Od chwili, gdy podano, że 15-letnia łyżwiarka figurowa z Rosji miała w próbce pobranej podczas mistrzostw kraju ślady trimetazydyny, leku nasercowego, na liście środków zabronionych w sporcie od 2014 roku, pani Eteri Georgijewna Tutberidze znów znalazła się na celowniku mediów. Nikt nie sugerował, że to ona stoi za podaniem młodziutkiej łyżwiarce dopingu, ale to, że trenerka pośrednio mogła wpłynąć na ten czyn, albo mu nie zapobiegła, już tak.

Nawet w Rosji, w której większość opinii publicznej wpadkę Walijewej potraktowała jako atak reszty świata na dobre imię niewinnej dziewczyny, na Twitterze pojawił się hashtag #wstyddlaTutberidze i zdobył niemałą popularność. Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) poinformowała również, nie podając nazwisk, że „wszczęto śledztwo w sprawie personelu wokół łyżwiarki".

– Dziewczęta w łyżwiarstwie są zawodowymi sportowcami, rywalizują jak pełnoletnie i powinny być gotowe ponieść odpowiedzialność za swe działania. Z drugiej strony wiemy, że psychicznie dorosłe nie są. Odpowiedzialność powinna być dzielona z dorosłymi osobami, które są w ich najbliższym kręgu – potwierdziła Margarita Pachnocka, była wicedyrektorka RUSADA. Eteri Tutberidze długo milczała, by w końcu rzec w rosyjskiej telewizji: – Jestem absolutnie pewna, że Kamila jest niewinna i czysta.

Trenerka jest legendą łyżwiarstwa figurowego, prowadzi całą trójkę rosyjskich solistek, które przybyły do Pekinu z misją zdobycia wszystkich medali. Kamila Walijewa, lat 15, to obecna mistrzyni Europy, Aleksandra Trusowa, lat 17, mistrzyni świata, Anna Szczerbakowa, lat 17, brązowa medalistka mistrzostw świata.

Czytaj więcej

Zostali na lodzie

Urodzona w Moskwie

Blond loki (kiedyś ciemne) i przenikliwe brązowe oczy pani Eteri stały się powszechnie znane już sporo wcześniej. Tutberidze znalazła się w centrum olimpijskiej uwagi w 2014 roku w Soczi, gdzie ówczesna gwiazda z jej szkoły, 15-letnia Julia Lipnicka, zatańczyła program do muzyki z filmu „Lista Schindlera" i zdobyła złoto w konkursie drużynowym.

Wraz z trenerską sławą Tutberidze pojawił się też tytuł rosyjskiej „Królowej Śniegu", co miało związek z lodowatym spojrzeniem i chłodnym odnoszeniem się do otoczenia oraz ze stylem szkolenia, który, uprzejmie rzecz ujmując, nie polega na łagodności. – Wszyscy myślą, że jestem zła i nikt się ze mną nie komunikuje. Dlatego ja też nie muszę się z nikim komunikować. To wygodne – powiedziała kiedyś o tej sytuacji.

Na wszelką krytykę pani trener odpowiadała z grubsza tak, jak w grudniowym wywiadzie dla Channel One: – Jestem szorstka. Wolę powiedzieć moim sportowcom prawdę, ponieważ od innych słyszą pochlebstwa. Prawdę usłyszą tylko ode mnie.

Urodziła się 48 lat temu w Moskwie. Mama pracowała na stanowisku starszego inżyniera w ministerstwie rolnictwa, ojciec w odlewni fabryki ciężarówek im. Lichaczewa. Rodzina o gruzińsko-ormiańsko-rosyjskich korzeniach była duża, niebogata, tradycyjna. Kiedy przyjechał do niej krewny z Gruzji, na pytanie o liczbę dzieci Grigorij Tutberidze odpowiedział: – Jedno, syn. Reszta to córki. Eteri była piątym dzieckiem, imię ma po matce.

Rodzice zapisali ją do szkółki jazdy figurowej, gdy skończyła cztery i pół roku. Nie miała naturalnych predyspozycji do tego sportu, była dość wysoka i tak naprawdę nie umiała jeździć na łyżwach. Ale charakter i pragnienie pomogły, nawet jeśli pierwsza lekcja na moskiewskim Stadionie Młodych Pionierów wyglądała tak, że najpierw dziewczynka przebyła całe lodowisko na czworakach i wstała dopiero wtedy, gdy zdołała złapać nogę trenerki.

