Samo opóźnienie w zgłoszeniu wniosku o upadłość nie musi nieść takiego ryzyka dla menedżerów.
[b]To wniosek z wyroku warszawskiego Sądu Apelacyjnego z 4 lutego 2009 r. (VI ACa 550/08).[/b]
[srodtytul]Jaka odpowiedzialność[/srodtytul]
Przypomnijmy, że chodzi tu o szczególną odpowiedzialność członków zarządów spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Odpowiadają oni wobec wierzycieli (solidarnie), jeżeli egzekucja długów spółki (przeciwko spółce) okaże się bezskuteczna (art. 299 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=133014]kodeksu spółek handlowych[/link]). Wtedy wierzyciele mogą zażądać, by długi te spłacili członkowie władz spółki (zarządów). Coraz częściej wierzyciele sięgają po to narzędzie, gdyż normą w polskich upadłościach jest bardzo niska efektywność zaspokojenia w upadłości (kilka procent).
Członek zarządu nie jest zupełnie bezradny i może się zwolnić z tej odpowiedzialności, jeśli wykaże, że we właściwym czasie zarząd zgłosił wniosek o upadłość lub układ z wierzycielami (a ma taki obowiązek, choćby jednoosobowo nie mógł reprezentować firmy); bądź że niezgłoszenie takiego wniosku nastąpiło nie z jego winy; albo że mimo niezgłoszenia wniosku wierzyciel nie poniósł szkody.
W praktyce pozwani prezesi powołują się na pierwszą (że między stwierdzeniem przesłanej upadłości, czyli zaprzestaniem regulowania długów, a złożeniem wniosku o upadłość nie minęło więcej niż dwa tygodnie) albo na trzecią sytuację: że nie pogorszyli kondycji spółki.
[srodtytul]Ratowali upadłą[/srodtytul]
Na tę okoliczność powoływali się Waldemar W. i Wojciech J., którzy na początku listopada 2000 r. zostali członkami zarządu spółki wydawniczej, już wtedy kwalifikującej się do upadłości. – Mieli pomysły na poprawienie jej stanu, kontynuowania kontraktów, dorzucili 70 tys. zł na prowadzenie spółki – przekonywał ich pełnomocnik adwokat Rafał Kasprzyk.Nic to jednak nie pomogło i po trzech kwartałach, w połowie 2001 r. zgłosili wniosek o upadłość.
Z pozwem przeciwko ostatnim prezesom spółki wystąpił Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, który przez trzy miesiące (wrzesień, październik, listopad 2001) wypłacił pensje zbankrutowanej spółki (ok. 100 tys. zł, z odsetkami to 200 tys. zł).
Zdaniem Rafała Cieślickiego, pełnomocnika FGŚP, Waldemar W. i Wojciech J. najpóźniej dwa tygodnie po objęciu stanowisk powinni byli zgłosić upadłość. Wtedy bowiem zwolnienia pracowników nastąpiłyby wcześniej, mniejsze byłyby wobec nich zaległości, a więc i wydatki Funduszu. Pełnomocnik przywołał stanowisko Sądu Najwyższego, że art. 299 k.s.h. przewiduje domniemanie winy członka zarządu w niezgłoszeniu wniosku o upadłość we właściwym czasie oraz że muszą oni znać na bieżąco stan finansowy spółki i możliwość zaspokojenia długów. Każde opóźnienie ich obciąża.
[srodtytul]Nic nie zaszkodzili[/srodtytul]
Sąd Okręgowy obciążył ich odpowiedzialnością, ale Sąd Apelacyjny zwolnił z odpowiedzialności i pozew FGŚP oddalił.
– [b]Musimy w tej sprawie porównać to, co się zdarzyło (w spółce), z tym, co hipotetycznie nastąpiłoby, gdyby pozwani wcześniej wystąpili o upadłość[/b] – powiedział sędzia Jan Szachułowicz. – [b]Porównanie to prowadzi zaś do wniosku, że w tej hipotetycznej sytuacji Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych też musiałby wypłacić zaległe wynagrodzenia. Pozwani nie pogorszyli więc sytuacji spółki ani wierzyciela[/b].
Wyrok jest prawomocny.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.domagalski@rp.pl]m.domagalski@rp.pl[/mail]
[ramka][b]Komentuje Stanisław Sołtysiński, współtwórca kodeksu spółek handlowych [/b]
Spółką z ograniczoną odpowiedzialnością zarządzają bardzo często sami wspólnicy, którzy mogą dysponować pakietem większościowym lub taką liczbą udziałów, że trudno ich odwołać z funkcji kierowniczych. Ta ich silna pozycja w połączeniu z ryzykiem porozumień ze wspólnikami, które mogą działać na szkodę wierzycieli, stanowi przesłanki surowszej odpowiedzialności członków zarządów spółek z o.o. Ta odpowiedzialność osobista jest tym bardziej istotna, że niedawno została zmniejszona minimalna wysokość kapitału zakładowego w spółkach. Interpretacja przepisów szła jednak nieraz zbyt daleko.[/ramka]