Reklama
Rozwiń
Reklama

Joanna Szczepkowska: Trzy podwórka

Rodzice w znacznej większości byli zgodni: chodzi o spokój. Nie wolno się bić. Ale jak się nie bić, kiedy napadają?

Publikacja: 21.02.2025 14:24

Joanna Szczepkowska

Joanna Szczepkowska

Foto: Fotorzepa/Darek Golik

Ostatnio coraz częściej przypominają mi się trzy tereny z mojego dzieciństwa. Odwiedzam je zresztą co kilka lat, kiedy dopada mnie nostalgia i tęsknota za tym czasem, który potem staje się skarbnicą doświadczeń i buduje fundamenty wrażliwości. Przyjeżdżam więc do mojej dzielnicy o zawadiackiej nazwie Ochota w Warszawie i korzystając z domofonu do fryzjera, wchodzę na swoje podwórko. Ktoś, kto odwiedza dawne podwórka, zna dobrze to zdumienie, że teren pierwszych zabaw jest tak mały i w ogóle, jak niewielkie jest wszystko dookoła.

Czytaj więcej

Joanna Szczepkowska: Wytwórnia faktów

Już oswoiłam się z tym wrażeniem, zresztą jest tych zdziwień wiele, bo Ochota to jedna z niewielu dzielnic, które zachowały swój charakter i nawet można jeszcze zobaczyć te same wystawy małych sklepów, jakie ja widywałam od późnych lat 50. Była dzielnicą spokojną, zamieszkaną przez pokolenie tych, którzy zdołali wygrzebać się z wojny, choć często psychicznie pokiereszowani. Od czasu do czasu jednak na ulicach Ochoty odbywała się bitwa, którą uczestnicy nazywali wojną. Była to wojna dwóch dzielnic. Kiedy na „chłopaków z Ochoty” szli „chłopaki z Woli”, zamykało się okna i mowy nie było o zabawach na podwórku. Jaka była przyczyna i jakie cele tej bitwy, wiedziały tylko „chłopaki”, ale można przepuszczać, że była to wojna plemienna, pokaz siły przy pomocy kamieni i pięści. Chłopaki z Woli swoje nadejście oznajmiali gwizdami na palcach, w czym, trzeba przyznać, nie mieli sobie równych. Dlaczego mimo tych bezczelnie głośnych gwizdów nie pojawiała się milicja, czemu w ogóle się nie pojawiała do czasu wygaśnięcia walk, tego nikt z mieszkańców nie wiedział ani też tego, kto wojnę przegrał, a kto wygrał.

Dlaczego wtrąca się w nasze podwórko dozorca zza siatki? Rodzice byli zgodni: chodzi o spokój. Na pytania: „jak się nie bić, kiedy napadają”, odpowiadali niezmiennie wychowawczą odpowiedzią dorosłych – „nie wolno się bić”.

Jednak wchodząc na swoje podwórko, przypominam sobie inne małe wojny, wojny pomiędzy podwórkami. Moje, najmniejsze, wciśnięte było pomiędzy dwa: jedno za wielkim murem, drugie od mojego oddzielała siatka, zresztą nieskutecznie, bo zbiorowym, dziecięcym wysiłkiem, zrobiliśmy tam wyłom, który pozwalał się łatwo przemieszczać i bawić razem. Bardzo miły dozorca przymykał oko nawet wtedy, kiedy okupowaliśmy wysokie drzewo, dumę terenu. Tak było do czasu, aż dozorca zmarł i na jego miejsce przyszedł nowy, który rozumiał swoją robotę jako władzę nad objętym terenem. Skończyły się międzypodwórkowe zabawy, a każde przekroczenie granicy kończyło się zawiadomieniem rodziców. Tak to było za siatką. Za murem natomiast mieszkały „chłopaki”. Agresorzy. Szeptaliśmy wtedy: „zza muru idą!”. Oni nie gwizdali, uprzedzając swoje nadejście. Wchodzili cicho (oczywiście domofonów nie było) i spokojnie podrzucali kasztany, których resztę trzymali w kieszeniach. Wtedy chłopcy z mojego podwórka musieli zamienić się w chłopaków. Oczywiście honor podwórkowy nie pozwalał na wołanie rodziców czy naszego przygłuchego dozorcy. Tutaj akurat cel był jasny – chodziło o okupację trzepaka.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Joanna Szczepkowska: Musimy przystać na to, co ze światem zrobi Elon Musk. Już nie mamy wyboru

I nagle któregoś dnia w walkę wtrącił się nowy dozorca z podwórka za siatką. Wtrącił się, chociaż to jego terenu nie dotyczyło. Przedostał się do nas i podniósł za kołnierze, jak dwa szczeniaki, i tego chłopaka zza muru, i tego od nas. Jednego odstawił do rodziców, drugiego zaniósł za mur. Nasz dostał karę niewychodzenia na podwórko przez tydzień. Wtedy my, dziewczynki z okien, zaczęłyśmy się domagać sprawiedliwości. Dlaczego on ma karę, skoro to nas napadli? Dlaczego wtrąca się w nasze podwórko dozorca zza siatki? Rodzice byli zgodni: chodzi o spokój. Na pytania: „jak się nie bić, kiedy napadają”, odpowiadali niezmiennie wychowawczą odpowiedzią dorosłych – „nie wolno się bić”. I te pytania w nas zostały, a ich sens powrócił, a zwłaszcza to: Dlaczego wtrąca się w nasze podwórko dozorca zza siatki? Dlaczego agresora traktuje na równi z ofiarą? Dlaczego trzeba oddać chłopakom zza muru swój trzepak?

Plus Minus
Kto przejmie władzę po Kadyrowie? Rebelia byłaby porażką Putina
Plus Minus
Czy powiązania marszałka Sejmu zagrażają bezpieczeństwu Polski?
Plus Minus
Michał Szułdrzyński: Boty o metafizyce. Czy AI przegania już ludzką inteligencję?
Plus Minus
Chiny stoją przed dylematem, czy zaryzykować ostateczną konfrontację z USA
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama