Długo, krótko to pojęcia nieostre. Trzeba je do czegoś porównać. Wtedy mają sens/znaczenie. Dla jednych 2 lata nie robić nic, dostawać za to jakieś pieniądze i być pieszczochem mediów to coś niemal godnego pozazdroszczenia.

Dla innych pozbawienie możliwości i wykonywania pracy i odebranie połowy wcześniejszej pensji to dramat. Popatrzmy na ten dylemat(?) przez pryzmat zwykłego obywatela lub małego przedsiębiorcy, któremu organ wmówił, że źle rozliczył podatkowo jakąś transakcję. Najprostszy jest przykład ze sprzedażą mieszkania. A właściwie z zamianą na większe, bo zwykłemu obywatelowi „zachciało się” mieć dziecko i musiał mieć o jeden pokój więcej aby normalnie żyli. Żadnego dochodu nie uzyskał, a wręcz przeciwnie wziął kredyt z banku, który z coraz wyższymi odsetkami spłaca.

Standardowo gardzący obywatelem i jego prawami fiskus poczekał 5 lat, bo dopiero wtedy nałożył na niego podatek dochodowy od całej ceny sprzedawanego mieszkania i oczywiście odsetki za te 5 lat. Najprawdopodobniej wskutek egzekucji tego człowieka nie będzie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Podupadnie na zdrowiu, duże prawdopodobieństwo, że żona od niego odejdzie. Może nawet popełni samobójstwo. Przyklejona zostanie do niego lata oszusta podatkowego, bo organ jeszcze z niego przestępcę zrobi, aby nie daj Boże wymyślony podatek się nie przedawnił.

Podobnie jest w przypadku małego przedsiębiorcy, który np. montował szafy wnękowe i fiskus po 10 latach wpadł na pomysł, że bez zmiany przepisów zmieni mu stawkę podatku VAT z 8% na 23%. Taki przypadek przed kilku laty spotykał grupę około 20 tysięcy małych firm. Wsteczna zmiana stawki VAT za 5 lat to likwidacja miejsc pracy, firmy dorobku życiowego. Bo z czego go zapłacić – tych pieniędzy nigdy nie było.

To że takie podatki to zwykła grabież nikogo nie interesuje. To, że na rozprawę przed NSA czeka się nie 2 lata, a 3-4 lata tez nikogo nie interesuje. To, że najprawdopodobniej przegra sprawę, w której ma racje tez nikogo nie interesuje. A nawet jak przypadkiem wygra to dalej na zwrot pieniędzy będzie czekał całymi latami. Bo sąd tylko uchyla decyzje. Musi napisać uzasadnienie wyroku. Pomimo 1 miesięcznego terminu może to trwać dobre pół roku. Potem akta przez długi czas wędrują miedzy sądami a organem. Potem organ musi od nowa przeprowadzić postepowanie i wcale nie wiadomo czym ono się zakończy. Cały czas pieniądze tego obywatela będą u fiskusa. Jak dożyje to może je dostanie z powrotem

Może przykład s. Tulei pokaże, że problem łamania naprawdę elementarnych praw obywateli/przedsiębiorców przez państwo jest szerszy, głębszy? Może media powinny naciskać na władze aby co do zasady zaprzestała przedmiotowego traktowania obywateli?

Czytaj więcej

Po 740 dniach zawieszenia sędzia Igor Tuleya został dopuszczony do pracy