Marzyła o karierze solowej, opanowała skoki, ale pokonując problemy z lutzami i toe-loopami, od czasu do czasu miewała kontuzje. Trafił się wreszcie fatalny uraz kręgosłupa, po którym spędziła kilka miesięcy poza lodem i w tym czasie urosła o 22 cm. Stało się jasne, że żadnej solistki z niej nie będzie. Trenerzy poradzili przejście do tańców, chociaż dla ambitnej łyżwiarki brzmiało to jak obelga. Spróbowała jednak pokochać taniec, był jedyną szansą, by pozostała w zawodzie, który wciąż ją fascynował. Po latach powiedziała, że jednak zawsze patrzyła na solistki. I im zazdrościła.

W tańcach długo szukała odpowiedniego partnera oraz trenera. Jeździła z siedmioma chłopakami, bez znaczących sukcesów. Parę razy wygrywali eliminacje Pucharu ZSRR, awansowali do finałów i to wszystko.

Trauma z Oklahomy

Miała 18 lat, gdy zaproponowano jej wyjazd do Stanów Zjednoczonych i pracę w balecie lodowym. Oferta wyglądała zachęcająco: tournée w 36 amerykańskich miastach pod szyldem „Russian Ice Ballet".

W kraju pieriestrojka nie obiecywała wiele, pieniędzy brakowało, tam można było spełnić amerykański sen, przynajmniej w kwestii stabilnych dochodów i zdobywania doświadczeń.

Rodzina nie była jej w stanie pomóc w rozwoju kariery sportowej. Ojciec Eteri pracował na dwie zmiany i dorabiał nocami jako prywatny taksówkarz, córce wydawało się czasem, że nigdy nie śpi. Na pewno spał na ławce koło lodowiska, gdy przywoził ją po pracy na trening. Budził się, wracali do domu.

Przyjęła propozycję wyjazdu, choć rodzice zakazywali. Pojechała do Oklahoma City, gdzie amerykański sen spełnił się mizernie. Problemy pojawiły się już na granicy, część zespołu nie miała ważnych wiz. Nie wjechali. Ona wjechała i nie miała środków do życia, gdyż zapraszający zniknęli, pozostawiając Rosjan bez grosza. Niekiedy, by nie głodować, jechała z innymi na niedzielne msze do kościoła baptystów, bo tam po nabożeństwie parafianie częstowali wszystkich kanapkami i wodą. Tournée odwołano, nadzieje na zarobek się rozpłynęły, Eteri Tutberidze została w Ameryce z niczym. Postanowiła, inaczej niż większość, nie wracać.

Walkę o przetrwanie zaczęła z kilkorgiem znajomych od pobytu w schronisku Młodzieżowego Stowarzyszenia Chrześcijańskiego (YMCA) w Oklahomie. Dostali miejsca na podłodze, dla najuboższych. Mieszkali w pokoju bez toalety i prysznica. Dokładnie po drugiej stronie ulicy stał siedmiopiętrowy budynek federalny im. Alfreda P. Murraha. Tam 19 kwietnia 1995 roku o 9.02 czasu lokalnego eksplodowała pozostawiona przez dwóch zamachowców ciężarówka. Eteri wybiegła po wybuchu na zewnątrz w kapciach, z ręcznikiem w ręku i szczoteczką do zębów w ustach. Niewiele rozumiała z tego, co widziała, samochody płonęły, ludzie krzyczeli, waliły się ściany, leciały szyby. Podczas drugiej fali wybuchów schowała się pod ławkę, tam znalazł ją amerykański strażak.

Powrót do schroniska był niemożliwy, strażak zabrał dziewczynę na parę tygodni do własnego domu. Innych Rosjan także ulokowano u dobrych ludzi. Po ataku terrorystycznym ofiarom wypłacano odszkodowania. Dostała 1200 dolarów. Za nie wraz ze sportowym partnerem Nikołajem Apterem kupili stary samochód, strażak pomógł go naprawić i pojechali do pracy w rewii lodowej w Cincinnati. W Oklahoma City pozostało jej nazwisko wśród 600 innych wyrytych w granicie na „Ścianie ocalałych", pomniku pamięci o zamachu z 1995 roku.

