W dniu 11 kwietnia 1995 r. wniosek o wprowadzenie do konstytucji przepisu, że „władze publiczne są obowiązane prowadzić politykę zapewniającą każdemu obywatelowi mieszkanie”, poparło 13 członków Komisji. Dziewięciu było przeciw, siedmiu wstrzymało się od głosu. Wersję „władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w tym wspierają ich działania zmierzające do uzyskania własnego mieszkania” poparło 19 członków Komisji. Pięciu było przeciw, czterech wstrzymało się od głosu.

Co więcej, twórcy konstytucji akurat w tym punkcie doskonale rozumieli, co uchwalają. Jak nietrudno zauważyć, „sprzyjać” czy „wspierać”, a być zobowiązanym do „zapewnienia” mieszkania, to zupełnie inna bajka. A przypomnę, że twórcy konstytucji dyskutowali też i o tym, czy „państwo prawne” ma tylko „kierować się zasadami sprawiedliwości społecznej”, czy może ma je „urzeczywistniać”. W tym wypadku stanęło na urzeczywistnianiu. Nie ma więc wątpliwości, że „duch konstytucji” przesądził jednoznacznie, że mieszkanie jest jednak ordynarnym, kapitalistycznym towarem.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Ciąg dalszy poszukiwań ducha konstytucji

Ale to nie koniec niespodzianek. Bo obrońcy prawa do mieszkania bronią też tych, którzy mają mieć prawo do ochrony przed dyskryminacją. A o tym też była gorąca dyskusja – przed jaką dyskryminacją państwo ma obywateli bronić. Prof. Andrzej Rzepliński, który w pracach Komisji Konstytucyjnej reprezentował prezydenta Wałęsę, stwierdził, że ewentualne przyjęcie zgłoszonej poprawki o zakazie dyskryminacji z powodu „orientacji seksualnej” spowoduje, że „osoby o odmiennej orientacji mogłyby się skutecznie domagać – jeżeli konstytucja byłaby poważnie traktowanym aktem prawnym – natychmiastowej zmiany prawa rodzinnego i prawa do zawierania związków małżeńskich oraz prawa do posiadania rodziny”.

Ale ta akurat poprawka (w odróżnieniu od prawa do mieszkania) przeszła. Jednak z tekstu ostatecznego, jak wiadomo, zniknęła. Takie tam „lub czasopisma”. „Duch konstytucji” jakoś zainterweniował i enumeratywne wyliczanie różnych przyczyn dyskryminacji zastąpiono „jakąkolwiek przyczyną”.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI