Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Anna Grodzka na warszawskiej Manifie pod hasłem: „Wszystkie jesteśmy u siebie!”, 2015 rok
Pani wejście do Sejmu było sensacją, pierwsza w historii transpłciowa posłanka. Zniknęła pani ze sceny politycznej po czterech latach. Czy jeszcze pani wspomina, jak to w Sejmie bywało?
Czasami myślę o tych czterech latach w Sejmie, o Ruchu Janusza Palikota i jego ewolucji. Dość szybko okazało się, że Ruch zmierza w inną stronę, niż początkowo się wydawało. Jestem osobą o społecznie lewicowych przekonaniach. Gdy jesienią 2011 roku zostałam wybrana do Sejmu z listy Ruchu Janusza Palikota, wydawało mi się, że jestem we właściwym miejscu. W maju 2012 roku odbył się wielki kongres naszego ruchu w Sali Kongresowej poświęcony walce z biedą i problemom osób wyrzucanych z mieszkań. Główną postacią na tym kongresie obok Janusza Palikota był działacz społeczny Piotr Ikonowicz. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że dobrze wybrałam formację. Ale z upływem czasu neoliberalny kształt naszego klubu coraz bardziej dominował i budził moje wątpliwości. Dlatego w pewnym momencie odeszłam z niego. Przeszłam do partii Zielonych i zostałam jedyną przedstawicielką tej formacji w parlamencie. Nie przewidziałam, że u Zielonych też dojdzie do zmian. Część lewicowych działaczy odeszła i przystąpiła do Partii Razem. Wtedy już nie bardzo z kim w Zielonych miałam robić politykę, dlatego wycofałam się z aktywizmu.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: