Wyobraźmy sobie następującą sytuację: kilka lat temu PiS postanawia rozliczyć komunistycznych sędziów. Ludzie, którzy skazywali na więzienie opozycjonistów walczących o wolność i wydawali wyroki w imieniu komunistycznej władzy narzucanej nam przez jeden z najbardziej zbrodniczych reżimów w historii, mieliby zostać wzięci pod lupę. W efekcie część miałaby zostać „zdegradowana” do funkcji asystenta sędziego lub po prostu z sądu całkowicie usunięta.
Czytaj więcej
Byli adwokaci i radcowie prawni, którzy zostali sędziami na skutek rekomendacji neo-KRS, zostaną asystentami sędziów. Akademicy trafią do Instytutu...
Dalej, wyobraźmy sobie fale protestów, jakie przetoczyłyby się przez kraj. Ogrom polsko-polskiej wojny, w której hasła „precz z komuną” ścierają się z „wolnymi sądami”, a organy unijne stanowczo interweniują. Straszne, prawda?
Adam Bodnar, Donald Tusk i „neosędziowie”. Co jest nie tak z reformą sądownictwa
Pozostaje więc zadać pytanie: dlaczego teraz jest tak cicho? Oto bowiem pojawia się projekt, wedle założeń którego tzw. neosędziowie mają zostać potraktowani właśnie w opisany powyżej sposób. Adwokaci i radcowie prawni, którzy otrzymali nominację sędziowską od uznawanej za wadliwą Krajowej Rady Sądownictwa, pozbawieni będą funkcji – zaoferowana ma być im rola starszych asystentów sędziów, którzy z czasem będą mogli ponownie podejść do egzaminu sędziowskiego.
Ludzie, którzy dysponowali powagą właściwą dla zawodu sędziego oraz przymiotem niezawisłości, mają stać się pomocnikami swoich kolegów z sądu. Mają odwalać robotę, którą ich koledzy im powierzą i cieszyć się, że ręka która zdjęła z nich togę sędziowską - a wraz z nią niezawisłość - kiedyś może im ją odda.
Nie budzi wątpliwości fakt, iż powołania grupy tzw. neosędziów były wadliwe. Nie budzi ich jednak także to, że od pięciu już lat wydają oni wyroki i postanowienia w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Że dysponują powagą i niezawisłością właściwą dla wymiaru sprawiedliwości, a zapisaną w Konstytucji. Zrozumiała jest potrzeba unormowania sytuacji, ale proponowany sposób zabrania się za to jest karygodny. To samo tyczy się pomysłu na „czynny żal”, z którego to określenia teraz minister Bodnar próbuje się wycofać.
Czyli uznajemy, że nie dość, iż sędziowie awansowani w 2019 roku z natury są winni i trzeba ich ukarać, to jeszcze powrót do poprzedniego stanowiska warunkuje się złożeniem upokarzającej samokrytyki.
A więc: sędziowie będą się korzyć przed opinią publiczną, a władza ustawodawcza zdegraduje konkretnych, znanych z imienia i nazwiska przedstawicieli władzy sądowniczej. I to wszystko w XXI-wiecznej Europie i w imię „przywracania praworządności”.
Czytaj więcej
Widać niekonsekwencję między aplauzem dla sędziego SN Kamila Zaradkiewicza, który publikuje listę sędziów powołanych jeszcze przez peerelowską Radę...
Neosędziowie, paleosędziowie i sędziowie z czasów komunizmu
Ktoś powie, że porównywanie problemu sędziów pokomunistycznych do „neosędziów” jest nieproporcjonalne. Że sędziowie powołani w latach 70. i 80. XX wieku to już – jak sparafrazowali Starszych Panów komicy z Kabaretu Moralnego Niepokoju – „starsi panowie”, którym „już nie to w głowie” i roztrząsanie ich statusu po tylu latach mija się z celem.
Ja zaś pokuszę się o inną tezę. Nieważne, czy mówimy o ostatnich rządach PiS, o pierwszym udziale tej partii we władzy w latach 2005-2007, czy o rządzie Jana Olszewskiego w latach 90. XX wieku – medialne i społeczne oburzenie wobec takiej lustracji „paleosędziów”, jaką proponuje się teraz wobec „neosędziów”, byłoby ogromne
Tymczasem w 2019 roku w polskich sądach powszechnych, według słynnej „listy Zaradkiewicza”, orzekało 746 sędziów powołanych przez Radę Państwa kierowaną przez Wojciecha Jaruzelskiego. W tym i ubiegłym roku z funkcji w Sądzie Najwyższym zrezygnowało dwóch sędziów, którzy w stanie wojennym skazywali opozycjonistów. Czy odpowiednio wcześniej należało ich rozliczyć i znieść ze stanowisk? Oczywiście – i mam tu na myśli tych, którzy brali czynny udział w walce z opozycją po stronie komunistycznej władzy, a nie tych, których pechem było urodzić się i zostać sędzią w złym momencie historii. Czy będzie jeszcze czas na takie rozliczenia? Nie mnie o tym decydować. Czy w takim razie, w imię niezawisłości, niezależności i powagi zawodu sędziego powinniśmy polubownie rozwiązać problem z tzw. neosędziami? Jak najbardziej.
Jeśli bowiem ktoś uważa, że sędziów powołanych przez reżim od stanu wojennego i korytarzy zdrowia nie należało ruszać i „było minęło”, a jednocześnie chce zniszczyć „neosędziów”, moim zdaniem powinien poważnie się zastanowić, czy polityczne emocje nie kierują jego oceną rzeczywistości.
Czytaj więcej
Nie wyobrażam sobie, aby w XXI wieku, w środku Europy, wymagano od kogokolwiek aby upokarzał się i składał tego rodzaju oświadczenia - powiedział w...