zamkniętą w sekretnym pokoju, broniącą się – razem z matką – przed ludźmi, którzy napadli na ich dom. Jako trzynastolatka wcieliła się w „Ucieczce w milczenie” w zgwałconą uczennicę. Gdy trafiła do obsady „Zmierzchu”, miała na koncie blisko 20 filmów i znakomitą opinię.

– Ona nie kłamie, nie udaje – mówi o niej Mary Stuart Masterson, autorka „The Cake Eaters”.

– Chce, by to, co mówi, było wiarygodne – potwierdza reżyserka pierwszej części sagi o wampirach Catherine Hardwicke. – Na planie zdarzało mi się przepisywać i poprawiać jej dialogi.

Stewart nigdy nie ukrywała, że nie zależy jej na masowej adoracji. Chciała być aktorką mierzącą się z trudnymi, skomplikowanymi rolami. Po „Zmierzchu” jej życie oszalało.

– Kiedy ja zaczynałam grać, był zupełnie inny czas – mówi ze współczuciem Jodie Foster. – Nie było wtedy fotoreporterów z długimi obiektywami, a nawet jeśli byli, to szanowali naszą prywatność.

Pattinson i Stewart są gwiazdami ery Internetu, kolorowych pism i... aparatów fotograficznych w komórkach. Od dwóch sezonów, od premiery pierwszej części „Zmierzchu” przypominają zwierzynę nieustannie śledzoną przez paparazzich. Gdziekolwiek się ruszą, mogą zostać „ustrzeleni”. Pojawiają się na okładkach popularnych tygodników i miesięczników, prawie nie ma dnia, by w rozlicznych portalach nie ukazały się ich zdjęcia i plotki wyssane z palca. Mają alergię na celujące w nich obiektywy i wyciągające się w ich stronę ręce z komórkami. Nauczyli się uciekać. Pattinson zatrzymuje się w niedrogich hotelach, bo nikt nie podejrzewa, że mógłby tam mieszkać. Jada w mało popularnych restauracjach.

W czasie zdjęć do swojego ostatniego filmu „Water for Elephants”, uciekając przed paparazzi, w ciągu półtora miesiąca sześć razy zmieniał hotel.

– Kris jakoś lepiej radzi sobie z fotografami – mówi, ale to chyba nieprawda.

– Oni zamieniają życie aktora w piekło – żali się dziewczyna. – Są koszmarni. Ja już nawet nie prowadzę sama samochodu, bo kilka razy mnie gonili i to było niebezpieczne. Zapomniałam, czym jest spacer wieczorem nad brzegiem morza. Po zdjęciach wracam do hotelowego pokoju i nie wychylam z niego nosa.

Stewart boi się popularności. Podczas publicznych wystąpień, na czerwonych dywanach czy konferencjach prasowych, odczuwa ogromny stres. Ma nieszczęsną minę, nigdy prawie się nie uśmiecha. Nie znosi czuć się jak produkt do sprzedawania przez studio. Nie lubi wywiadów, na głupie, wścibskie pytania potrafi dziennikarzom bardzo ostro odpowiedzieć. A i tak stale czyta o sobie niestworzone historie.

– Nie wiem, dlaczego takie same głupoty powtarzają internauci w sieci, blogerzy, dziennikarze z tabloidów i telewizji – mówi.

Kiedy magazyn „Details” przygotował sesję, w której sfotografował Pattinsona wśród roznegliżowanych kobiet, aktor zażartował: „Mam alergię na waginy”. Natychmiast w brukowcach pojawiły się nagłówki: „Czy Rob Pattinson jest gejem?”

Z kolei gdyby plotki o ciąży Kristen były prawdą, miałaby już kilkoro dzieci. Zwłaszcza że odkąd zagrali razem z Pattinsonem w „Zmierzchu” dziennikarze stale łączą ich w parę. Paparazzi wyśledzili, że spędzili razem Sylwestra w Ventor, że szukali domu na Isle of Wight. Oni sami najpierw zaprzeczali, potem milczeli, a wreszcie Pattinson przyznał: „To prawda, jesteśmy razem”. Ale i tak ostatnio pojawiły się plotki, że rzucił Kristen, bo ma dość jej kaprysów.

