Decyzja o wprowadzeniu na obszarze przygranicznym we wschodniej części kraju stanu wyjątkowego wywołuje sprzeczne reakcje. Nie znamy wszystkich okoliczności branych pod uwagę przez organy posiadające kompetencje do rozstrzygania, jednak zakres informacji podanych do publicznej wiadomości musi wywoływać zdumienie. Wskazanie „stanu na granicy" jako syntetycznego określenia okoliczności uzasadniających ten nadzwyczajny sposób postępowania trudno uznać za realizację ustawowego i konstytucyjnego obowiązku przedstawienia opinii publicznej informacji o zaistnieniu podstaw do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Nie sposób także przyjąć, że enigmatyczne sformułowanie wyjaśni komukolwiek, co przesądza, iż stosowane dotychczas z dużą dozą determinacji środki zaradcze okazały się niewystarczające. Problem zasadności wprowadzenia stanu wyjątkowego w rozumieniu konstytucyjnym pojawia się w przestrzeni publicznej po raz kolejny w stosunkowo krótkim czasie.

Najpierw przedmiotem sporów była kwestia wprowadzania stanu klęski w związku z pandemią Covid-19. Przedstawiciele władzy z uporem godnym lepszej sprawy przekonywali, że okoliczności związane z zapobieganiem i zwalczeniem pandemii pod żadnym pozorem nie uzasadniały wykorzystania konstytucyjnej konstrukcji stanu wyjątkowego. Prawa i wolności obywatelskie w niektórych przypadkach nad wyraz głęboko i drastycznie ograniczano na mocy przepisów – ustawowych i podustawowych – wprowadzanych naprędce, bez namysłu, chaotycznie i bez koncepcji organizacji życia społecznego w tym szczególnym okresie. Stanowisko przeciwne, prezentowane przez znaczącą część świata prawniczego, było konsekwentnie ignorowane.

Pozostanie z nami przekonanie, że rezygnacja z odwołania się do stanu klęski żywiołowej wynikała z kalkulacji politycznej związanej z determinacją co do przeprowadzenia wyborów na urząd prezydenta RP. Konsekwencje tego sposobu działania dostrzegalne są każdego dnia w orzeczeniach stwierdzających, iż restrykcje i sankcje związane z regulacjami dotyczącymi zapobiegania i zwalczenia epidemii pozbawione były właściwych podstaw konstytucyjnych. Z tego powodu podejmowane przez organy władzy decyzje są uznawane za niezgodne z prawem i uchylane. Spory w tym zakresie towarzyszyć nam będą przez lata. Przy czym najistotniejsze kwestie prawne stoją dopiero przed nami, co widać zwłaszcza, gdy pomyśleć o skali roszczeń odszkodowawczych, które obywatele zamierzają kierować przeciwko władzy.

W przypadku zdarzeń związanych z grupką uchodźców zamierzających przedostać się na terytorium RP przez granicę z Białorusią władza reagowała od początku nad wyraz stanowczo i jednoznacznie. Wobec tych działań wybrzmiewała krytyka publiczna piętnująca naruszenia podstawowych praw człowieka czy wręcz wypadki kwalifikowane jako tortury. Prawna kontestacja wybrzmiewała z postanowień Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 25 sierpnia 2021 r. o zastosowaniu środka tymczasowego w sprawach Amiri i inni przeciwko Polsce (42120/21) oraz Ahmed i inni przeciwko Łotwie (42165/21), zobowiązujących władze do zapewnienia wszystkim osobom przebywającym na granicy żywności, wody, odzieży, opieki medycznej, a także, jeśli to możliwe, tymczasowego schronienia.

W tym kontekście wprowadzanie stanu wyjątkowego na części terytorium wymaga nie tylko zaistnienia określonych w konstytucji przesłanek, ale także ich klarownego przedstawienia opinii publicznej przez organy podejmujące decyzję o skorzystaniu z tej nadzwyczajnej instytucji. Tego nie tylko nie uczyniono, ale dodatkowo wprowadzono zaskakujące ograniczenia, których konieczności trudno doszukać się w okolicznościach kryzysu na granicy wschodniej.

Nie podejmując próby oceny przesłanek związanych z potrzebą ochrony granic – polskiej i unijnej – krytycznie odnieść należy się do restrykcji w sferze wolności zgromadzeń, obecności na miejscu przedstawicieli prasy, możliwości rejestracji i przedstawiania opinii publicznej informacji dotyczących dalszego rozwoju sytuacji. Wszystkie te ograniczenia godzą w prawo do informacji oraz monitorowania przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego sposobu działania władzy publicznej. W perspektywie znanych zagrożeń związanych z kryzysem na granicy wschodniej restrykcje w sferze związanej z wolnością zgromadzeń, wolnością prasy i prawem do informacji jawią się jako nieuzasadnione z uwagi na naruszenie zasady proporcjonalności.

Nie istnieją nie tylko poważne, ale wręcz żadne zagrożenia, których przeciwdziałaniu miałby służyć stan wyjątkowy. Rodzi to niepokojące skojarzenia, że w istocie celem działania jest nie tyle i nie tylko stworzenie prawnych podstaw do ochrony granic RP, ile wyłączenie możliwości prezentowania informacji o sposobach działania na granicy i w konsekwencji wyłączenie kontroli publicznej. To zaś mechanizmy, których władzy publicznej bez spełnienia określonych w konstytucji przesłanek używać nie wolno.

Zestawiając ze sobą dwie postawy władzy: tę z początkowego okresu pandemii, gdy realizując instrumentalne cele polityczne nie wprowadzono stanu klęski żywiołowej, oraz tę aktualną, gdy nawet nie próbując uzasadnić istnienia zagrożeń w sferze związanej z prawem do informacji oraz działalnością mediów, wprowadzono rozwiązania naruszające porządek konstytucyjny, pojawia się przekonanie o instrumentalnym działaniu. Władza odmawia wprowadzenia lub wprowadza stan wyjątkowy wtedy, gdy dostrzega w regulacjach wyjątkowych możliwość realizacji własnych celów. Podstawowe przesłanki konstytucyjne nie mają istotnego znaczenia. Nie mieliśmy więc stanu klęski żywiołowej wtedy, gdy jego wprowadzenie w sposób wręcz oczywisty wynikało z okoliczności zewnętrznych, i mamy częściowy stan wyjątkowy teraz, gdy okoliczności na potrzebę i zasadność jego wprowadzenia w takim zakresie nie wskazują. W jednym i drugim przypadku realizowane są pewne cele, których z perspektywy praw i wolności obywatelskich uzasadnić jednak nie sposób.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami