Reklama

„Mam przeczucie”: Apokalipsa według bitcoina

Dostaliśmy powieść, która wypełnia luki w naszej literaturze. „Mam przeczucie” przez 160 stron, czyli bardzo zwięźle, opowiada świat współczesnych lęków i paranoi.
„Mam przeczucie”: Apokalipsa według bitcoina

Foto: mat.pras.

Ze skojarzeń literackich, które padły już w omówieniach tej książki, można by stworzyć elegancką listę: Bret Easton Ellis, Don DeLillo, J.G. Ballard; sam autor powołuje się na Philipa K. Dicka, a od siebie dorzuciłbym Chucka Palahniuka. W każdym razie Amerykanie, to oni ewidentnie kręcą 23-letniego autora rodem z Ostrołęki.

Jakież to przeczucie ma narrator i bohater powieści Artur, niezbyt zaangażowany student filozofii, a wcześniej anglistyki, który żywi się kofeiną i batonami proteinowymi, obstawia drugą ligę włoską i śledzi kurs bitcoina („Wychowałem się w rodzinie hazardzistów, ojciec powiesił się dziesięć lat temu”)? Granie to dla niego coś więcej niż kompulsywny przymus, Artur wszystko bowiem traktuje jak grę, na każdym kroku chce postawić zakład. Najchętniej o to, że „to wszystko zaraz pierd...”.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama