Neuroshima Hex” to nie byle co. Pudełka z grami to tylko jedna z odnóg tej arcyciekawej, polskiej franczyzy w klimatach postapokaliptycznych. Na początku w 2003 r. było papierowe RPG (gracze spotykają się, aby wspólnie przeżywać przygody, a Mistrz Gry prowadzi ich przez meandry danego świata, zapewniając im odpowiednią dozę przeciwników, spotkań i zwrotów akcji). W tych czasach planszówki dopiero czekały na swój renesans, a królowały właśnie RPG. Ale już w 2005 r. wyszła logiczno-taktyczna gra planszowa autorstwa Michała Oracza, w której gracze mogli ścierać się na planszy różnorodnymi frakcjami o odmiennych umiejętnościach. Łatwe do ogarnięcia zasady, duża doza negatywnej interakcji, trochę szachowa rozgrywka, mnóstwo dodatków… oj, grało się wtedy w „Neuroshimę Hex” (i to nie tylko na polskich stołach, bo tytuł ten narobił też sporo szumu za granicą). Nic dziwnego, że doczekaliśmy się kilku reedycji, wznowień, a teraz przyszedł czas na wariację – „Neuroshimę Hex: Battle”, czyli wersję kompaktową, przystosowaną do dynamicznej rywalizacji w jakimkolwiek miejscu sobie zamarzymy.