Ja zazwyczaj jestem w mniejszości. Bo gdy uchwalano konstytucję, Centrum Adama Smitha proponowało, by tak właśnie zrobić.  Trudno być prorokiem we własnym kraju, a Pan Jezus to mówił nawet, że nikt nim nie jest. Ale prorokowaliśmy, że pomysł, aby Sejm wybierał sędziów, którzy będą decydować, czy ustawy uchwalone przez Sejm są zgodne z konstytucją doprowadzi do tego, że Sejm będzie wybierał takich sędziów, po których spodziewać się może pewnej pobłażliwości dla swoich działań.

Czytaj więcej

Prof. Lech Garlicki: Spór wokół TK jest wygodny i dla koalicji, i dla opozycji

Sędzia konstytucyjny narażony jest na pokusę aktywizmu i bardzo często jej ulega. W coraz bardziej plebiscytarnej demokracji taka sytuacja jest coraz trudniejsza do utrzymania, zwłaszcza wobec powszechnego upadku jakichkolwiek autorytetów – zarówno osobistych, jak i instytucjonalnych. W dobie mediów społecznościowych każdy, kto ma smartfona, uznaje się za eksperta w każdej dziedzinie, o co tym łatwiej, im częściej ci, którzy mają być autorytetami, są nimi tylko nominalnie z racji piastowanych urzędów obsadzanych na podstawie decyzji czysto politycznych. A tak właśnie jest w przypadku sędziów TK.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Moralność prawa

Powołanie Trybunału Konstytucyjnego było działaniem czysto propagandowym

Od początku był to zresztą organ z nieprawego łoża. Co prawda postulat powołania Trybunału (albo odpowiedniej izby Sądu Najwyższego), którego zadaniem byłoby orzekanie o zgodności ustaw z konstytucją oraz zgodności aktów niższego rzędu z ustawami był jednym z postulatów zawartych w uchwale I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” z 7 października 1981 r. Ale ustanowiła go jedna z pierwszych ustaw uchwalonych po ogłoszeniu stanu wojennego – ustawa z 26 marca 1982 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Było to więc działanie czysto propagandowe, mające służyć uzasadnieniu tezy, że władza się reformuje i musiała jedynie zaprowadzić spokój społeczny, któremu grozić mieli jątrzyciele z Solidarności.

Prace nad ustawą regulującą funkcjonowanie Trybunału trwały trzy lata. Opracowano aż 15 projektów. Ostatecznie ustawa została uchwalona 29 kwietnia 1985 r., a formalnie Trybunał rozpoczął działalność orzeczniczą 1 stycznia 1986 r. Dla bezpieczeństwa art. 33a ust. 2 konstytucji przewidywał, że „Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności ustaw z konstytucją podlegają rozpatrzeniu przez Sejm”. Sejm mógł orzeczenie TK odrzucić. Wyroki miały być publikowane w Dzienniku Ustaw.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: A imię jego czterdzieści i cztery

Wystarczy bezpośrednio stosować konstytucję

Twórcy Konstytucji RP zdecydowali się, niestety, na utrzymanie tego modelu ustrojowego, z tym że orzeczenia TK stały się ostateczne. Ale nadal miały być publikowane nie przez sam Trybunał, tylko w dzienniku wydawanym przez kancelarię premiera. Co wywołuje spory do dziś, bo Donald Tusk poszedł w ślady Beaty Szydły i wyroki TK nie są publikowane.

A można było nie powoływać żadnej Izby Konstytucyjnej w Sądzie Najwyższym, ale poprzestać na małej modyfikacji art. 8 ust. 2 konstytucji, zgodnie z którym jej przepisy „stosuje się bezpośrednio, chyba że konstytucja stanowi inaczej”. Po słowie bezpośrednio trzeba było postawić kropkę. I byłoby znacznie lepiej niż jest. Profesor Garlicki ma rację.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Prawo do dobrego prawa