Po czterech latach w USA jakoś stanęła na nogi. Po krótkiej przygodzie z „Ice Capades", wędrującym teatralnym przedstawieniem lodowym tracącym jednak popularność z lat 40. i 50., Tutberidze osiadła w San Antonio. Z Apterem rozpoczęli pracę jako instruktorzy łyżwiarstwa, Eteri kształciła się również w zawodzie choreografa-baletmistrza w Instytucie Sztuki Współczesnej. Zapotrzebowanie było, rosyjscy specjaliści od łyżwiarstwa figurowego mieli w Ameryce renomę, ale wciąż szkoliła amatorów bez szans na wielkie wyniki.

Jedyna ulubienica

Wróciła więc do Rosji jako samotna matka. Miała 25 lat, w ramionach małą córeczkę. Urodziła ją w 2003 roku w Las Vegas. Diana Davis ma podwójne obywatelstwo. Eteri Tutberidze była krótko mężatką, rozwiodła się z panem Davisem dawno temu.

W rosyjskiej wersji nazwiska Diany znajdujemy jednak „otczestwo": Siergiejewna, co chyba potwierdza znane w środowisku przypuszczenie, że ojcem jest Siergiej Bujanow, rosyjski łyżwiarz figurowy związany na stałe z inną partnerką. Pani Eteri na pytania o te drażliwe sprawy odpowiada bardzo krótko: – Nie mamy ojca. Tak się czasem zdarza.

Diana chciała kiedyś być pływaczką synchroniczną, ale geny przeważyły – od szóstego roku życia trenuje pod okiem matki jazdę figurową. U córki Eteri Tutberidze zdiagnozowano kilka lat temu znaczny ubytek słuchu, spowodowany przez niewłaściwie przepisane antybiotyki. Przeszła leczenie w Niemczech, ale kuracja nie przyniosła pełnego sukcesu. W wyniku choroby Diana Davis ma słabo rozwiniętą koordynację i częściowo czyta słowa z ruchu warg. Muzykę jednak słyszy.

Nie mogła zostać solistką, więc od 2016 roku startuje w parach tanecznych. Idzie jej nieźle, choć nie wybitnie. Wystartowała jednak z Glebem Smołkinem w igrzyskach w Pekinie (są wicemistrzami Rosji), zajęli 14. miejsce. Jesienią 2021 roku wygrali w Polsce zawody CS Warsaw Cup. – Powiem szczerze: mam tylko jedną ulubienicę, to moja córka. Reszcie daję maksimum tego, co mogę dać, ile wezmą i co z tym zrobią, to ich sprawa – mówi Tutberidze.

Czytaj więcej

Pekin 2022: Walijewa bez medalu, doskonały występ Kurakowej

Worki medali

Nikt w Moskwie na nią nie czekał. Zaczęła znów od zera. Od razu pracy nie znalazła, nie było szans na jej rozpoczęcie z braku dostępu do taniego lodowiska. Pierwsze lekcje dawała amatorom, grupom kuracjuszy przy uzdrowisku w dzielnicy Bratiejewo na południowych obrzeżach stolicy.

W końcu znalazła moskiewskie lodowisko Sierebriannyj i zwerbowała grupę młodych uczennic i uczniów. Bardzo chciała udowodnić, że wszyscy ci, którzy wysłali ją kiedyś do dziwnego baletu w Oklahomie, popełnili błąd, że nawet może być im w przewrotny sposób wdzięczna, bo bez amerykańskiego upokorzenia nie dotarłaby na szczyty swej profesji.

W 2008 roku pojawiła się na lodowisku Chrustalnyj w Moskwie, tam pracuje do dziś i wykuwa nową historię wyczynowej jazdy na łyżwach. Do osiągnięcia pierwszego sukcesu olimpijskiego w Soczi potrzebowała niespełna dekady. Następne przychodziły już bez przerw: Jewgienia Miedwiediewa została mistrzynią Europy i świata w 2016 i 2017 roku, w Pjongczangu Alina Zagitowa zdobyła złoto igrzysk, Miedwiediewa srebro. Aleksandra Trusowa, nazywana „Rosyjską rakietą", została pierwszą kobietą, która wykonała poczwórnego lutza i toe-loopa w zawodach. Tuż przed startem w Pekinie Walijewa, Trusowa i Szczerbakowa stanęły na podium mistrzostw Europy. Co roku inne uczennice zdobywały worki medali imprez juniorskich.