Jedno jest pewne. Oboje cierpią z powodu utraconej prywatności. Robert zarobił dotąd na „Zmierzchu” 18 mln dolarów, ale nie zachowuje się jak bogacz. W Londynie mieszka w domu rodziców, jeździ starym modelem BMW i marzy, żeby – jak kiedyś – wsiąść spokojnie do metra. „Czasem mi się to udaje – przyznaje, nie zdradzając, jak się wtedy przebiera. Oboje próbują prowadzić normalnie życie. I normalnie pracować.

[srodtytul]Uciec z szufladki[/srodtytul]

Wielki sukces, połączony na dodatek z medialnym szumem, szufladkuje. Młodzi aktorzy przyklejeni do swoich ról z trudem odcinają się od swego filmowego wizerunku. Zac Efron nie może wyjść z kręgu musicali młodzieżowych w stylu „High School Musical”. Lindsay Lohan nie zdołała dotąd zerwać z disneyowskim image’em i choć w życiu prywatnym wywołuje kolejne skandale, na ekranie nie stworzyła wielkiej kreacji. Nawet tak wybitny aktor jak Leonardo DiCaprio podniósł się po „Titanicu” głównie dzięki Martinowi Scorsese, który zaufał, że jest świetnym aktorem i obsadza go w swoich kolejnych filmach. Niestety, nie każdy ma takie szczęście, by trafić na swojego Scorsese. Kristen, z jej dorobkiem i chmurną miną jest łatwiej. Zagrała niedawno 16-letnią prostytutkę w filmie „Wellcome to the Rilleys” i gwiazdę rocka lat 70. w „Runaway Girls”.

Pattinson też próbuje odbić się od swojego wampira. W marcu br. wszedł na ekrany film Coultera „Remeber Me”. – Podpisał umowę z naszą produkcją zanim został wielką gwiazdą – przyznaje reżyser. – I nawet nie próbował renegocjować wysokości kontraktu. Chciał tylko udowodnić, że potrafi grać inne role.

Sam Pattinson twierdzi, że dostawał po „Zmierzchu” mnóstwo scenariuszy i odrzucał wszystkie, w których młodzi chłopcy i piękne dziewice szukali swojego miejsca w świecie. Ma nadzieję, że punktem zwrotnym w jego karierze będzie „Water for Elephants” – adaptacja powieści Sary Gruen, gdzie u boku Reese Witherspoon i Christopha Waltza gra weterynarza polskiego pochodzenia, który w czasie depresji dołącza do cyrku. W „Bel Ami” według Maupassanta wciela się w bezwzględnego uwodziciela, który pnie się po drabinie społecznej Paryża, wykorzystując bogate kobiety.

– Cristina Ricci, Uma Thurman, Kristin Scott-Thomas, a ja śpię ze wszystkimi! – żartuje.

W planach ma występ w westernie „Unbound Captives”, mówi, że robi to dla ojca, który kocha opowieści z Dzikiego Zachodu.

– Jest mi coraz trudniej, bo wzrosły oczekiwania w stosunku do mojej osoby – mówi. – Reżyserzy, którzy mnie zatrudniają, oczekują już nie tylko tego, że poradzę sobie z rolą, ale i tego, że wypromuję im film.

Gwiazdy nowej generacji poznały smak sławy i są zmęczone. Walczą o swoją prywatność i o to, by zasłużyć na miano interesujących aktorów. Ale Hollywood łatwo nie odpuszcza. Potrzebuje chłopca o bladej twarzy i dziewczyny ze smutnym uśmiechem. W październiku ruszają zdjęcia do „Świtu” – czwartej części sagi o wampirach.