Zgodnie z projektem skazane nawet na dwa lata więzienia będą mogły być np. osoby nawołujące do nienawiści wobec innych grup etnicznych, ras, mniejszości seksualnych, a także z powodów politycznych czy społecznych.
Jak uzasadniają autorzy projektu posłanka Kidawa - Błońska i poseł Kwiatkowski w Polsce dzieje się coś niepokojącego. Obserwowana jest eskalację "oskarżeń, kłamstw, półprawd i agresji" w naszych społeczeństwie.
Stąd też posłowie widzą potrzebę pilnych zmian, bo - chciałoby się powiedzieć - każdą eskalację trzeba wypalać rozgrzanym żelazem.
A schodząc na ziemię. Warto postawić kilka pytań: czy w Polsce rzeczywiście mamy do- czynienia z taką eskalacją. Czy masowo wzywa się do bicia emigrantów, prześladowania gejów i niepełnosprawnych, czy pod wpływem tych bezkarnych nawoływań pali się cerkwie, i niszczy żydowskie cmentarze.
Czy uzasadnienie dla potrzeby wprowadzenia takich restrykcyjnych przepisów, przyjęta teza - nie jest fałszywa, oparta na niczym, poza kilkoma gorącymi przykładami medialnymi.
Tak,- bo przeczą temu policyjne statystyki. Posłowie pewnie nie zadali sobie trudu ich sprawdzenia (takiego trudu nie zadali sobie nie tak dawno dziennikarze BBC mówiąc o zagrożeniu rasizmem podczas Euro2012).
W Polsce nie ma tymczasem masowego problemu z napadem na emigrantów, mniejszości seksualnych, trudno mówić też o prześladowaniu ze względów polityczny. Rasizm i wzywanie do przemocy ma charakter marginalny. I Polska wydaje się pod tym względem znacznie cywilizowanym krajem niż wiele państw Europy Zachodniej.
Pomysłodawcy nowych sankcji karnych zapominają też o istnieniu podstawowej, niezmiennej od lat zasady, że nikogo nie można obrażać, czy prześladować ze względu na cokolwiek.
Osoby, które czują się obrażane, zagrożone, czy zastraszone już dziś mają prawo pójść do sądu i domagać się zadośćuczynienia, a nawet ukarania sprawcy. Agresorzy są ścigani.
Po co więc tworzyć spec- regulacje dla wskazanych grup, jeżeli wszyscy obywatele mogą bronić się przed agresją i nienawiścią dziś na ogólnych zasadach.
Szkód może być tymczasem sporo. W Polsce dyskurs publiczny robi się coraz ostrzejszy. Wprowadzenie sankcji karny, które będą z całą pewnością używane przez przeciwników w wojnie politycznej czy światopoglądowej tylko ten dyskurs zaostrzy. Dając prokuratorom nowe zajęcie - prowadzenia postępowań przeciwko wzajemnie oskarżającym się politykom, czy aktywistom wojujących organizacji. Pytanie co się stanie jeśli owi dyskutanci spierający się, na granicy dobrego wychowania i smaku za ostre słowa wypowiadane w dużych emocjach będą trafiali do więzień lub staną się stałymi gośćmi prokuratury.
To z pewnością nie złagodzi dyskursu publicznego, a brak rozsądku ( czym przecież nie raz wykazywały się sądy i prokuratura) może prowadzić do nawet do zagrożeń dla wolności słowa.
Dlatego miejsce dla takiego pomysłu jest jedno - w koszu.
* Populizmem penalnym można nazwać zaostrzanie przepisów karnym, pod wpływem jednostkowych wydarzeń (np. morderstwa), które bulwersują opinie publiczną i są głośnie medialne. Rozgłos mobilizuje populistów do działania, którzy chcą w ten sposób zbić kapitał polityczny. Tak było i w tym przypadku, a impulsem były słowa pewnego reżysera... Tworzone pod wpływem chwili, medialnego zainteresowania prawo jest złe, niespójne i w dłużej perspektywie nie spełnia swojej roli.