Świat podziwia, zazdrości, ale też zauważa, że żadna z mistrzyń wychowanych przez Tutberidze nie dotarła do kolejnych igrzysk olimpijskich. Dziewczyny wcześnie przechodziły na sportową emeryturę. Niektóre głośno mówiły, że nie wytrzymywały wymagań w kwestiach diety i treningu, bo cicha prawda o łyżwiarstwie figurowym kobiet jest taka, że dojrzewanie jest postrzegane jako wróg. Mniejsze i lżejsze dziewczynki mogą skakać wyżej i wykonywać więcej obrotów. Po okresie dojrzewania to nie jest niemożliwe, ale staje się znacznie trudniejsze.

Kariera Julii Lipnickiej po złocie w Soczi bardzo mocno przyhamowała. Kontuzja za kontuzją kazały dziewczynie skończyć z jazdą na łyżwach już w 2017 roku. Powiedziała wtedy w rosyjskich mediach, że cierpiała także z powodu anoreksji i to nie przez rok, dwa lub trzy, że leczyła się nawet w klinice w Izraelu. Eteri Tutberidze miała zalecać jej sproszkowane odżywki w celu zbicia wagi.

Podczas igrzysk w 2018 roku rewelacyjna mistrzyni Alina Zagitowa miała 15 lat i wydawała się ulepszoną wersją Lipnickiej. Po występie olimpijskim zapytana przez rosyjskich dziennikarzy o sprawy wzrostu i dojrzewania odrzekła, że plan radzenia sobie ze zmianami polegał na zwiększeniu ograniczeń w jedzeniu. – Tycie przy dojrzewaniu wydaje mi się fikcją. Musisz tylko zamknąć usta i nie jeść! Albo trochę nie jeść. Ja jem bardzo mało – mówiła Zagitowa z dziecinną prostotą. Parę lat później ujawniła, że w zespole Tutberidze obowiązywało także ograniczenie picia wody, w zasadzie wolno było tylko przepłukać nią usta.

W innej rozmowie Zagitowa ubolewała, że jest za stara (w wieku 19 lat), aby wykonywać poczwórne skoki, i jeśli ma mieć nadzieję na udaną próbę, musi najpierw schudnąć. Nie schudła, wycofała się ze sportu.

Jej główna ówczesna rywalka Jewgienia Miedwiediewa miała karierę przerywaną kontuzjami pleców i stopy. Po starcie w Pjongczangu opuściła grupę Tutberidze, by ćwiczyć z Brianem Orserem, legendą kandyjskiego łyżwiarstwa. Tam zobaczyła inny świat, w którym dietę układa fachowiec i nie ma zaciekłej rywalizacji wewnętrznej tak lubianej przez trenerkę w Moskwie. O metodach Tutberidze mówiła tak: – Miałam być jak najbardziej wysuszona, w Pjongczangu ważyłam mniej o półtora kilograma niż podczas wcześniejszych mistrzostw świata w Helsinkach. Nie miałam wtedy wiele mięśni, organizm starał się zatrzymywać każdą kroplę wody. To przynosiło mi duże szkody.

W 2020 roku Trusova i Aliona Kostorna też odeszły, zaczęły treningi pod okiem czterokrotnego medalisty olimpijskiego Jewgienija Pluszczenki. „Czy zmienimy coś w naszym systemie szkoleniowym? Nie. Robimy wszystko dobrze" – napisała na to Tutberidze na Instagramie. Wtedy wsparła ją najsłynniejsza trenerka rosyjska Tatiana Tarasowa, dla której Eteri była wybitna, a Pluszczenko początkujący.

Wojenka trwała krótko. W Rosji ceni się zwycięzców, więc o trenerce zaczęto pisać, że „jej metody działają, choć z każdym rokiem coraz trudniej je znieść" (Miedwiediewa), albo „może upokorzyć człowieka, ale robi to z dobrymi intencjami" (Jekaterina Bobrowa, była łyżwiarka).

