Na szczepionkę czeka cały świat. Koncerny farmaceutyczne rozpoczęły wyścig z czasem, by uratować miliony istnień. Entuzjazm jest duży. Ale nikt na razie nie odpowiedział na pytanie, jak szczepionkę zaaplikować. Sprawny rząd potrafi zaplanować kilka ruchów do przodu. W Polsce takiej strategii ciągle nie ma, pora ją przygotować. Warto też przeprowadzić debatę, gdyż przemyślany wybór i przygotowanie społeczeństwa zdecydują o sukcesie masowych szczepień.

A sprawa nie jest prosta. Mamy bowiem na szali dwie wartości: indywidualne wolności obywatelskie oraz zdrowie i bezpieczeństwo publiczne. Czy zmuszać ludzi do szczepień, czy zagwarantować im wolny wybór?

Czytaj także: Polacy niechętni szczepieniom na Covid

Zwolennicy przymusu szczepień wskazują, że taki obowiązek już w Polsce istnieje. Brak szczepień dziecka może oznaczać grzywnę dla rodziców i inne sankcje pośrednie, np. nieprzyjęcie do żłobka czy przedszkola.

Oczywiście trudno o precyzyjne porównanie z antycovidową szczepionką. Obowiązkowe szczepionki stosuje się od dekad. Są bezpieczne w świadomości społecznej, bo zaaplikowano je milionom ludzi. W przypadku Covid-19 wchodzimy na nieznany teren. Ktoś musi przyjąć pierwszy wyprodukowany według przyspieszonych procedur lek, ktoś musi też wziąć odpowiedzialność za ewentualne skutki uboczne. Oczywiście badania kliniczne i procedury minimalizują ryzyko, nie wyeliminują jednak lęków społeczeństw przed nieznanym.

Jeden z najbardziej medialnych polskich wirusologów prof. Krzysztof Simon przyznał ostatnio, że „gdy ponad połowa Polaków deklaruje, że się nie zaszczepi, musimy pomyśleć o wprowadzeniu obowiązku szczepienia. Inaczej pandemia będzie trwała latami". Słyszy się też, że to zbyt poważna sprawa, aby pozostawić decyzję samym społeczeństwom i indywidualnym wyborom ludzi.

Wszelki przymus może jednak spowodować rosnący opór obywateli, którzy mogą nie godzić się na ingerencję w sferę ich wolności. Przymus to również sposób wzmacniania koronasceptycyzmu. A myślenie w kategoriach „globalnego spisku Billa Gatesa" wcale nie jest dziś marginesem. Na sztandary wzięła je Konfederacja, o koronastatystach w szpitalach mówiła też piosenkarka Edyta Górniak, co dobrze pokazuje stan umysłów niektórych celebrytów.

Takie postawy stwarzają ryzyko, że opór przeciwko szczepionce może stać się masowy, ze względu m.in. na lansowane wzorce. Przymus je tylko pogłębi.

Dlatego już dziś gabinet premiera Morawieckiego powinien przygotować społeczeństwo mentalnie do szczepień. Skuteczniejsza od przymusu i sankcji wydaje się tu edukacja, działania informacyjne, budowanie czegoś w rodzaju społecznego poczucia bezpieczeństwa. Istotny jest też „dobry przykład". To politycy, celebryci, ludzie opiniotwórczy powinni pierwsi przyjmować szczepionki, tworząc dla nich bezpieczny klimat.

W przeciwnym razie, jeżeli akcję puścimy na żywioł, miliony zakupionych ampułek będą zalegać w magazynach. W efekcie program masowych szczepień okaże się porażką, która pogrąży nie tylko rząd, pieniądze podatników, ale przede wszystkim zdrowie publiczne. Śmiercionośna pandemia znów wygra.