Szwedzi nie byli faworytami, bo przyjechali do Egiptu bez Niklasa Ekberga, Jespera Nielsena, Andreasa Nilssona, Lukasa Nilssona, Simona Jeppssona i Mikaela Appelgrena. Reprezentację Trzech Koron doświadczyły kontuzje oraz strach - kilku zawodników zrezygnowało z udziału w turnieju w obawie przed koronawirusem. Norweski trener Glenn Solberg zrobił więc remanent na zapleczu kadry i znalazł zawodników, którzy godnie zastąpili nieobecnych.

Zwycięstwo Szwedów nad Francuzami (32:26) to żadna sensacja - o niespodziance mógłby mówić tylko ktoś, kto oglądanie mundialu zaczął od półfinału. Zawodnicy Solberga przez cały turniej imponowali walecznością, pewnością siebie oraz żelazną defensywą, a Trójkolorowi męczyli się na parkiecie.

Francuzi wygrali siedem spotkań z rzędu, ale na wysokim poziomie zagrali w trzech. Szwedzi w piątek dominowali na parkiecie. Drużyna nie miała słabych punktów, skutecznością imponowali skrzydłowi Hampus Wanne (11/13) i Daniel Pettersson (6/6), a jedenaście skutecznych interwencji miał bramkarz Andreas Palicka. Francuzi w ataku grali zbyt indywidualnie, zawiedli bramkarze, a Adrien Dipanda na środku obrony nie umiał wypełnić dziury po kontuzji Luki Karabaticia.

 

Duńczycy w drugim półfinale pokonali Hiszpanów, bo wielki mecz rozegrał ich lider Mikkel Hansen - zdobył dwanaście bramek i miał pięć asyst. Rywale słabo spisali się w defensywie, a żadnej piłki nie odbił bramkarz Rodrigo Corrales, który był bohaterem ćwierćfinałowego starcia z Norwegami.

Atakiem Hiszpanów w decydujących fragmentach meczu kierował Alex Dujszebajew. Zawodnik Łomży VIVE Kielce szarpał, rzucał i rozgrywał, a jego akcje z pierwszą linią siały spustoszenie w duńskiej obronie. Mógł być bohaterem, ale dwadzieścia trzy sekundy przed końcem meczu trafił w poprzeczkę. Duńczycy wykorzystali szansę, a wynik meczu rzutem z prawego skrzydła na 35:33 ustalił Lasse Svan.