Długo nie poznamy jeszcze realnej skali inflacji. Eksperci, którzy mają mniej danych niż rząd czy NBP, nie pozostawiają wątpliwości, że te kwietniowe 12,3 proc., które podał GUS, to nie jest jej ostatnie słowo. Krytycznie patrzą też na rządowe pomysły tarcz antyinflacyjnych, które na dodatek nie wydają się skoordynowane z polityką pieniężną prowadzoną przez organy banku centralnego, a ich efekty – odroczone w czasie – mogą być przeciwne do zakładanych.

Czytaj więcej

Hamowanie inflacji oznacza zwolnienia pracowników. Kto pierwszy dostaje wypowiedzenie?

I w tej ponurej rzeczywistości znajdzie się sektor prywatny. Firmy, które w obliczu utraty przychodów będą zmuszone solidnie ciąć koszty. I zwalniać pracowników. Ale kogo lepiej zwolnić? Rutyniarza, który wkrótce wejdzie w przedemerytalny okres ochronny, i w jego miejsce przyjąć młodego niedoświadczonego? Pracownicę, która dopiero co wróciła po urlopie wychowawczym i już nie przysługuje jej z tego tytułu ochrona? Same trudne decyzje. Zwolnić i przygotować się na długotrwały proces przed sądem pracy? Przegrana może oznaczać konieczność wypłaty trzech pensji – chyba że zwalnia się osobę chronioną, wtedy po przegranej należą się jej pieniądze za cały okres prowadzenia sporu.

Wydaje się jednak, że przez kryzys lepiej przejść, nie pozbywając się z firmowego pokładu ludzi mądrych doświadczeniem życiowym, którzy z niejednego pieca już jedli chleb. Oni, w zestawieniu z młodymi i pełnymi entuzjazmu ludźmi chętnymi do uczenia się nowych rzeczy, mają szansę na pomyślną żeglugę między inflacyjnymi rafami.

Pod ochroną przed zwolnieniem są też związkowcy, członkowie organów samorządu terytorialnego czy zawodowego, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Swoją drogą ciekawe, czy dla ochotników z tej formacji ma znaczenie bezpieczeństwo pracownicze i czy nabierze to większego znaczenia w przyszłości.

Praktyka zwalniania doświadczonych zawodowców i przyjmowania w ich miejsce za dużo mniejsze pieniądze nowicjuszy zwanych „matysiakami” („Ma tysiaka i powinien być zadowolony”) dorobiła się już wieloletniej tradycji. „Zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować” – podsumował prawie sto lat temu Lejzorek Rojtszwaniec, bohater książki Ilii Erenburga. Tylko że wtedy królowała leninowska Nowaja Ekonomiczeskaja Politika, a nie wolny rynek.