Frankowicze od dawna czują się jak włóczędzy w dramacie Samuela Becketta, którzy czekają przy drodze na Godota, który ma być ich zbawieniem, a jednak on nigdy się nie pojawia.

Przełomów w sprawach frankowych miało już być kilka. Poczynając od słynnego wyroku w sprawie państwa Dziubaków i kilku orzeczeń TSUE z tego roku. Wydawać mogłoby się, że lata, które minęły od pierwszych pozwów frankowiczów, to wystarczający czas na ukształtowanie krajowej linii orzeczniczej.

Czytaj także:

Sąd Najwyższy wytycza kompromis ws. kredytów frankowych

Sąd Najwyższy i fortele w stylu Zagłoby

Tymczasem frankowicze wciąż muszą czekać. Tym razem na odkładaną uchwałę Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Po latach oczekiwań w dniu zaplanowanym na podjęcie uchwały życie znów przypominało bardziej kiepską powieść. Najpierw komunikat o podłożonej bombie w budynku sądu, a później lakoniczny komunikat zamiast długo oczekiwanej uchwały o konieczności zwrócenia się do pięciu instytucji publicznych o opinię w sprawie. Kolejny termin wyznaczony na 2 września też wydaje się być niepewny. Problemy wokół Izby Dyscyplinarnej oraz spekulacje prasowe, że nie będzie uchwały ze względu na konflikt pomiędzy sędziami, nie napawają optymizmem. Również słowa pierwszej prezes SN, że uchwała z „całą pewnością" będzie, ponieważ ma „plan awaryjny", nie dają rękojmi, a raczej przypominają fortele Zagłoby, jak uwolnić się z opresji.

Niepytany rzecznik konsumentów

Sąd Najwyższy postanowił o kredyty indeksowane do franka zapytać nawet rzecznika praw dziecka, a pominął rzeczników konsumentów, którzy od wielu lat wspomagają frankowiczów na salach sądowych. Powiatowy rzecznik konsumentów w Poznaniu, przedstawiając istotny dla sprawy pogląd, pisze, że czuje się upoważniony do zabrania głosu w sprawie z uwagi na doświadczenia między innymi zebrane w toku spraw z pozwów grupowych klientów, złożonych siedem lat temu, które pozostają wciąż w fazie wstępnej postępowania. Za najważniejsze w dochodzeniu roszczeń wynikających z zastosowania nieuczciwych warunków umownych w umowach kredytowych denominowanych czy indeksowanych rzecznik uważa przewidywalność rozstrzygnięć sądowych, zarówno w aspekcie merytorycznym, jak i czasowym. Trudno oprzeć się wrażeniu – pisze rzecznik w swojej opinii – że po wydaniu przez TSUE wyroku w sprawie C-260/18, Dziubak, z 3 października 2019 r., zasadniczy dylemat, z którym mierzą się sądy, polega na przyjęciu jednej z dwóch sankcji zastosowania nieuczciwych warunków umownych: nieważności całej umowy i bezskuteczności częściowej w zakresie klauzul walutowych. Obydwa rozwiązania są w swojej istocie korzystne dla konsumenta. Za podstawową przeszkodę utrudniającą konsumentowi skuteczne dochodzenie roszczeń uważa się nieprzewidywalność czasu trwania procesu na tle generalnego problemu długotrwałości procesu. Problem – pisze rzecznik – polega nie tylko na tym, że konsument długo czeka na wydanie prawomocnego orzeczenia, ale na tym, że nawet nie wie, ile przyjdzie mu czekać. Podkreśla również, że występujące w masowej skali zjawisko oczekiwania sądów powszechnych na wyjaśnienie przez Sąd Najwyższy wszystkich kwestii drastycznie pogłębia problem długotrwałości postępowań i nieprzewidywalności czasu ich trwania.

Karuzela z opiniami

Rzecznik uważa również za konieczne odniesienie się do niektórych wątków pojawiających się w pięciu opiniach instytucji publicznych, zapytanych przez Sąd Najwyższy. Po pierwsze, nie jest prawdą – uważa rzecznik – że problem kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych wynika ze zmian kursu złotego w czasie obowiązywania umów, a nie z ryzyka walutowego, którym konsument został obciążony w momencie zawierania umowy, jak piszą w swoich opiniach Urząd Komisji Nadzoru Finansowego i Narodowy Bank Polski. Dla wszystkich powinno być oczywiste, że wpływ zmian kursu walutowego na wysokość świadczeń stron wynika z warunków umowy, które taką zależność ustanawiają. Z orzecznictwa TSUE wynika, że z art. 3 ust. 1, art. 4 ust. 2 oraz art. 5 dyrektywy 93/13/EWG należy wyprowadzić wniosek, że sprzeczne z dobrymi obyczajami w randze podstawowych zasad porządku prawnego jest naruszenie obowiązków informacyjnych przez profesjonalistę (tu: bank) w zakresie ryzyka (walutowego) wywoływanego przez oferowaną umowę (wyrok TSUE z 20.09.2017, C-186/16 Andriciuc, pkt 47–50, wyrok TSUE z 10.06.2021, C-776/19 BNP Paribas Personal Finance, pkt 74). Ostatnio TSUE podkreślił też, że nie do pogodzenia z zasadami dobrej wiary jest wywoływanie po stronie klienta w długoterminowej umowie kredytowej ryzyka walutowego, które jest nieadekwatne do węzła prawnego zawiązywanego taką umową (wyrok TSUE C-776/19 BNP Paribas Personal Finance, pkt 100–101, 103). W tym ujęciu dowolność w ustalaniu wysokości kursu przeliczeniowego przyznana bankowi w treści umowy kredytowej stanowi tylko dodatkowy czynnik zwiększający i tak niedopuszczalną ekspozycję klienta na ryzyko walutowe.

