Na Île de la Cité, jednej z dwóch wysepek w samym sercu francuskiej stolicy, w „głowie, sercu i szpiku kostnym Paryża” – jak zwano ją już w XII wieku – katedralne dzwony zaraz zaczną bić na nieszpory. Jest 17.45. [15 kwietnia 2019 – red.] Rodzice gromadzą się przed bramą pobliskiej szkoły podstawowej, czekając, aż dzieci wyjdą z lekcji, spocone i potargane. Na place Maubert, niewielkim skwerze, który umiejscowił się przy boulevard Saint-Germain, równolegle do południowej rozety Notre Dame, piekarnia Chez Isabelle, która w poprzednim roku zgarnęła nagrody za „najlepszy croissant” i „najlepszą tartę jabłkową” w Paryżu, jest już gotowa na rychły najazd małych smakoszy i ich rodziców. Szczęściarze zdążą jeszcze skosztować późny goûter (podwieczorek – przyp. tłum.) w postaci pain au chocolat, podczas gdy ich rodzice kupią w tym czasie wieczorną bagietkę, najlepiej z ostatniej partii wypieków, jeszcze ciepłą, prosto z pieca. W sąsiednim lokalu Laurent Dubois, mistrz fromager (serowar), też jest już gotowy. Gorączka zakupów przed późnym obiadem jest znaną cechą paryskiego życia. „Kupiłeś chleb?” i następujące zaraz po nim „Czy mamy jeszcze jakiś ser?” to zdania prawdopodobnie najczęściej wypowiadane w Paryżu codziennie między szóstą a ósmą wieczorem.