Przypomnijmy, konwencja widzi przyczynę wszelkiego zła i agresji wobec Pań w tradycyjnym podziale ról między kobietą i mężczyzną. W zmianie tego stanu rzeczy widząc – antidotum.
Autorka uderza więc stereotypem: należy te tradycyjne role Polakom-katolikom traktujących swoje żony jak worek treningowy, ale w każdą niedzielę przystępujących do komunii, wyperswadować. A to wzory utrwalone przez wieki więc może być ciężko - przestrzega.
Konwencja ma skruszyć tę skałę.
Ot cała argumentacja, chyba nie do końca uczciwa. Wokół zapisów konwencji trwa bowiem od dłuższego toczy się merytoryczna dyskusja ludzi, którzy ten dokument rzeczywiście czytali ze zrozumieniem. Czy ten trud zadała sobie autorka nie wiem... Jednak posługiwanie się truizmami może wskazywać, że niekoniecznie.
Wiśniewska zamiast merytorycznych argumentów ustawia bowiem przeciwników w pewien zgrany, sposób w stylu „ kto przeciw konwencji ten za biciem kobiet". Takie sformułowania u uczciwego polemisty nie powinny mieć miejsca.
Krytykom konwencji nie podoba się bowiem, że pod szczytnym hasłem walki z przemocą wobec kobiet przemycana jest ideologia. Obca polskiej kulturze i tradycji, która jest daleka pewnie większości obywateli.
Merytorycznych nowości mających rzeczywiście wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa kobiet jest natomiast nie wiele. Nie licząc absurdalnych zakazów „wycinania łechtaczek" większość rozwiązań zarówno prawnych jak i instytucjonalnych funkcjonuje już w polskim prawie. Tematem na odrębną dyskusję jest natomiast ocena ich stosowania.
Konwencja tu niczego nie zmieni, bo traktuje przemoc wobec kobiet w sposób instrumentalny. Dla jej twórców ważniejsza jest bowiem ideologia, którą pod płaszczykiem walki z przemocą ma być do polski urzędowo przemycona i propagowana za pieniądze podatników. Metoda sprytna bo wobec przeciwników zawsze można użyć argumentu – jesteś przeciw konwencji, jesteś za biciem kobiet.
I chyba uległ też temu rząd godząc się na podpisanie tego dokumentu. Czyniąc to zapewne bez koniecznych analiz skutków: merytorycznych i finansowych. A te ostatnie mogą być tymczasem bardzo wysokie. Konwencja zobowiązuje bowiem państwa-strony do powołania i finansowania rozbudowanych struktur: organizacji, aktywistów propagujących ideologię gender.
I jeszcze jedno. Autorka odnosi się na koniec do jednej ze zmian dotyczącej ścigania ofiar gwałtu. Autorka z łatwością wyrokuje „ że to dobrze", że gwałt będzie ścigany z urzędu a nie na wniosek. Brzmi to jakby z kodeksu wreszcie wylatywały jakieś dyskryminujące kobiety-ofiary zapisy. Nie wiem jaka jest wiedza Wiśniewskiej na ten temat, ale sprawa nie jest taka jednoznaczna. I od lat twa na ten temat dyskusja. Jednym z argumentów za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy - jest np. aby nie narażać kobiet na kolejną traumę i to pod swoistym przymusem. Wskazują zresztą na to badania ofiary zgwałcenia, które wyraźnie pokazują, że chcą mieć możliwość podjęcia decyzji o wszczęciu postępowania karnego. Warto zatem nie podchodzić do tej sprawy aż tak jednoznacznie i wcześniej sprawę bez emocji przedyskutować.