Reklama

Więźniowie własnych obietnic

Jarosław Kaczyński lubi towarzystwo profesorów. Ale najbardziej cieszy go, kiedy wygłaszają mądre uzasadnienia dla jego tez - pisze publicysta
Piotr Zaremba

Piotr Zaremba

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Rok temu chwaliłem Instytut Sobieskiego za to, że w samym epicentrum polityki brzydkiej i opartej na emocjach organizuje debatę pod szyldem kongresu Wielki Projekt Polska. A Prawo i Sprawiedliwość za to, że w powodzi pieniędzy źle wydanych na polityczną aktywność za ten kongres płaci. I jego liderów za to, że karnie zasiadają na krzesłach, aby słuchać profesorów i ekspertów, często ludzi nie całkiem ze swojej bajki, którzy się zastanawiają, jak naprawiać Polskę.

I generalnie tego komplementu nie cofam. Drugi kongres odbywał się przy akompaniamencie potwornych krzyków padających w parlamencie przy okazji wojny o ustawy emerytalne. I choć w tej wojnie PiS zajęło stanowisko z mojego punktu widzenia problematyczne, a wyrażał je często słowami zbyt grubymi albo histerycznymi, to przecież tamtą kolejną debatą o Polsce niuansował własny portret.

Nie tylko krzyk

Było coś symbolicznego w tym, że kiedy tematem numer jeden w mediach była afera ze Stefanem Niesiołowskim odpychającym dziennikarkę, Jarosław Kaczyński słuchał pod Arkadami Kubickiego profesorów: Andrzeja Nowaka, Andrzeja Zybertowicza, Ryszarda Legutki. Tyle że ten kontrast nie został odnotowany przez media.

Pozostało jeszcze 86% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama