Gdy przeczytałem tekst z dnia 26 lipca 2021 roku w „Rz", napisany przez członka neo KRS i Prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie, Dagmarę Pawełczyk – Woicką ("Dowód na niezawisłość. Młot na czarownice"), przez myśl przebiegły mi różne obrazy z przeszłości. W końcu uznałem, że dobre samopoczucie, które nie opuszcza Jej i innych członków neo KRS, o czym świadczy chociażby ostatnie stanowisko tego gremium, wymaga kilku słów refleksji, niejako z drugiej strony.

Moje pierwsze spostrzeżenie było takie, że to na wstępie smutny tekst, pełen żalu, zawiedzionej miłości do Izby Dyscyplinarnej i częściowo Izby Kontroli, które według Autorki „zdradziły" jej KRS na rzecz piękniejszego i bogatszego TSUE. Zawiedziona miłość spowodowała, że Pani Prezes oskarża niewierne Izby o „przejawy desperacji" w poszukiwaniu autolegitymzacji i wdzięczenie się do europejskiego trybunału, które jednak, mimo wszystko, jak w klasycznych baśniach i tak prowadzą do odrzucenia.

Kolejne wrażenie było zaś takie, że mimo używania pojęć „sofizmat", „koncepcje filozoficzno – prawne", „związki przyczynowo skutkowe", „imperatyw wewnętrznego orzekania", zarówno w sferze argumentacji i samego wywodu, jest to tekst bardziej „okiem niewinnego dziecka", jak sama Autorka zaznacza we wstępie, niż opinia prawna.

Próbując więc dorównać temu spojrzeniu, mogę podzielić się swoją garścią refleksji niewinnego dziecka.

Przede wszystkim, mam głębokie przekonanie, że ograniczanie pojęcia niezawisłości do wewnętrznych przeżyć sędziego („imperatyw moralny"), i całkowite negowanie znaczenia otoczenia, w którym on funkcjonuje, to koncepcja ryzykowna, by nie powiedzieć niebezpieczna i chyba już przestarzała.

Można bowiem zadać pytanie jaki będzie „imperatyw moralny" sędziów awansowanych zbiegiem okoliczności według list poparcia do neo KRS, kiedy wezwie protektor(ka) lub gdy odezwie się upragniony telefon od Premiera w sprawie Izby Dyscyplinarnej? Jaki może być „imperatyw moralny" u sędziów, których kariera zawodowa zależała od 267 głosów polityków i dalej u ludzi przez nich wskazywanych, gdy przyjdzie decydować o losie osób związanych z konkretną „formacją polityczną" (określaną jako „nasza" przez sędziego-ministra) albo w sprawie obowiązującego światopoglądu, a za rogiem czai się Wielki Inkwizytor Dyscyplinarny?

Nie znamy odpowiedzi na te pytania. A skoro ja ich nie znam i obywatel ich nie zna, a pozostają wątpliwości, to znaczy, że wyśmiewany przez Panią TSUE ma rację (por. teza 58-61, 91 i n., szczególnie t. 112 wyroku z dnia 15 lipca 2021 roku, C- 791/19).

Pani Prezes w swoim tekście pisze o samozwańczych autorytetach i podejrzewam, że takim może być dla niej prof. Matczak (aka Tata Maty), który z wnikliwością naukowca, ale i prostotą tłumaczy: „Niezawisłość wewnętrzna sędziego jest jak wewnętrzna zdolność kapitana samolotu, aby nie podporządkować się naciskom pasażerów. Zewnętrzny wymiar niezawisłości obrazuje zasada sterylności kokpitu – nikogo nie ma w nim być, nikt nie ma pilotowi przeszkadzać w staraniach, aby bezpiecznie wylądować."

Dzisiaj do kokpitu może wejść każdy (niektórzy piloci tego nawet oczekują, w swej bezradności). Wybór kapitana pośrednio przez pasażerów, którzy maja wpływ na jego zawodowe losy, albo którzy według własnego widzimisię zakazują korzystania z pewnych urządzeń (na co też zwrócił uwagę TSUE – por. teza 115 wyroku z 15 lipca 2021 roku), uzależnia go od ich nastrojów i humoru. To właśnie w polskich realiach, gdy dramatycznie pulsują lampki „pull up" i „terrain ahead", odnotowuje TSUE i temu się sprzeciwia, w imię obrony wspólnych wartości, które zostały przyjęte w referendum akcesyjnym.

Dalej, z pewnym zaskoczeniem odnotowałem, że zgadzam się z tezą Autorki, iż sposób rekrutacji do służby ma znaczenie z punktu widzenia wartości merytorycznej (choć pewno odmiennie niż Ona, nie uważam tego za jedyny związek) czyli – jak pisze – „czy sędzia jest mądry czy głupi". Muszę jednak zauważyć, zarówno z perspektywy krakowskiej jak i obserwatora nagrań z posiedzeń neo KRS, że członkowie tego gremium wydają się rzadko korzystać z tej wiedzy, chyba promując ludzi słabych merytorycznie i niedoświadczonych, ale za to być może posiadających inne cechy, które raczej nie wzmacniają „imperatywu moralnego", o którym mowa była wyżej.