Rzecznik uznaje za nieprawdziwą tezę ze stanowiska UKNF dopuszczającą kreowanie po stronie kredytobiorcy ryzyka walutowego przy okazji długoterminowego kredytowania hipotecznego. Stanowisko UKNF jest wprost sprzeczne z tezą ww. wyroku TSUE C-776/19, pkt 100–101, 103.

Nie jest też uprawnione twierdzenie prezentowane przez UKNF, że co do zasady konsumenci byli informowani należycie o ryzyku walutowym i że przeciętny konsument powinien być świadomy tego ryzyka. Takie twierdzenie jest wprost sprzeczne ze stanowiskiem TSUE przedstawionym w wyroku C-186/16 Andriciuc, pkt 47–48, który stanowi, że bank powinien w treści pisemnej umowy zawrzeć informację o tym, o ile wzrośnie saldo i rata w razie drastycznej zmiany kursu walutowego. Wspomniana informacja powinna obejmować kontekst gospodarczy, w jakim wskazane ryzyko się pojawia, np. umacnianie się CHF wobec wszystkich walut w XX wieku czy niedopasowanie charakterystyki ryzyka walutowego do długoterminowej umowy kredytowej (jak w ww. wyroku TSUE C-776/19, pkt 74).

Bezpodstawne jest też twierdzenie, że na „to, co wydarzyło się po 15 września 2008", nie można było się przygotować (stanowisko UKNF). U źródła przyczyn, dla których według rzecznika klienci banków masowo kwestionują umowy kredytu denominowanego lub indeksowanego, jest ziszczenie się ryzyka walutowego. Zdarzenie to miało postać wzrostu kursu CHF (w mniejszym stopniu EUR, USD i JPY) wobec PLN.

Banki zabezpieczyły własne ryzyko walutowe przez transakcje na rynku międzybankowym. Pozostało jednak ryzyko walutowe klienta, które ma przełożenie na sytuację finansową banku w postaci ryzyka kredytowego (ryzyko wstrzymania spłaty rat przez kredytobiorcę) oraz ryzyka prawnego (ryzyko przegrania procesu z kredytobiorcą). Zasadniczo pozbawione znaczenia są więc teoretyczne i praktyczne problemy przewidywania kursów walutowych – pisze rzecznik do Sądu Najwyższego.

Nie może mieć żadnego znaczenia fakt, że motywacją części czy nawet wszystkich klientów było zaciągnięcie kredytu z niższym oprocentowaniem i „niższą historyczną bieżącą ratą" (stanowisko UKNF). Rozsądnie działający klient banku powinien wybrać tańszą z dwóch ofert, przy tym zakładając, że obie oferty są uczciwe i legalne. Zasad współżycia społecznego nie można uchylić za dodatkową opłatą lub w zamian za upust. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie zaufania konsumenta przez tłumaczenie wprowadzania nieuczciwych warunków umowy, wprowadzaniem innych warunków, które są bardziej korzystne niż standard rynkowy. Taki nieuczciwy argument jest określany jako „argument cenowy".

Sugestia, że ochrona konsumenta przed nieuczciwymi warunkami w umowach kredytu denominowanego lub indeksowanego do waluty obcej może zagrażać stabilności całego sektora bankowego (stanowisko UKNF oraz stanowisko NBP), wskazywałaby, że sektor ten nie jest w stanie funkcjonować na uczciwych warunkach. Rzecznik podkreśla w swoim wystąpieniu, że przytoczony tu sposób rozumowania jest fundamentalnie sprzeczny z pkt 7 preambuły dyrektywy 93/13/EWG, który stanowi, że środki przewidziane w dyrektywie mają służyć uzyskaniu przez „sprzedawców towarów i dostawców usług wsparcie związane z prowadzoną przez nich działalnością sprzedaży towarów i świadczenia usług zarówno w kraju, jak i na obszarze rynku wewnętrznego; zatem stymulowanie konkurencji przyczyni się do wzrostu możliwości wyboru dla obywateli Wspólnoty jako konsumentów".

