Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Partyzanci miejscy chcą zastraszyć tłum, bo – przerażony – ma on się odwrócić od państwa. Jednak bywa odwrotnie, czego dowodzą ostatnie demonstracje po zamachu w Turcji. Ludzie potępiają terrorystów
Wylądowali o świcie 26 listopada 2008 roku w przybrzeżnej dzielnicy Colaba, kilka mil na południe od centrum Bombaju. Mimo dość charakterystycznego stroju, wypchanych plecaków i przytroczonych do nich kałasznikowów nie zwrócili swym wyglądem niczyjej uwagi. Ci, którzy ich widzieli, woleli odwrócić oczy, nikt nie zawiadomił policji. Pełna slumsów i zbitych z paru desek pomostów Colaba często służyła za przystań podobnie wyglądającym gościom – przemytnikom czy członkom lokalnych gangów. Niecałą godzinę później, o 9.35, dziesięciu terrorystów z pakistańskiej organizacji Laszkar-e-Taiba (Armia Boga) – bo to oni byli owymi przybyszami – znajdowało się już w uprzednio zaplanowanych miejscach. Rozpoczęła się masakra, w której życie straciło 166 osób, a około 300 odniosło rany. Całość trwającej cztery dni tragedii relacjonowały na bieżąco media na całym świecie. Dwunastomilionowa metropolia, jedno z największych miast globu i biznesowe serce Indii, została całkowicie sparaliżowana. Wskutek ataku na dwa luksusowe hotele i centrum kultury żydowskiej terrorystom udało się pojmać zakładników, w tym wielu cudzoziemców, z których część zabili, niektórych po okrutnych torturach.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: