Na początek kilka pytań kwestionariuszowych. Sztuczna inteligencja (AI) to wróg czy przyjaciel?
Może być przyjacielem, a na pewno sprzymierzeńcem.
Korzystamy z niej, bo jej ufamy, nie korzystamy, bo nie ufamy?
Korzystamy, bo robi robotę. Niekoniecznie musi to być oparte na zaufaniu.
AI nas zastąpi czy nie?
Niektórych zastąpi.
Pana również?
Mnie już nie. Za późno.
To teraz powiedzmy szerzej o tych kwestiach. Jeszcze raz: przyjaciel czy wróg, gdy mówimy o sztucznej inteligencji.
Nie traktuję tego w kategoriach przyjaciela czy wroga. Bo jeżeli odłożymy na bok rozważania, czy to coś jest istotą i czy myśli…
A jest?
Mądrzejsi ode mnie mogą się na ten temat wypowiadać. Natomiast komputer nie jest przyjacielem ani wrogiem, karabin nie jest przyjacielem ani wrogiem, młotek nie jest przyjacielem ani wrogiem. Przyjacielem albo wrogiem może być ten, który używa tego narzędzia. Tak traktuję AI. Bo ostatecznie nawet w obszarach, w których ludzie widzą pewne zagrożenia – abstrahując od Skynetu, Terminatora i tak dalej – to jednak zawsze jest z tyłu człowiek, który za pomocą tej AI coś robi. I my się bardziej obawiamy tego, co zrobi, niż AI samej w sobie.
Bo co? Bo ten człowiek dostaje do ręki zbyt niebezpieczne narzędzie? Czy też ten człowiek nie ma na tyle umiejętności i wiedzy, żeby był w stanie wyciągnąć z tego narzędzia, czyli ze sztucznej inteligencji, to, co najlepsze?
Myślę, że po pierwsze na rynku konsumenckim, czyli dla nas wszystkich, nie ma potrzeby, żeby się znać na sztucznej inteligencji. Zawsze podaję przykład, że jeden z algorytmów sztucznej inteligencji wyznacza trasy w Google Maps i wcale nie trzeba się znać na AI, żeby za pomocą Google Maps dojechać do celu. Nawet się człowiek nie zastanawia, jak ta trasa jest wyznaczana. Więc z punktu widzenia konsumentów dostaniemy sztuczną inteligencję osadzoną w jakichś produktach i będziemy korzystać z tych produktów, a nie z AI samej w sobie. Natomiast w tym drugim aspekcie, o którym pan powiedział, tak – w sensie ludzie, którzy chcą użyć AI do złych celów, dostali narzędzie, które jest w stanie zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, nasz świat jest podatny m.in. na różnego rodzaju socjotechniki, ataki. One są trudne w automatyzacji starymi metodami, natomiast stają się relatywnie łatwiejsze w automatyzacji za pomocą sztucznej inteligencji. Czyli możliwa do automatyzacji staje się pewna klasa działań, a w związku z tym można ją skalować. Kiedyś, tak jak w „Vabanku” Kwinto i spółka, jeden skok przygotowywało się na przykład pół roku. A dziś można realizować 1 tys., 2 tys., 100 tys. prób takich skoków, bo można to automatyzować. Oczywiście mówię w pewnym uproszczeniu, ale chodzi o kontrast, jaki pojawił się przy możliwościach AI.
A co dziś sztuczna inteligencja robi w banku?
To zależy, w którym. Bo pewnie są takie banki, w których nie robi nic.
W mBanku.
U nas robi trochę więcej. Przede wszystkim od strony produktowej staramy się osadzać AI w różnych miejscach w naszych produktach, na razie w sposób niewidzialny wprost dla klienta, trochę tak jak w Google Maps. My od dawna używaliśmy AI na przykład w antyfraudzie, czyli przeciwdziałaniu nadużyciom. To dla nas nie jest nowość. Natomiast teraz próbujemy używać sztucznej inteligencji w takich miejscach, w których do tej pory jej nie używaliśmy. Podam jeden przykład, dość obrazowy, który nawiązuje do tego, o czym mówiłem wcześniej, czyli przenoszenia czegoś ze świata niemożliwego do świata możliwego. Oto dostajemy dokumenty, na przykład kredytowe, podpisane przez klienta w oddziale czy też zeskanowane. Na nich jest często to, co w Polsce jest nadal ważne, czyli pieczątka – to ważny element tej historii. I na podstawie tego dokumentu zaczynamy wykonywać pewne procesy bankowe. Natomiast na końcu mamy bramkę: gdy w końcu ten dokument dotrze do nas fizycznie, zostaje zeskanowany i mamy dwa skany, które należy ze sobą porównać, czy to jest ten sam dokument. Wspomniana pieczątka była do tej pory olbrzymim wyzwaniem. Bo gdy się przyjrzeć z bliska, to pieczątka składa się z punkcików, nie jest lita, jak by się wydawało. I zeskanowana w dwóch różnych miejscach to dla naszych wcześniejszych algorytmów były dwie różne pieczątki. W związku z tym mieliśmy duży proces, w którym nie byliśmy w stanie zautomatyzować tego jednego punktu.
Czyli jest coś, czego AI nie ogarnęła. I okazało się, że tym czymś była pieczątka?
Tak. Do tej pory była to jedyna fosa, która nas oddzielała od pełnej automatyzacji procesu. Ale teraz okazało się, że narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji są w stanie z wysoką skutecznością przeczytać te dokumenty i porównać je ze sobą, mimo że pieczątka trochę się różni. Dla nas oznacza to taką różnicę, że jeżeli wcześniej mieliśmy skuteczność 60 proc., czyli bezużyteczną, to teraz mamy 95 proc. Teraz możemy użyć tego rozwiązania i te pozostałe 5 proc. przerzucić do obsługi ręcznej. To jest przykład czegoś, czego nigdy nie zobaczysz w banku i klienci też tego nie zobaczą. Ale na przykład dokumenty papierowe, które niestety w Polsce też często nadal muszą do nas trafiać, będą szybciej przetwarzane mniejszym nakładem pracy. A jest to jedna z nudniejszych czynności, które można wykonywać – porównywać ze sobą dwa takie same dokumenty i sprawdzać, czy na pewno są takie same.
—not. jer
Partner rozmowy: mBank