Nie jest prawdą według rzecznika, że odesłania do tabeli kursowej ustalanej w przyszłości jednostronnie przez bank były kiedykolwiek akceptowane w polskim systemie prawnym (stanowisko UKNF). W orzecznictwie Sądu Najwyższego od początku transformacji ustrojowej podkreśla się konsekwentnie, że jednostronne ustalanie wysokości świadczeń przez bank jest nie do pogodzenia zarówno z naturą umowy cywilnoprawnej, jak i z zasadami współżycia społecznego, w tym z zasadą równości faktycznej i zasadą sprawiedliwości kontraktowej.

Wynagrodzenie za korzystanie z kapitału

Poszukiwanie w przedłożonych Sądowi Najwyższemu opiniach podstawy do przyznania bankowi wynagrodzenia za korzystanie z kapitału jest nieuzasadnione (chodzi o stanowiska UKNF i NBP). W szczególności nie jest uprawnione poszukiwanie miernika takiego wynagrodzenia w stawce oprocentowania wg stawki WIBOR, skoro – jak wskazuje stanowisko UKNF – przedmiotowe umowy były zawierane w celu uniknięcia zastosowania tej stawki.

W podsumowaniu swojej opinii rzecznik konsumentów podkreśla, że naliczanie wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału w wyniku nieważności umowy zawierającej nieuczciwe warunki wprowadzone przez przedsiębiorcę byłoby obejściem art. 6.1 dyrektywy 93/13/EWG, wskazującego na efekt odstraszający przed podobnymi praktykami w przyszłości jako jeden z celów sankcji.

Naliczanie takiego wynagrodzenia byłoby też sprzeczne z zasadą przejrzystości i jednoznaczności umów konsumenckich wg art. 4.2 i art. 5 dyrektywy 93/13/EWG oraz art. 385 § 2 zd. 1 i art. 3851 § 1 zd. 2 k.c. Klauzule generalne i zwroty niedookreślone nie przechodzą testu transparentności, co podkreślił TSUE w wyroku C-260/18 Dziubak (pkt 61–62).

Naliczanie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału byłoby sprzeczne z obserwacją poczynioną w orzecznictwie sądów powszechnych – zauważa rzecznik. Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z 3.01.2020, XXV C 2514/19 w sprawie Dziubak wskazał, że rozpatrywana sytuacja najbliższa jest a rebours lokacie avista, gdzie klient jest depozytariuszem, a bank deponentem. Bank w każdej chwili mógłby żądać zwrotu tak „zdeponowanych" pieniędzy (uchwała SN z 15.09.2020, III CZP 87/19). Lokata avista od lat jest oprocentowana stawką 0 proc.

Sąd Najwyższy w wyroku z 11.12.2019 V CSK 382/18 wskazał, że należy tu rozważyć analogiczne zastosowanie art. 224 k.c. Na gruncie tego przepisu posiadacz nieruchomości w dobrej wierze nie płaci wynagrodzenia. Być może to odwrotne roszczenie konsumenta wobec banku miałoby szanse powodzenia przy założeniu złej wiary banku.

Skutkiem hipotetycznego uwzględnienia żądania banku o zapłatę bezumownego wynagrodzenia za kapitał byłoby wytworzenie sytuacji, w której przedsiębiorca stosujący niedozwolone postanowienia umowne nie tylko nie odniósłby negatywnych skutków związanych z ich stosowaniem, ale uzyskałby niewiele mniejszą, porównywalną albo nawet większą korzyść niż wynikająca z wykonania umowy. Byłoby to oczywiście sprzeczne z intuicyjną, moralną, ale i prawną zasadą „czystych rąk".

Powolne młyny sprawiedliwości

Powiatowy rzecznik konsumentów w Poznaniu, który w imieniu klientów złożył pozew grupowy przeciwko Getin Noble Bank przeszło siedem lat temu, za najważniejsze uważa jak najszybsze podjęcie uchwały, która definitywnie rozstrzygnie kluczowe wątpliwości i przyczyni się do radykalnego skrócenia czasu oczekiwania na wyrok. Na budynku sądu w Alexandrii (Wirginia, USA) jest napisane Justice delayed justice denied (Spóźniona sprawiedliwość to tej sprawiedliwości odmowa). Pojęcie to pochodzi z angielskiej Magna Charta z 1215 r. W polskich realiach obowiązuje inna paremia: „Młyny sprawiedliwości mielą powoli". Oby te młyny nie zmieliły klientów, a z nimi młynarza.

Beata Komarnicka-Nowak, radca prawny

dr Mariusz Korpalski, radca prawny

Komarnicka Korpalski Kancelaria Prawna