Laicyzacja i sekularyzacja są – nie tylko w Polsce, ale szerzej w krajach zachodnich – faktem, z którym trudno polemizować. Ich tempo jest ogromne, a fakt, że oba procesy toczą się na naszych oczach, przesłania nam inne, związane choćby z postępującą fundamentalizacją religijną, wzmacnianiem roli religii w różnych społeczeństwach i jej wykorzystywaniem w polityce. To wszystko także się dzieje i jeśli chce się zrozumieć świat, nie należy zjawisk tych lekceważyć.

Ciekawym przyczynkiem do tej obserwacji może być niezwykle aktywna działalność Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w krajach i przestrzeniach, w których dotąd – przynajmniej nie w takim stopniu – nie działała. Ostatnim przykładem są działania patriarchatu moskiewskiego na terenie Afryki, która tradycyjnie pozostaje pod jurysdykcją prawosławnego patriarchatu Aleksandrii. Teraz część duchownych tego starszego od moskiewskiego patriarchatu przeszła pod jurysdykcję Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, a Moskwa utworzyła dla nich specjalny egzarchat patriarchalny Afryki. Powodem ma być fakt, że patriarcha Aleksandrii Teodor przyjął decyzję patriarchatu Konstantynopola o uznaniu kanoniczności i autokefalii Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. 102 duchownych z ośmiu krajów Afryki decyzję tę odrzuciło i miało zwrócić się do Moskwy o przyjęcie ich w jej jurysdykcję. Patriarchat moskiewski nie tylko to zrobił, ale także ustanowił na terenie należącym do innego patriarchatu własne struktury. Ich głową (czyli egzarchą Afryki) został mianowany arcybiskup erywański i armeński Leonid. Nowy egzarcha ma nadal pozostać na stanowisku w Erywaniu, ale podjęto decyzję o odwołaniu go z funkcji zastępcy przewodniczącego Departamentu Stosunków Zewnętrznych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Czytaj więcej

Afrykański spór prawosławnych o Ukrainę

Cerkiew ta przekonuje, że decyzja nie oznacza „wtargnięcia" na teren kanoniczny innego patriarchatu. – Nie mówimy o jakiejś inwazji, nie mówimy o tym, że chcieliśmy osłabić patriarchat aleksandryjski. Chodzi tylko o to, by dać szansę tym prawosławnym, zarówno rosyjskojęzycznym, jak i mówiącym w językach afrykańskich, tak białym, jak i czarnym, wszystkim tym, którzy nie chcą być kojarzeni ze schizmą, na wspólnotę z kanonicznym Kościołem prawosławnym i możliwość przystępowania do komunii św. i innych sakramentów od księży kanonicznych – mówił metropolita Hilarion, drugi hierarcha w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

To, co dzieje się obecnie w Afryce za sprawą rosyjskiego prawosławia, jest naruszeniem terytorium kanonicznego

Wyjaśnienia te, choć padają z ust jednego z najlepiej wykształconych i niegdyś bardzo otwartych hierarchów prawosławnych, trzeba, niestety, włożyć między bajki. To, co dzieje się obecnie w Afryce za sprawą rosyjskiego prawosławia, jest naruszeniem terytorium kanonicznego, a jedynym powodem, dla którego się to dzieje, jest geopolityczny interes zarówno Rosji, jak i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Uznanie ukraińskiego prawosławia oznacza, że Rosyjska Cerkiew Prawosławna, choć nadal bardzo silna szczególnie wsparciem państwa, nie będzie już najbardziej liczebną (przynajmniej jeśli chodzi o praktykujących) wspólnotą prawosławną. I stąd tak ostry sprzeciw, którego elementem jest także rozbijanie jedności innych Cerkwi. Nie bez znaczenia w tym sporze jest także chęć przejęcia od Konstantynopola (nic w tym także nowego) roli pierwszego patriarchatu.

Tego rodzaju działania mają także cel polityczny: wzmacnianie imperium rosyjskiego i budowanie go również za pośrednictwem instytucji religijnych. Niewielka wspólnota w Afryce również do tego służy. I już tylko ten jeden przykład pokazuje, że rola religii w globalnej polityce wcale nie spada.