Donald powiódł swój obóz do zwycięstwa. Ale żeby wygrać, musiał przekonać, że nie idzie tu wyłącznie o zmianę władzy. O zastąpienie lidera A liderem B. Nie, stawka była radykalnie wyższa. Tu chodziło o odsunięcie od władzy sitwy, która swoimi mackami oplotła państwo. Instytucje i media zamiast służyć społeczeństwu, zostały zdegenerowane, by ukrywać korupcję i złodziejstwo. Wystarczyło swoim głosem postawić na plan Donalda i wówczas zło miało zostać usunięte. On dokończy robotę, obiecał. Ale po upływie kolejnych miesięcy od zwycięskiego głosowania, wysoko postawiona poprzeczka oczekiwań sprawia, że rozczarowanie wyborców jest jeszcze większe.