Reklama

„Bastion”: Barwna katastrofa

Nierówności nie niwelują faktu, że „Bastion” jest jedną z najlepszych translacji Kinga w ogóle.
„Bastion”: Barwna katastrofa

Foto: mat.pras.

Komiksowy „Bastion” robi to, czego ekranizacje Kinga często nie potrafią: zachowuje empatię wobec zwykłych ludzi i przekłada ją na rytm narracji wizualnej. Zamiast gonić za widowiskiem, Aguirre-Sacasa spowalnia, pozwalając, by groza nagłej epidemii narastała z dialogów, a nie ze scen akcji.

Scenariusz filtruje epicki materiał bez zdrady książkowego pierwowzoru: trzonem są koleje losów Stu, Frannie, Larry’ego i Nicka oraz „zaraźliwa” charyzma Flagga. Ważne interludia kotwiczą fabułę w politycznej rzeczywistości: państwo najpierw wytwarza katastrofę jako jeden z scenariuszy wojskowych, by następnie ją maskować. Naturalizm zawarty w kresce Mike’a Perkinsa jest kluczem do wizji artystycznej, gdzie dramaturgia skupiona jest na twarzy. Styl graficzny charakteryzuje się ciasnymi kadrami, pulsem niespokojnych oddechów skąpanych w czerni. Spójność obrazu podbudowana jest kolorystycznie przez Laurę Martin (szpitalna zieleń, rdzawa czerwień wirusa, spalona słońcem Nevada.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama