To sedno wyroku warszawskiego Sądu Apelacyjnego z 26 kwietnia (sygn. I ACa 1049/10), który oddalił pozew Marii N., znanej pisarki, która przed sądem chciała rozliczyć się z Jackiem B., byłym konkubentem, a żądała 650 tys. zł.
Przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405 – 406 kodeksu cywilnego) stanowią, że kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść kosztem innej osoby, obowiązany jest ją wydać. Także wszystko to, co uzyskał w zamian tej korzyści.
Jest poza sporem, że strony pozostawały w konkubinacie w latach 2000 – 2006. W tym czasie miały wspólne konta i wspólnie nabyły też (po 1/2) trzy nieruchomości. Spór dotyczył dwóch ostatnich: apartamentu w stolicy i domu w podwarszawskim Brwinowie.
Gdy konkubinat zmierzał do rozpadu, dokonali ich zamiany. Dom przypadł mężczyźnie, a mieszkanie pisarce. W umowie notarialnej zapisali oni, że nie mają w związku z tą zamianą wobec siebie żadnych roszczeń.
Nikt ważności tej umowy nie kwestionował. Pisarka twierdziła natomiast, że za dom zapłacono z jej pieniędzy. Jej pełnomocnik adwokat Andrzej Michałowski wyliczał przed sądem, ile w poszczególnych miesiącach zarabiał pozwany (bywało, że 300 zł) i że w tym czasie podejmował ze wspólnego konta nieporównanie wyższe kwoty. Nie mogły więc to być jego pieniądze.
Z kolei adwokat Zygmunt Barański, pełnomocnik konkubenta, powoływał wyliczenia sądu I instancji, zgodnie z którymi jego klient w sumie podjął z konta mniej pieniędzy, niż na nie wpłacił. Przypominał też, że partnerzy dokonali umownego rozliczenia, wpisując do umowy, iż nie mają wobec siebie roszczeń.
Sąd Apelacyjny podzielił tę argumentację. – Nie ma podstaw do sięgania po przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu w sytuacji, gdy jeden z konkubentów nabył korzyść na mocy porozumienia, choćby to była umowa nienazwana – powiedziała w uzasadnieniu sędzia Edyta Jefimko.
Zobacz serwis:
Postępowanie w sądzie » Postępowanie cywilne » Bezpodstawne wzbogacenie