Czytaj więcej

Pekin 2022. Dramat Kamili Walijewej i sukces Polki w rywalizacji solistek

Dietetyczny dryl

Wróciły od Pluszczenki Trusowa i Kostorna, wróciła z Kanady także Miedwiediewa. Ta ostatnia w 2020 roku. Pierwszym powodem była pandemia koronawirusa, drugim słabsze wyniki. Tutberidze nie odmówiła sobie satysfakcji, by publicznie powiedzieć, że Miedwiediewa z winy Orsera przybrała zbytnio na wadze i w tych okolicznościach trudno było o udany powrót, choć „zrobiła z zespołem wszystko, co mogła" i jak zawsze pracowała ze swymi uczennicami po 12 godzin na dobę. Miedwiediewa zakończyła karierę, mówiąc o trwałym urazie pleców.

Ten dietetyczno-treningowy dryl trwa. Czasami można traktować jak żart słowa Daniiła Glejchiengauza, stałego choreografa w grupie pani Eteri, o tym, że Szczerbakowa może zjeść dwie krewetki na obiad i być pełna, ale nie ma żartów w opowieściach, że dziewczyny od Tutberidze dramatycznie szybko się wypalają, że walczą z bólem i głodem, pokonują fizjologiczne granice, które wydają się nie do pokonania. W rosyjskich mediach wiele o tym nie ma, ale i tam można znaleźć informacje, że Kostorna (rocznik 2003), kiedyś postrzegana jako wielka nadzieja drużyny olimpijskiej, wycofała się z ostatnich mistrzostw Rosji z powodu nieokreślonej kontuzji. Daria Usaczowa (rocznik 2006), jedna z najbardziej cenionych uczennic Tutberidze, z racji poważnego urazu w listopadzie ubiegłego roku wróciła do domu na wózku inwalidzkim. Elizabet Tursynbajewa, urodzona w Moskwie, ale reprezentująca Kazachstan dziewczyna, która pierwsza wykonała poczwórny skok w mistrzostwach świata 2019, zakończyła rok temu karierę z powodu chronicznego bólu kręgosłupa.

Władzom Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej (ISU) praca Tutberidze się podoba. W 2020 roku otrzymała ona tytuł najlepszej trenerki. Zaglądanie do jej warsztatu i twierdzenie, że dorastające dziewczęta są tam wykorzystywane fizycznie, psychicznie i emocjonalnie oraz, być może, wzmacniane farmakologicznie, porównania z nadużyciami podobnymi do tych, jakie miały miejsce w amerykańskiej gimnastyce („Ranczo Karolyi"), zderza się z pochlebnymi opiniami tych, którzy widzą w trenerce pionierkę rewolucyjnego myślenia o wyczynie, w którym najważniejszym kryterium jest skuteczność. Na te opinie nakłada się cień afery z Pekinu, która pokazuje Rosję jako kraj od lat wspierający systemowo doping w sporcie.

Wiele znanych osób ze środowiska łyżwiarskiego, choćby Katarina Witt, nie jest więc specjalne zaskoczonych wiadomością o dopingu Walijewej. Trimetazydyna, jak meldonium, nie jest dopingowym wynalazkiem ostatnich dni.

Wiele osób łączy fakty: przed igrzyskami w Soczi kobiece łyżwiarstwo w Rosji nie miało wybitnych osiągnięć, teraz co roku pojawia się kilka rosyjskich dziewcząt kręcących niezwykłe skoki i wygrywających, co się da.

Pięć dziewczyn od Tutberidze ma 19 z 20 najwyższych not zarejestrowanych oficjalnie w zawodach ISU. Prezydent Władimir Putin odznaczył trenerkę Orderem Honoru w 2018 roku, zaraz po igrzyskach. – Jej sukcesy biorą się z niezwykłej etyki pracy. I umiejętności wyszukiwania uczennic, które podzielają takie podejście do łyżwiarstwa. Potrafi też nakłonić je do robienia rzeczy, o których nie wiedziały, że mogą – twierdzi jeden z jej dawnych kolegów z lat 90. Eteri Tutberidze mówi po prostu: – To jest jak wojna, dajesz z siebie wszystko i bierzesz wszystko.