Wreszcie dochodząc do kwestii legitymizacji władzy sądowniczej Pani Prezes prześlizguje się nad problemem oligarchizacji Państwa (bynajmniej nie odnosząc jej do dzisiejszego stanu rzeczy) i wypowiada, skądinąd niekwestionowaną, tezę o konieczności demokratycznej legitymizacji władzy sądowniczej. Wskazuje przy tym na Prezydenta jako przedstawiciela Narodu, by wbić sztylet przeciwnikom znaną tezą o wszechuzdrawiającej mocy jego decyzji, która powinna być „wystarczająca dla nowopowołanych sędziów". Spłycenie kwestii legitymizacji władzy sądowniczej jedynie do aktu nominacji wręczanego przez wybranego w wyborach powszechnych Prezydenta jest moim zdaniem nie tylko błędem, ale próbą zamknięcia ust wyświechtanym frazesem o woli narodu. W istocie kwestia ta jest o wiele bardziej skomplikowana. Po części zwraca uwagę na to Trybunał strasburski w sprawie Astradsson (t. 279 i in), a po części bogata literatura przedmiotu. Wydaje się, że Autorka bezrefleksyjnie powtarza „przekaz dnia" o demokratycznie wybranym Prezydencie, z silną legitymacją społeczną, co ma zakończyć dyskusję, gdy tymczasem już od pewnego czasu wymiar instytucjonalny legitymizacji jest niewystarczający. Zgoła czym innym jest z kolei problem, czy przy obecnej neo KRS i widocznym antykonstytucyjnym nastawieniu władzy ustawodawczej i wykonawczej, można w ogóle mówić o zapewnieniu legitymizacji, nawet instytucjonalnej, przez obecną władzę. Profesor J. Zajadło w mediach społecznościowych słusznie zauważył, że rządzący – i ich poplecznicy (przyp. mój) - sposobem sprawowania władzy, doprowadzili do czegoś w rodzaju samodelegitymizacji. Pozostawiając jednak ten wątek na boku, trzeba stwierdzić, że od pewnego czasu znaczenia nabiera dynamiczne ujęcie legitymizacji społecznej (Burdziej), która nie jest czymś trwałym i statycznym. Sądy czy sędziowie są nieustająco legitymizowani do sprawowania władzy sądowniczej nie tylko przez udział w ich powołaniu organów przedstawicielskich pochodzących z wyboru, ale przede wszystkim poprzez odpowiednie traktowanie obywateli, co zakłada wybór kandydatów, którzy mogą podołać temu zadaniu. To, jak rozumiem, jest jednak poza zainteresowaniem członków neo-KRS.

Wracając już do samego tekstu Prezes Pawełczyk – Woickiej, mam wrażenie, że swoim wystąpieniem Autorka, nie tyle wyraża jakąś opinię prawną, ile pragnie podtrzymać na duchu neo-sędziów, w tym samą siebie (i ewentualnych kandydatów), którzy teraz po wyroku przed ETPCz w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce i Xeroflor przeciwko Polsce, a także w kontekście wyroku w sprawie Astradsson przeciwko Islandii, wraz z uzupełniającymi wywodami TSUE, nie powinni mieć wątpliwości, ze tworzą organy, które nie spełniają w obecnej sytuacji warunków, aby traktować je jako „sąd" w rozumieniu art. 6 EKPCz, ale przecież i art. 45 Konstytucji RP. Wreszcie być może i sami nie zostali „sędziami" tego szczebla, który sobie wymarzyli, wykorzystując niekonstytucyjny obrót spraw.

W mojej ocenie fragment ten jest w gruncie rzeczy optymistyczny. Jeżeli ktoś bowiem przebrnął przez cały Jej tekst, może mieć nadzieję. Widać bowiem, że wołanie z dochodzi z bunkra, a huk prawniczej artylerii jest coraz bliżej.

I już naprawdę na koniec tej polemiki chciałbym uspokoić Panią Prezes. Mam nadzieje, że nie będzie żadnej weryfikacji, polowania na czarownice, sprawdzania kto z kim sympatyzował. Będzie po prostu możliwość przeprowadzenia ponownych, uczciwszych, tym razem zgodnych z Konstytucją procesów nominacyjnych, przy udziale w pełni legalnych organów. A to, że - jak pisze Autorka – „to nie jest koniec historii", to prawda. Koniec Waszej historii będzie wtedy, gdy osoby współdziałające przy konstytucyjnym zamachu stanu, staną co najmniej przed sądami dyscyplinarnymi. Nie interesuje mnie to, z jakim skutkiem. Ważne, żeby każdy miał prawo do bezstronnego, niezależnego sądu, ustanowionego ustawą, a więc takiego, który dziś jest odmawiany sędziom Beacie Morawiec, Igorowi Tulei, Pawłowi Juszczyszynowi i wielu innym, a powoli także każdemu obywatelowi.