Aktualizacja: 18.12.2015 00:35 Publikacja: 18.12.2015 00:35
Tomasz Łysiak, „Medalion na pancerzu”, Prohibita 2015
Foto: Plus Minus
Kiedy więc pierwszy raz przekartkowałam książkę Tomasza Łysiaka „Medalion na pancerzu", nie wzbudziła we mnie ciepłych uczuć. „Przewidywalne, na wysokim C" – pomyślałam, sugerując się tytułami pism, z którymi autor współpracuje. Po tygodnikach „w Sieci" i „Gazeta Polska" nie oczekuje się raczej historycznego obrazoburstwa. Teraz jednak nie pozostaje mi chyba nic innego, jak wejść pod stół i odszczekać.
To prawda, książka na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie wypisów ze szkolnych podręczników dla co bystrzejszych gimnazjalistów – te wszystkie bohaterskie opowieści od czasów Henryka Pobożnego po katastrofę smoleńską, z oplutym przez liberalno-lewicowe media generałem Andrzejem Błasikiem włącznie. To prawda, publicysta nie odbrązawia i nawet się nie stara szukać dziury w całym. Dość przytoczyć kilka tytułów tekstów zamieszczonych w zbiorze – „Najjaśniejszy panie, czemu uciekasz?", „Ostatni żołnierz wyklęty roku 1863", „Sen o szpadzie", „Bomba ze łzami" czy „Miłość 44" – by wiedzieć, że próżno się po nim spodziewać tak dziś modnej rewizji naszych dziejów, czy to z lewicowej, czy prawicowej perspektywy. Ale co z tego, skoro to się czyta!
Czy Europa uczestniczy w rewolucji AI? W jaki sposób Stary Kontynent może skorzystać na rozwiązaniach opartych o sztuczną inteligencję? Czy unijne prawodawstwo sprzyja wdrażaniu innowacji?
„Psy gończe” Joanny Ufnalskiej miały wszystko, aby stać się hitem. Dlaczego tak się nie stało?
W „Miastach marzeń” gracze rozbudowują metropolię… trudem robotniczych rąk.
Spektakl „Kochany, najukochańszy” powstał z miłości do twórczości Wiesława Myśliwskiego.
Bank zachęca rodziców do wprowadzenia swoich dzieci w świat finansów. W prezencie można otrzymać 200 zł dla dziecka oraz voucher na 100 zł dla siebie.
Choć nie znamy jego prawdziwej skali, występuje wszędzie i dotyka wszystkich.
Czy prawo do wypowiedzi jest współcześnie nadużywane, czy skuteczniej tłumione?
Z naszą demokracją jest trochę jak z reprezentacją w piłkę nożną – ciągle w defensywie, a my powtarzamy: „nic się nie stało”.
Trudno uniknąć wrażenia, że kwalifikacja prawna zdarzeń z udziałem funkcjonariuszy policji może zależeć od tego, czy występują oni po stronie potencjalnych sprawców, czy też pokrzywdzonych feralnym postrzeleniem.
Niektóre pomysły na usprawnienie sądownictwa mogą prowadzić do kuriozalnych wręcz skutków.
Hasło „Ja-ro-sław! Polskę zbaw!” dobrze ilustruje kłopot części wyborców z rozróżnieniem wyborów politycznych i religijnych.
Ugody frankowe jawią się jako szalupa ratunkowa w czasie fali spraw, przytłaczają nie tylko sądy cywilne, ale chyba też wielu uczestników tych sporów.
Współcześnie SLAPP przybierają coraz bardziej agresywne, a jednocześnie zawoalowane formy. Tym większe znacznie ma więc właściwe zakresowo wdrożenie unijnej dyrektywy w tej sprawie.
To, co niszczy demokrację, to nie wielość i różnorodność opinii, w tym niedorzecznych, ale ujednolicanie opinii publicznej. Proponowane przez Radę Ministrów karanie za „myślozbrodnie” to znak rozpoznawczy rozwiązań antydemokratycznych.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas