Na drugim miejscu z pewnością wielu czytelników umieściłoby reportaż, bo książki naszych reporterów są przekładane na języki obce, bywają nominowane do prestiżowych nagród i pozytywnie recenzowane w dziennikach pokroju „Guardiana" i „New York Timesa". Ale rodzimy reportaż ma poważną wadę – unosi się nad nim duch patosu i powagi spod znaku Hanny Krall i Ryszarda Kapuścińskiego. Inną skazą na naszym reportażu jest epatowanie „bebechami" (celuje w tym Wojciech Tochman), poszukiwanie wyjątkowości i metafizyki we wszystkim (jak w skądinąd udanych tekstach Andrzeja Muszyńskiego), wreszcie nadmierne silenie się na literackość (tu lista byłaby długa).