Niedawno wpadła mi w ręce pewna brytyjska gazeta, w której przeczytałem, jak to w dużych sieciowych supermarketach nie sposób dostać kartek bożonarodzeniowych. Autor artykułu przeprowadził obliczenia i ustalił, że kartki z motywami chrześcijańskimi stanowią niecały procent wszystkich oferowanych na rynku. Dotarł też do dyrektora sprzedaży. Okazało się, że ówże dyrektor jest wprawdzie katolikiem, ale – cytuję z pamięci – zbytni nacisk na chrześcijański charakter świąt oznaczałby brak szacunku dla inaczej wierzących, a Wielka Brytania to kraj wielu religii i wielu wyznań. Dlatego musimy – dodawał ów specjalista – traktować naszych klientów poważnie. Ciekawe, pomyślałem. Jak to właściwie jest z tą powagą i szacunkiem? Czy rzeczywiście ludzie inaczej wierzący mają chrześcijanom za złe pamięć o Bożym Narodzeniu?