W tym roku przekonamy się na dobre, jak w praktyce funkcjonuje traktat lizboński i czy Polska będzie umiała znaleźć się wśród państw, które mają wpływ na najważniejsze decyzje polityki unijnej. A może potwierdzą się obawy, że rzeczywiste decyzje podejmowane będą w gronie dyrektoriatu – przywódców z Paryża, Berlina i Londynu? Przyszły rok pokaże, ile naprawdę znaczy władza przewodniczącego Unii Hermana van Rompuya i szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Ciekawe, czy udowodnią oni, że nie są liderami malowanymi, czy też zderzą się ze szklanym sufitem oddzielającym ich od realnej władzy.